Pieniądze zamiast upoważnienia

Ten, kto myśli, że wysokie zarobki urzędników czy innych przedstawicieli sfery budżetowej mogą przeciwdziałać korupcji, jest pewnym kandydatem na łapówkarza.

Ten, kto myśli, że wysokie zarobki urzędników czy innych przedstawicieli sfery budżetowej mogą przeciwdziałać korupcji, jest pewnym kandydatem na łapówkarza.

Rozumuje bowiem w tej samej konwencji, co ludzie, którzy dają i przyjmują łapówki, konwencji, która nieuchronnie rodzi łapówkarzy. W ich schemacie myślenia istnieje ścisłe powiązanie szalenie niebezpiecznych pojęć sprawiedliwości społecznej, interesu własnego i umoralnionego pieniądza. Sprawiedliwość społeczna, jeśli nawet kiedyś miała jakieś przesłanie ideowe, to już dawno zostało ono zapomniane. W czasach, gdy była w służbie idei, interpretowano ją jako wyrównywanie szans życiowych i zawodowych ludzi młodych z różnych środowisk, rekompensowanie strat ludziom pokrzywdzonym przez chorobę czy szczególnie niekorzystny zbieg okoliczności. Sprawiedliwością społeczną nazywano powinność czynioną przez społeczność (jej reprezentantów) na rzecz tych jej członków, którzy samodzielnie nie mogliby korzystać ze swoich praw, np. do edukacji czy leczenia. Sprawiedliwość społeczna miała więc "ciągnąć" do góry jej słabszych członków. Dzisiaj jest to nie do pomyślenia. Przecież "podciąganie" słabszych jest tworzeniem sobie konkurentów do dóbr i zaszczytów! Sprawiedliwość społeczna w tradycyjnym kształcie więc znikła (prawie). Ale samo pojęcie zostało i funkcjonuje w świadomości społecznej. Zamiast idei służy jako wyjaśnienie kroków podjętych w celu zaspokojenia swoich ambicji, potrzeb finansowych albo chęci dominacji. Jest zaklęciem, którego używa się wtedy, gdy jakiegoś dobra jest mało albo jest trudno dostępne, a interes prywatny lub polityczny wymaga, aby komuś - albo sobie - je dać. Sprawiedliwość społeczna jest szczególnie chętnie używana, gdy to działanie godzi w interesy innych ludzi. Sprawiedliwość społeczna stała się instrumentem wykorzystywanym w konkurowaniu, instrumentem, którym posługują się mocniejsi po to, aby stać się silniejszymi.

Sprawiedliwość społeczna blisko sąsiaduje z interesem własnym. Wszak dzisiaj sprawiedliwe jest to, co mnie się należy, a niekoniecznie to, co innym się należy. To, co innym się należy, definiuje w kontekście tego, co nam się należy. Definiowanie interesu własnego jest zajęciem stresującym, czasochłonnym i nie dającym spokoju. Przecież zawsze można chcieć więcej, aspirować do wyższych stanowisk. Człowieka dręczy ciągły niepokój, czy aby czegoś nie pominął, czy aby dobrze oszacował swoją wartość i ważność. Interes własny różni się od sprawiedliwości społecznej tym, że w pierwszym przypadku człowiek wadzi się sam ze sobą na czym poprzestać, w drugim przypadku przedmiotem refleksji jest społeczeństwo, ogół jednostek, które stanowią zagrożenie albo które można pozyskać dla własnych interesów.

Umoralnione pieniądze też są cechą naszych czasów. Ciekawe, że pojawiły się dopiero w kapitalizmie, który rządzi się raczej rachunkiem ekonomicznym niż dekalogiem. Umoralnione pieniądze to takie, które - naszym zdaniem - powinniśmy otrzymać za naszą pracę, gdyby została ona sprawiedliwie oceniona. Czyli zawsze większe niż dostajemy. Ponieważ ich nie dostajemy, to mamy moralne prawo zrekompensować sobie tę różnicę na swój sposób, czyli na przykład przyjąć łapówkę. Tak tłumaczą się lekarze, sędziowie, urzędnicy. Oni naprawdę mało zarabiają. Ale kwestia: za mało, akurat czy za dużo pieniędzy za pracę - nie podlega ocenie moralnej, tylko ekonomicznej. To jest osobny porządek. Mieszanie tych porządków to straszliwa pułapka. Wedle takiego rozumowania każdy powinien zarabiać tyle, aby zaspokoić wszystkie swoje potrzeby na najwyższym poziomie; każdy chory powinien mieć tyle pieniędzy, aby się wyleczyć; każdy pokrzywdzony powinien uzyskać rekompensatę równoważącą poniesioną stratę. Ale przecież wiemy, że to jest ekonomicznie niemożliwe. Nie każdy człowiek, który jest stworzony do życia w willi, będzie ją miał, nie każdy chory, który teoretycznie może być wyleczony, istotnie będzie wyleczony, nie każdy właściciel bezprawnie wywłaszczony z majątku, odzyska go w pełnym wymiarze. Nie ma na świecie tyle pieniędzy.

Pieniądze, które uciekły w porządek moralny, rodzą poczucie krzywdy i roszczenia bez końca. Paradoksalnie, korupcja - to wielkie zło naszych czasów, niszczące zaufanie do prawa, ludzkiej uczciwości i honoru, zdolności demokracji do budowania porządku społecznego - ma źródło wcale nie w niemoralności bogatych, ale w przeniesieniu moralności do sfery pieniądza przez biedniejszych.