Patent na patent

Ochrona patentowa opiera się na konserwatywnych zasadach, które nie zawsze sprawdzają się w cyfrowym, zglobalizowanym świecie, gdzie decyduje tempo wdrażania innowacji.

Prace nad ujednoliceniem europejskiego systemu patentowego ciągną się od 35 lat, licząc od Europejskiej Konwencji Patentowej przyjętej w czerwcu 1978 r. Kiedyś system postrzegano głównie w kategoriach uproszczenia procedur ochrony patentowej dla wynalazców. Zadaniem powołanego na podstawie tamtej konwencji Europejskiego Biura Patentowego w Monachium jest upraszczanie procedur uzyskiwania ochrony w państwach europejskich przy zachowaniu autonomii różniących się systemów krajowych. Teraz we wdrażanych w warunkach kryzysu założeniach unijnej strategii Europa 2020 ujednolicenie europejskiego systemu ochrony praw własności intelektualnej i przemysłowej stało się jednym z kluczowych wyzwań.

Obecnie w Unii Europejskiej funkcjonuje 27 odrębnych, niekiedy znacząco różniących się, systemów ochrony patentowej obowiązujących w każdym kraju członkowskim. Jeżeli patrzeć na Europę - tak jak chcą twórcy strategii unijnej - przez rynek 500 mln obywateli, to te odrębności są kosztownym hamulcem rozwoju wspólnej przestrzeni gospodarczej dla powstałych tu innowacyjnych produktów. Narzuca się porównanie z jednolitym gospodarczo rynkiem amerykańskim z 312 mln obywateli, nie wspominając o 1,4 mld Chińczyków czy 1,2 mld Hindusów. Konfrontujemy się z tymi rynkami coraz boleśniej, a przecież jednym z ostatnich atutów Starego Kontynentu jest potencjał kreatywności i innowacyjności.

Podejrzewają spisek reformatorów

Tymczasem w niektórych państwach - należy do nich również Polska - wciąż ujawniają się partykularyzmy poszczególnych narodów. Proponowane obecnie przez Komisję Europejską stworzenie instytucji jednolitego patentu europejskiego idzie najdalej z dotychczasowych pomysłów, bo przewiduje rozstrzyganie sporów patentowych przed Jednolitym Sądem Patentowym. Reakcja na ten plan wielu środowisk w Polsce okazała się wręcz histeryczna. Trudno było jednak protestującym osiągnąć efekt porównywalny z protestami przeciw porozumieniu ACTA, które wyciągnęło na ulice zwykłych użytkowników internetu. Ale mechanizm protestu jest podobny.

Organizacje powiązane interesami ochrony praw własności przemysłowej zwołują się za pośrednictwem internetu. Podstawą listów protestacyjnych są hasła zgłoszone przez innych. Wiele osób nie zaprząta sobie uwagi studiowaniem dokumentów źródłowych. Wystarczy pączkujące na forach społecznościowych i w mediach przekonanie, że biurokraci unijni do spółki z naszymi krajowymi biurokratami, za pomocą nieprzemyślanych regulacji zamierzają wykończyć w Polsce małych i średnich przedsiębiorców. Wszystko, rzecz jasna, jest spiskiem niemieckich i francuskich koncernów, które - w przeciwieństwie do polskich firm - mogą liczyć na wsparcie swych rządów. Przedsiębiorstwa te opatentują wszystko i wspólnie zablokują możliwość produkowania w Polsce czegokolwiek.

Protestowanie impulsywne

Ten styl dyskusji, w których autorytetem stają się zgłaszający najbardziej efektowne hasła, to trochę efekt obcowania z nowymi mediami. Przyzwyczaiły nas one do impulsowej konsumpcji informacji - przez nagłówki, wiadomości przelatujące na dolnym pasku telewizyjnego programu informacyjnego czy hasłowe wpisy na Twitterze i Facebooku. Do opowiedzenia się po stronie protestujących wystarczy kliknąć ikonkę "lubię". Specyficzny sposób komunikacji mediów z politykami skutkuje tym, że czują się oni zwolnieni z analizowania czegokolwiek, bo telewizje oczekują od nich wyłącznie efektownych bon motów. Na dodatek polityków zainteresowanych tematyką gospodarczą nie jest wielu. Media uznają te zagadnienia za zbyt skomplikowane dla przeciętnego widza. Bez względu na okoliczności, opozycja zawsze grzmi, że rząd nieuchronnie prowadzi Polskę do upadku.

Niektórzy urzędnicy rządowi często dopasowują się do tego stylu i skracają czas debaty nad proponowanymi rozwiązaniami. Dyskusja, której uczestnikom trudno opanować skłonność do inwektyw i autorytarnych sądów, jest męcząca. Wywieszenie prawie gotowych projektów na stronach ministerstw często wydaje się interesariuszom spóźnione, szczególnie kiedy debata dotyczy tak złożonych i niejednoznacznych w ocenie zagadnień, jak prawa własności intelektualnej.

Czy supersąd poradzi?

Trudno nie zauważyć, że w koncepcji wprowadzenia jednolitego patentu i wspólnego Europejskiego Sądu Patentowego zawiera się potencjał zmniejszenia kosztów uzyskiwania, utrzymania i wzmacniania patentów na obszarze całej Unii Europejskiej. Z tym, że to perspektywa strategiczna. Okres przejściowy może być kłopotliwy. Wiele europejskich środowisk biznesowych podchodzi nieufnie do obecnych propozycji Komisji Europejskiej. Niewiele czasu dano na szczegółowe analizy skutków regulacji. Debata musi trwać, bo pomimo dosyć jasnych założeń reformy, nie wszystkie jej elementy wydają się rozstrzygnięte. Zamiast więc okopywać się w żarliwych protestach, na z góry straconych pozycjach, środowiska zainteresowane wsparciem dla innowacyjności w Polsce powinny angażować się w innowacyjne (nomen omen) kreowanie rozwiązań, które zapewnią polskim przedsiębiorcom łatwiejszy dostęp do większego rynku.

Istotą prawa ochrony patentowej jest możliwość rozstrzygania sporów. Obawa związana z przeniesieniem orzekania na poziom Jednolitego Sądu Patentowego wynika z pytania o jego wydolność w warunkach kumulacji dużej liczby spraw w jednym miejscu. Grozić to może zamrażaniem uprawnień patentowych na długie miesiące. Czy uda się zgromadzić zasoby kadrowe sędziów o odpowiednim doświadczeniu? Nie jest też jeszcze jasne, jak miałyby wyglądać szczegółowe procedury. Wreszcie, nie wiadomo do końca, jak będzie funkcjonował system w swej dychotomicznej formie, bowiem przewiduje się zachowanie równoległe do systemu unijnego, systemów krajowych, które być może kiedyś, ale nie wiadomo jak, zaczną wygasać. Nie wiadomo, czy sprawdzi się koncepcja tłumaczenia patentów w sposób zautomatyzowany.

Czas przeznaczony na odwołania od orzecznictwa Jednolitego Sądu Patentowego będzie ważnym czynnikiem warunkującym funkcjonowanie europejskiego patentu. Zamrożenie praw do ochrony na czas rozpatrzenia sprawy może być kosztowne i dawać nieprzewidywalne skutki. Z drugiej strony, polskie firmy, aby obejść Urząd Patentowy RP, który przedłuża i często nie chce objąć ochroną patentów na rozwiązania informatyczne, już dziś korzystają z "usług" Europejskiego Urzędu Patentowego. Polski odpowiednik może już tylko w takiej sytuacji, niejako z automatu, ratyfikować unijny patent.