Parlamentarny ping-pong

Podczas prac Komisji Nadzwyczajnej Ministerstwo Nauki i Informatyzacji, broniące rządowego projektu ustawy o informatyzacji, reprezentują młodzi ludzie, trzydziestolatkowie i młodsi, podczas gdy parlamentarzystami są ''osoby w sile wieku''. Reprezentantom rządu ewidentnie brakuje doświadczenia w pracach parlamentarnych. Nie znają też - bo i skąd - realiów działania podmiotów publicznych. To zaś odbija się na ich sposobie postrzegania rzeczywistości i oceniania skutków proponowanych zapisów prawnych.

Podczas prac Komisji Nadzwyczajnej Ministerstwo Nauki i Informatyzacji, broniące rządowego projektu ustawy o informatyzacji, reprezentują młodzi ludzie, trzydziestolatkowie i młodsi, podczas gdy parlamentarzystami są ''osoby w sile wieku''. Reprezentantom rządu ewidentnie brakuje doświadczenia w pracach parlamentarnych. Nie znają też - bo i skąd - realiów działania podmiotów publicznych. To zaś odbija się na ich sposobie postrzegania rzeczywistości i oceniania skutków proponowanych zapisów prawnych.

Nie na wiele zdaje się obecność wśród rządowych ekspertów prof. Bolesława Szafrańskiego z Wojskowej Akademii Technicznej. Co i rusz strona rządowa jest zasypywana pytaniami i uwagami sejmowych legislatorów, niezwykle krytycznie odnoszących się do jakości projektu ustawy o informatyzacji. Ponieważ słów krytyki nie szczędzą również posłowie SLD, można odnieść wrażenie, że to mecz parlament kontra rząd.

Po co krajowa ewidencja?

Przykładowo, projekt ustawy nakazuje podmiotowi publicznemu przekazywanie informacji do Krajowej Ewidencji Systemów Teleinformatycznych (KEST) o dacie utworzenia rejestru publicznego, podstawie prawnej i celu utworzenia rejestru publicznego, jednostce organizacyjnej go prowadzącej, zakresie wiadomości gromadzonych w rejestrze oraz określeniu, czy jest on prowadzony za pomocą systemu teleinformatycznego.

W trakcie ostatniego posiedzenia Komisji wybuchnął spór, o jaką datę chodzi, czy uruchomienia rejestru w sensie technicznym czy prawnym (vide CEPiK). Rząd dawał na tyle niespójne odpowiedzi, że doczekał się reprymendy ze strony Ryszarda Hayna, posła SLD. "Niech się rząd zastanowi, bo na razie chyba nie ma żadnej koncepcji" - zażądał wyraźnie poirytowany, wnioskując o rozpatrzenie tego punktu na następnym spotkaniu Komisji.

Nie byłoby wspomnianej dyskusji o dacie utworzenia rejestru, gdyby Ministerstwo Nauki i Informatyzacji nie upierało się przy utworzeniu krajowej ewidencji. "Nie trzeba tworzyć KEST, bo sprawę załatwiają Biuletyn Informacji Publicznej i przeglądarka internetowa. Dostępna już technika pozwala to zrobić szybciej i taniej" - przekonywał Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Również posłowie SLD mieli wątpliwości po co ją tworzyć. Młodzi urzędnicy MNiI nie dali się jednak przekonać. Opowiedzieli się stanowczo za KEST, jako sensem istnienia ich resortu. Siłą rzeczy naraziło to ich na zarzut ze strony opozycji, że chcą ogłosić kolejny przetarg.

Co podlega archiwizacji?

Do tej pory wydawało się, że projekt ustawy porządnie definiuje chociaż zasady archiwizacji przez jednostki administracji dokumentów cyfrowych. "Te dwa paragrafy pozwolą zachować ku potomności dokumenty wyprodukowane w postaci cyfrowej" - wyjaśniał Komisji Andrzej Biernat, dyrektor Naczelnej Dyrekcji Archiwów Państwowych. "Archiwizacja nakłada największe koszty na podmioty publiczne" - odparowywał Jerzy Czerwiński (Ruch Katolicko-Narodowy).

Na to nałożył się dodatkowo spór, czy ustawa o informatyzacji jest właściwym miejscem do nałożenia obowiązku archiwizacji dokumentów elektronicznych, mając w pamięci, że normą nadrzędną jest Ustawa o zasobie archiwalnym. "Minister informatyzacji ma powiedzieć jak - od strony technicznej - archiwa przechowywać, zaś co się w nich znajdzie - określą inne gremia. Tutaj wprowadzamy zapis technicznej realizacji" - dyskusję przeciął Wacław Iszkowski.

Prace w Komisji Nadzwyczajnej rozpatrującej rządowy projekt ustawy o informatyzacji niektórych podmiotów publicznych idą jak po grudzie. Nie ma jednak chętnych na przerwanie tego przedłużającego się meczu, w którym coraz częściej SLD atakuje własny rząd.


TOP 200