PRO idzie do przodu

Z Markiem Gondzio, nowym prezesem Stowarzyszenia Polski Rynek Oprogramowania PRO, rozmawia Olo Sawa

Z Markiem Gondzio, nowym prezesem Stowarzyszenia Polski Rynek Oprogramowania PRO, rozmawia Olo Sawa

Pana wybór na prezesa PRO wiąże się ze zmianą czy kontynuacją?

Stowarzyszenie będzie kontynuować i rozwijać wszystkie działania służące interesom polskich twórców oprogramowania. Chciałbym natomiast osiągnąć pewne zmiany w stylu pracy. Powinniśmy szybciej reagować na fakty i wydarzenia oraz częściej inicjować nowe, pożądane zjawiska.

Stowarzyszenie miało kilka ciekawych momentów w swojej dotychczasowej historii. Przypomnę tu spór z BSA, czy kwestię par. 20 w ustawie o prawie autorskim i prawach pokrewnych, w którym mowa jest o 3-procentowym podatku od nośników danych. Od pewnego czasu, jednak o PRO nie mówi się wiele?

Poprzednia kadencja Stowarzyszenia była istotnie bogata w znaczące wydarzenia na krajowym rynku oprogramowania. Wtedy wprowadzono prawo autorskie i Stowarzyszenie zostało silnie zaangażowane w próby jego interpretacji...

Oznacza to, że sami nie chcieliście się angażować, ale zostaliście do tego skłonieni?

Wydaje mi się, że oba te sformułowania są prawdziwe. Nie z naszej inicjatywy powstał par. 20 ustawy. W sprawie jego interpretacji zajmowały stanowisko różne organizacje. Stanowisko PRO, jako branżowej organizacji producentów oprogramowania, sygnalizowało na początku możliwość interpretacji korzystnej dla środowiska, które reprezentujemy. Ale rola ustawy nie sprowadza się na szczęście do konsekwencji paragrafu 20. Widać wyraźnie, że samo uchwalenie ustawy miało pozytywny wpływ na stan rynku oprogramowania w Polsce. Dla Stowarzyszenia ważną konsekwencją ustawy było uzyskanie uprawnienia do zbiorowego zarządzania prawami autorskimi w dziedzinie programów komputerowych.

O czym zatem PRO będzie mówić otwartym głosem?

O wszystkich sprawach, które są ważne dla środowiska producentów oprogramowania, na przykład o ostatnich inicjatywach legislacyjnych dotyczących ochrony danych osobowych, karania za kradzież programów lub danych komputerowych czy o zagrożeniu obowiązkowym zrzeszaniem firm w izbach gospodarczych. Dostrzegamy też nowe zjawiska na naszym rynku oprogramowania, jak sprzedaż oprogramowania przez Internet czy pierwsze sygnały o kradzieży pomysłów z wstępnych projektów zgłaszanych przez firmy w ofertach przetargowych. W takich sprawach PRO będzie przedstawiać własne propozycje stosownych regulacji prawnych.

Jeżeli nie będziemy Stowarzyszeniem postrzeganym przez par. 20 pewnej ustawy, jeżeli będziemy wyprzedzać rzeczywistość, a nie głównie reagować na to, co się wokół nas dzieje, to stworzymy coś w rodzaju lobby polskich twórców oprogramowania. Firm tworzących w Polsce oprogramowanie są setki. Wartość sprzedawanych przez nich systemów i aplikacji oraz związanych z tym usług jest większa niż suma obrotów inwestujących w Polsce zachodnich koncernów software'owych. Niektóre polskie firmy mają także znaczne sukcesy eksportowe. To właśnie polscy producenci oprogramowania stanowią główne środowisko działania PRO. Zadbanie o prestiż ich działalności, który często ginie w cieniu wielkich marketingowych akcji światowych, jest naszym podstawowym zadaniem.

Czy w programie rozwoju PRO jest miejsce na współpracę z innymi stowarzyszeniami, np. BSA?

Stowarzyszenie jest otwarte na współpracę z różnymi organizacjami. Przede wszystkim liczymy na dalszą współpracę z Polską Izbą Informatyki i Telekomunikacji, Polskim Towarzystwem Informatycznym oraz Software Publishers Association (SPA). Jeżeli chodzi o BSA , to pole współpracy jest oczywiste, mamy bowiem wspólny cel: walkę z piractwem komputerowym. Obserwuję zresztą, że coraz częściej posługujemy się podobnymi metodami, np. szkolimy celników, prokuratorów i policję w dziedzinie praw autorskich. Częściej też podobnie podchodzimy do stwierdzonych naruszeń, doprowadzając do ugody między łamiącymi prawo a poszkodowanym. Z uwagi na przeciągające się procesy sądowe jest to całkiem rozsądne wyjście.


TOP 200