Otrzeźwienie inwestorów

Wydawało się, że Nowa Ekonomia zakwestionowała wszystkie święte zasady inwestowania - choćby nawet ryzykownego - ale ostatni szok giełdowy przywrócił szacunek dla konserwatywnej tradycji.

Wydawało się, że Nowa Ekonomia zakwestionowała wszystkie święte zasady inwestowania - choćby nawet ryzykownego - ale ostatni szok giełdowy przywrócił szacunek dla konserwatywnej tradycji.

Po kwietniowym załamaniu na nowojorskiej giełdzie inwestorzy specjalizujący się w inwestycjach w firmy sieciowe powiedzieli sobie: nigdy więcej inwestowania w owczym pędzie. Koniec z "niedopieczonymi" firmami na rynku publicznym. Koniec z pieniędzmi dla nowych firm, które nie mają zysków na widoku. Każdego dolara będziemy oglądać dwa razy zanim go zainwestujemy - deklarują. To oczywiście nie znaczy, że pieniądze odpłynęły z sektora nowoczesnych technologii. Wręcz przeciwnie, w najgorszym tygodniu w historii giełdowej obecności firm internetowych fundusze wysokie ryzyka przyciągnęły ponad 3 mld USD. Im ostrzejsza staje się konkurencja między funduszami o lepsze kąski internetowego biznesu, tym ważniejsze stają się zasoby danego funduszu, jego zdolność grania wysokimi stawkami. Zmieniły się jednak wymagania wobec firm internetowych, a więc jak można się spodziewać, zmieni się kultura zarządzania nimi.

Rynek kapitału wysokiego ryzyka też odczuwa szok zmiany. Przez kilka lat internetowej hossy inwestorzy z tego sektora zapomnieli, że w tym interesie raczej traciło się pieniądze niż zyskiwało. Nazwa "kapitał wysokiego ryzyka" miała swoje realne uzasadnienie. Tymczasem inwestycje w firmy internetowe przez kilka lat dawały nawet trzykrotny zwrot. Ta wyjątkowa sytuacja przyjmowana była jako norma.

Fundusze wysokiego ryzyka w 1998 r. zainwestowały w 2800 przedsięwzięć internetowych, a w 1999 r. - w 4000 firm. Zdaniem specjalistów, trudno będzie utrzymać tę liczbę inwestycji w 2000 r. Już znacznie trudniej zrobić dobry interes na tym rynku. Oznacza to rozczarowanie dla legionu finansistów, bankierów, prawników, agentów ubezpieczeniowych, menedżerów, którzy przez ostatnie lata masowo ściągali do pracy w tych funduszach, licząc na karierę i bajeczne zyski. Ich oczekiwania okazały się mało realistyczne. Dla funduszy oznacza to także konieczność wypracowania jednoznacznej i konsekwentnej strategii postępowania na rynku. Można powiedzieć, że w tym sensie rynek ryzykownego inwestowania w wysokie technologie cywilizuje się, że wraca szacunek dla starych zasad biznesu: szacunek dla rachunku ekonomicznego, wiarygodności planów, troski o wyraźną tożsamość.

Poprzedni okres rozwoju Nowej Ekonomii charakteryzował się m.in. tym, że nowe firmy wchodziły na rynek publiczny jeszcze zanim dobrze określiły swój biznes. A nawet było tak, że z założenia dopiero po upublicznieniu szukały swojej "działki" w internetowych interesach. W nadchodzących miesiącach na pewno będzie inna kolejność działań. Najpierw firmy będą musiały zdefiniować i rozwinąć swój biznes, a dopiero potem startować na giełdę.

Obecnie pojawiająca się nowa fala firm internetowych będzie miała zatem już inny charakter niż ich pierwsza fala: nieobliczalnych, kreatywnych, zafascynowanych możliwościami Internetu, ale i własnej kariery finansowej. Ta druga fala będzie musiała bardziej skupić się na swoim biznesie. Istnieje oczywiście pytanie, czy przez to Nowa Ekonomia nie traci na intensywności rozwoju, na innowacyjności, na oddziaływaniu motywującym do mierzenia "sił na zamiary", do działań ryzykownych, ale odsłaniających nowe horyzonty.

Również nowa rola rysuje się przed ka- pitałem wysokiego ryzyka. Zazwyczaj ten rodzaj kapitału służył do finansowania rozwoju firm działających w niszach techno- logicznych, rynkowych, biznesowych. Tym razem tworzy podstawy firm, które w przyszłości staną się ogromne, jeśli nawet nie w sensie wielkości - ten parametr traci na znaczeniu - to w sensie roli, jaką będą odgrywać w gospodarce. Na razie finansuje po prostu nowe technologie i innowacyjne firmy internetowe, ale wszystko wskazuje, że są one zaczynem Nowej Ekonomii. Nie pozostaną w niszach. Narzuca to kapitałowi inwestycyjnemu nowe obowiązki. Pierwszy polega na jeszcze bardziej odpowiedzialnej strategii inwestowania, a więc oceniania firm z punktu widzenia tej ich przyszłej roli. Na razie fundusze raczej patrzyły jedynie na swój zysk. Drugi obowiązek dotyczy profesjonalnego zarządzania tymi firmami. Czy fundusze mają do dyspozycji kadrę, która potrafi poprowadzić nowe firmy, zapanować nad ich rozwojem? Wielu obserwatorów tego rynku bardzo w to wątpi. Ale wątpiono również w ich zdolność do realizmu, a okazało się, że wystarczyło jedno poważne załamanie na rynku i inwestorzy przeprosili się ze starymi, sprawdzonymi regułami biznesu.

--------------------------------------------------------------------------------

Jonathan Rabinovitz jest dziennikarzem amerykańskiego tygodnika The Industry Standard, wydawanego przez IDG. Tłum. idb


TOP 200