Ostoja demokracji czy klasa bez przyszłości

Upowszechnienie zastosowań informatyki zmieniło jeden z podstawowych trendów rozwoju społecznego ostatnich dziesięcioleci - wzrost klasy średniej.

Upowszechnienie zastosowań informatyki zmieniło jeden z podstawowych trendów rozwoju społecznego ostatnich dziesięcioleci - wzrost klasy średniej.

Zjawisko to jest jeszcze w Polsce mało widoczne, ale w krajach o rozwiniętej infrastrukturze informatycznej w gospodarce i administracji obserwuje się je już wyraźnie. Klasa średnia to przedstawiciele wolnych zawodów, urzędnicy, nauczyciele, przedsiębiorcy - właściciele niedużych firm, menedżerowie, specjaliści, czyli obywatele o dochodach powyżej przeciętnej, ustabilizowani zawodowo, stosunkowo dobrze wykształceni. Klasa średnia inaczej kształtowała się w krajach kapitalistycznych, inaczej w byłych państwach realnego socjalizmu. W kapitalizmie była ostoją spokoju, demokracji i rozsądku, w naszej części Europy dążyła do przebudowy ustroju w kierunku wolnego rynku, czyli była raczej burzycielem starych porządków. Jednak w jednym i drugim przypadku miała kilka wspólnych cech: niechęć do ekstremizmów, interes w ustanowieniu (bądź podtrzymywaniu) stabilnych, wolnorynkowych i demokratycznych stosunków społecznych, kwalifikacje do tworzenia wartości, do twórczości.

Klasa średnia rosła, ponieważ zwiększało się zapotrzebowanie na pracowników w dynamicznie rozwijających się usługach, bankowości, edukacji, handlu, medycynie. Dzisiaj usługi rozwijają się nadal, ale zatrudnienie w nich nie rośnie, gdyż wielu pracowników zwolniono, a zainstalowano systemy komputerowe. Pozostali pracownicy pracują wydajniej dzięki informatycznym "ułatwiaczom". Ponadto w gospodarce nastąpiła polaryzacja zarobków. Zwiększa się liczba zarabiających bardzo dużo i bardzo mało, zmniejsza - średnio zarabiających. Jest to proste odwzorowanie popytu na pracę: rośnie zapotrzebowanie na pracowników o najwyższych kwalifikacjach, zdolnych do twórczego przetwarzania wiedzy zgromadzonej na dyskach, oraz bez żadnych kwalifikacji do prostych czynności, np. wprowadzania danych. Podobne trendy wystąpiły w administracji publicznej i samorządowej.

Opisane zjawiska, spowodowane w dużej mierze automatyzacją i informatyzacją, wzmocniono nowym podejściem do biznesu i zarządzania przedsiębiorstwem. Przedsiębiorstwa "odchudzają się" i zamrażają płace. Konsekwencje tego ponoszą przede wszystkim menedżerowie pośrednich szczebli zarządzania, tradycyjni członkowie klasy średniej. Podobny efekt ma praktyka zlecania zewnętrznym firmom wielu funkcji i prac nie stanowiących głównego biznesu firmy, a także organizowanie firm w zespoły zadaniowe, projektowe i uzależnianie wynagrodzenia ich szefów nie od stałego zatrudnienia, lecz właśnie od uczestniczenia w takich doraźnych przedsięwzięciach. Posunięcia te stawiają w nowej sytuacji ogromną liczbę kierowników i specjalistów znajdujących się między najwyż- szym szczeblem zarządzania a szeregowymi pracownikami. Są dla nich szansą lub zagrożeniem w zależności od ich inicjatywy, przedsiębiorczości, wiedzy, przypadkowych okoliczności. Mogą wspiąć się wyżej - na skali prestiżu i zamożności - albo spaść.

Detronizację klasy średniej można potraktować jako jeszcze jeden przejaw nowej cywilizacji, społeczeństwa informacyjnego, czyli zjawisko neutralne w sensie wartości. Ale nie unieważnia to pytania, kto stanie się teraz strażnikiem demokracji, stabilizacji oraz rozsądku politycznego i gospodarczego? Wszyscy prześcigają się w zmienianiu i szaleństwie - podobno tylko tacy przetrwają na konkurencyjnym rynku. A może to władcy bitów, którzy odebrali władzę klasie średniej, wyłonią ich albo... sami przejmą ich rolę?


TOP 200