Ostatni gasi światło

Może nie wszyscy wyjadą z Polski do Londynu, Dublina czy Madrytu i nadal będzie komu uczestniczyć w kolejnych konferencjach Stowarzyszenia "Miasta w Internecie", aczkolwiek ci którzy zostaną, nie będą już mieli złudzeń co do przyszłości e-administracji. Nadzieję na jej rozwój można pokładać jedynie w samorządach.

Może nie wszyscy wyjadą z Polski do Londynu, Dublina czy Madrytu i nadal będzie komu uczestniczyć w kolejnych konferencjach Stowarzyszenia "Miasta w Internecie", aczkolwiek ci którzy zostaną, nie będą już mieli złudzeń co do przyszłości e-administracji. Nadzieję na jej rozwój można pokładać jedynie w samorządach.

Według Narodowego Banku Polskiego ok. 270 tys. Polaków znalazło pracę za granicą. Według innych źródeł z Polski wyjechało do 2 mln osób. Aż prosi się, aby ci emigranci mogli załatwiać sprawy urzędowe drogą elektroniczną. Nikt się tym jednak nie przejmuje. Są ważniejsze tematy zastępcze, jak walka z układami, czy rozliczenie 16 lat historii polskiej bankowości. Dopóki będą królować nawyki rodem z dziewiętnastowiecznej biurokracji, dopóty jesteśmy skazani na papier i przywiązanie do konkretnego urzędu.

Politycy są z Marsa, informatycy z Wenus

"Jesteśmy u siebie, Polacy, jesteśmy u siebie" - taki okrzyk słyszeliśmy na stadionie w Gelsenkirchen od 35 tys. polskich kibiców przed meczem Polska - Ekwador. Właściwie to hasło wszystkich Polaków pracujących w innych krajach Unii Europejskiej, uczących się swoich praw jako obywateli UE. Bezsprzecznie jednym z nich jest sprawna obsługa w urzędzie administracji publicznej. "Tymczasem w Polsce pracownicy zajmujący się ewidencją ludności i dowodami osobistymi pracują przy dwóch systemach informatycznych (dwie klawiatury, dwa monitory, odrębne sieci) gromadzących w pewnej części te same dane, które trzeba osobno wprowadzać do obu systemów - i dbać o to, aby nie doszło do powstania rozbieżności - a gdyby doszło, dociekać przyczyny różnic - a przecież obydwa zadania leżą w kompetencjach tego samego ministerstwa" - złości się Kajetan Wojsyk, wiceprezes Stowarzyszenia "Miasta w Internecie" i informatyk miejski z Częstochowy.

W ocenie prof. Bolesława Szafrańskiego, prezesa firmy Milstar i wykładowcy z Wojskowej Akademii Technicznej, pracownik traci w konsekwencji od 50% do 80% czasu na docieraniu do informacji, zamiast na wykonywaniu zadania. Dane, jak miejsce urodzenia, adres zamieszkania, imiona rodziców, o które niemalże zawsze i wszędzie nas pytają, powinny pochodzić wyłącznie z bazy PESEL. Po co zatem umieszczać adres w dowodzie osobistym? Nie miejmy jednak złudzeń, że szybko będzie lepiej. "W Ustawie o informatyzacji powinno się mówić o systemach informacyjnych, a nie informatycznych. Według tej ustawy głównym celem wcale nie jest budowa społeczeństwa informacyjnego, ale nadzór nad bezpieczeństwem państwa, obywateli i gospodarki" - twierdzi Wacław Iszkowski, prezes Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji. Toteż ta ustawa dopiero gdzieś w połowie stawia jako cel rozwój społeczeństwa informacyjnego.

Nie widać na razie internetowego boomu w administracji publicznej. "Przecież te same osoby kupują w Internecie i pracują w urzędach!" - dziwi się Krzysztof Król, wicedyrektor Departamentu Komunikacji Korporacyjnej Grupy Prokom Software i wiceprezes PIIT. "Można to wytłumaczyć tylko w jeden sposób: politycy są z Marsa, informatycy - czytaj ludzie - z Wenus" - puentuje. Takie rozdwojenie jaźni w społeczeństwie zawsze kończy się albo rewolucją, albo bolesnym protestem. Ci, którzy mogliby u nas tworzyć społeczeństwo informacyjne, wyjeżdżają masowo za granicę. Nie będą marnować możliwości na ideologiczne polowania na czarownice. Polityków to mało obchodzi. W końcu bezrobocie spada - młodzi, aktywni w końcu wyjeżdżają - pozostaną ci, którym wszystko jedno, a w każdym razie dla nich nie ma po co nowelizować Ustawy o podpisie elektronicznym i zmieniać procedur administracyjnych.

Nie śpij, bo cię przegłosują!

Jak to się dzieje, że polscy politycy nie rozumieją wagi i znaczenia nowych technologii dla rozwoju cywilizacyjnego? Dlaczego Polska tak mało inwestuje w rozwiązania i programy z zakresu ICT? Dlaczego modernizacja państwa nie stanowi priorytetu dla kolejnych ekip sprawujących władzę? Na te pytania nie odpowiedziała jeszcze żadna konferencja, również jubileuszowa X Konferencja "Miasta w Internecie". Nie ma dopóty odpowiedzi, dopóki nie dojdzie do zmiany pokoleniowej wśród rządzących, kiedy to zaściankowych polityków dumających o genetycznym patriotyzmie nie zastąpią myślący o przyszłości oraz modernizacji państwa i gospodarki politycy formatu europejskiego.

Tymczasem zamiast konkretnych decyzji i działań mamy wciąż do czynienia z kolejnymi, "strategicznymi" planami i programami budowy e-Polski, e-administracji, społeczeństwa informacyjnego, gospodarki opartej na wiedzy itd. Pełnymi haseł i frazesów, ale nie realnych zadań i celów. W europejskim rankingu innowacyjności jesteśmy na szarym końcu. Trudno się więc dziwić, że wśród uczestników tegorocznej Konferencji "Miasta w Internecie" dawało się odczuć zniecierpliwienie brakiem aktywności ze strony polskich polityków, ministrów, urzędników instytucji centralnych. Wielokrotnie dawano wyraz przekonaniu, że nasza dzisiejsza klasa polityczna - bez względu na przynależność partyjną - nie jest zdolna do przeprowadzenia skutecznych reform modernizacyjnych.

Warto się w takiej sytuacji zastanowić: to kto w takim razie jest do tego zdolny? Co powinniśmy zrobić, aby nie wlec się w cywilizacyjnym ogonie współczesnego świata? Gdzie mamy szukać ludzi i środowisk zdolnych do inicjowania i realizacji rzeczywistych, skutecznych programów tworzenia nowoczesnego państwa i konkurencyjnej gospodarki, gdzie upatrywać mechanizmów wspierających te procesy? Może niepotrzebnie pokładamy nadzieję w politykach i przedstawicielach rządu? Może zbytnio wierzymy w moc sprawczą politycznych programów i urzędniczych decyzji na szczeblu centralnym? A gdybyśmy się tak rozejrzeli i spróbowali się przyjrzeć temu, co się dzieje wokół nas?

Brak stabilności władzy

Zdaniem Wojciecha Arkuszewskiego, doradcy prezesa Polkomtela, byłego doradcy premiera Jerzego Buzka, polska klasa polityczna nie może być dzisiaj skuteczna, gdyż... w zasadzie nie istnieje. Nie ma ciągłości reprezentacji w organach polskiej władzy na poziomie centralnym. Tylko kilkanaście osób uczestniczy nieprzerwanie od 1989 r. w życiu politycznym. Reszta to są osoby nowe, wybierane po raz pierwszy w kolejnych wyborach do Sejmu, Senatu czy Parlamentu Europejskiego. Muszą się dopiero uczyć zarządzania państwem, sprawowania władzy. Gdy się już nauczą, są zastępowani przez innych, pozbawionych tej wiedzy.

Wojciech Arkuszewski twierdzi, że stabilizacja władzy jest w Polsce tylko na poziomie samorządowym. W wielu polskich gminach, miastach czy regionach nieprzerwanie od lat rządzą ci sami ludzie, te same grupy polityków, którzy już zdołali opanować arkana sprawowania władzy i zarządzania rozwojem społeczności lokalnej. To dlatego te społeczności dopracowały się realnych programów rozwoju cywilizacyjnego i mogą - tak jak niektóre duże, polskie miasta - poszczycić się sukcesami w tej dziedzinie.

Czyżby więc tutaj należało szukać recepty na nasze problemy z modernizacją państwa? Czy nie trzeba by zweryfikować poglądów, gdzie tak naprawdę znajdują się dzisiaj źródła efektywnej władzy i siły zdolne do przeprowadzenia rzeczywistych przemian? To w regionach, a nie w instytucjach centralnych znajduje się dzisiaj wielki potencjał rozwojowy społeczeństwa informacyjnego. Regiony dysponują skutecznymi narzędziami stymulowania tego rozwoju w postaci funduszy strukturalnych i wiele z nich - m.in. małopolskie, mazowieckie, śląskie, wielkopolskie, podlaskie - z premedytacją po nie sięga. Niebagatelny potencjał sprawczy jest też w dużych, polskich miastach. To one przodują w zakresie udostępniania usług publicznych online, wdrażania rozwiązań z zakresu e-administracji czy wykorzystania technik ITC do wspomagania zarządzania sferami życia publicznego. Wiele interesujących inicjatyw pojawia się też na poziomie gmin, często wiejskich. Może więc lepiej by było, gdyby instytucje rządowe zamiast tworzenia kolejnych programów zajęły się koordynacją i wykorzystaniem licznych, oddolnych, samorządowych inicjatyw i działań?

Najważniejsze jest uruchomienie potencjału rozwojowego tkwiącego w samym społeczeństwie. Pora wreszcie uświadomić sobie oczywistą wydawałoby się prawdę, że budowa społeczeństwa informacyjnego, społeczeństwa wiedzy musi być sprawą... całego społeczeństwa. Tylko wtedy programy modernizacji i rozwoju mają szansę na urzeczywistnienie i służenie ludziom. Swoje zadania i role mają do odegrania wszyscy. Potrzebne jest zaangażowanie polityków i urzędników, ale też naukowców, przedsiębiorców, nauczycieli, dziennikarzy i wielu, wielu innych. Nikt nikogo nie zwolni od myślenia, jak na swoim poletku najlepiej sprostać wyzwaniom przyszłości.

Nie oczekujmy zbyt wiele od polityków, nie obarczajmy ich zadaniami ponad ich siły, nie pokładajmy w nich nadziei ponad ich możliwości. Nie ma innego wyjścia, część zadań i odpowiedzialności musimy wziąć na siebie. Inaczej może nam grozić, że społeczeństwo informacyjne pozostanie tylko kwestią formalnego zadośćuczynienia ambicjom unijnych biurokratów i mechanicznego spełnienia wymogów unijnych dyrektyw... a ostatni (wyjeżdżający z Polski) zgasi światło.

Ani dobrze, ani źle

JEST DOBRZE

  • 2 mln osób założyło konta w bankach internetowych

  • 3 mln osób ma karty kredytowe

  • 20 mln kart płatniczych wydały polskie banki

  • 40 mln kont e-mail znajduje się na serwerach polskich portali

  • 1,5 mld zł wyniosły obroty serwisu aukcyjnego Allegro.pl

  • Płacenie SMS-ami stało się powszechne

  • Internetowe media często mają większe czytelnictwo niż tradycyjne

  • Rozpoczęła się bitwa o TV on demand

    JEST ŹLE

  • 0 - liczba urzędów centralnych, w których można całkowicie załatwić sprawę przez Internet

  • 0 - liczba urzędów skarbowych, w których można zapłacić kartą kredytową

  • 0 - liczba urzędów, w których można wnieść opłatę manipulacyjną SMS-em

  • 1 - liczba urzędów centralnych (ZUS), do których można wysłać rozliczenie drogą elektroniczną i autentykować się podpisem elektronicznym

    Źródło: Prezentacja Krzysztofa Króla, wicedyrektora Departamentu Komunikacji Korporacyjnej Grupy Prokom Software i wiceprezesa PIIT

  • Tylko fakty

    Samorządy od lat walczą o:

  • spójne, algorytmizowalne prawo

  • swobodę w wykorzystywaniu danych gromadzonych przez administrację publiczną - szczególnie na poziomie gminy

  • możliwość posługiwania się urzędowo poświadczonym wydrukiem z systemu informatycznego jako dokumentem niosącymskutki prawne

  • możliwość pełnego zarządzania treścią dokumentów, a nie papierowymi nośnikami

  • zmianę pojęć "oryginał", "forma pisemna","archiwizacja", "podpis", "identyfikator osoby fizycznej" epoki papieru na pojęcia właściwe dla epoki elektronicznych nośników informacji

  • likwidację "potykaczy" przy wdrażaniu e-usług, takich jak znaczek skarbowy, odręczny podpis, ręczne parafy i adnotacje na pismach

  • likwidację powielania czynności wieloma technologiami

    Źródło: Prezentacja Kajetana Wojsyka, wiceprezesa "Stowarzyszenia "Miasta w Internecie"

  • Szansa dla aktywnych

    Pierwsze konferencje "Miasta w Internecie" były spotkaniami pasjonatów, zapaleńców, ludzi szczerze i bez granic zaangażowanych w proces modernizacji swoich małych ojczyzn i poprawy warunków funkcjonowania swoich urzędów, instytucji i środowisk. Przyjeżdżali na nie ludzie, którzy wierzyli, że dzięki technikom informacyjnym im samym i mieszkańcom ich gmin i miast będzie się żyło lepiej, nowocześniej. Często działali wbrew opinii przełożonych czy na przekór postawie współpracowników i znajomych. To oni jednak tworzyli zręby Rzeczpospolitej internetowej. Czy dzisiaj, po jubileuszu dziesięciolecia, nie warto by było wrócić do tej formuły? Czy nam wszystkim nie byłoby lepiej, gdyby Konferencja "Miasta w Internecie" z forum prezentacji różnych e-programów, e-strategii i e-dokumentów zmieniła się w miejsce spotkań aktywnych, twórczych, innowacyjnych ludzi wybiegających myślami daleko w przyszłość? Na pewno takich osób w Polsce nie zabraknie. Trzeba dać im szansę. Z pożytkiem dla nas wszystkich. <i > Andrzej Gontarz$


    TOP 200