Oprogramowanie dla firmy, urzędu (cz. 4)

Kolejne zestawienie oprogramowania wspomagającego działalność przedsiębiorstw lub obsługujących prace administracyjno-biurowe powstało w większości przypadków dzięki nadesłanym na adres Redakcji materiałom - są w nim nich jednak także takie pozycje, które prezentowano w czasie ostatnich, krajowych imprez informatycznych w Poznaniu (Infosystem) i Warszawie (Targi CAD/CAM/CAE).

Kolejne zestawienie oprogramowania wspomagającego działalność przedsiębiorstw lub obsługujących prace administracyjno-biurowe powstało w większości przypadków dzięki nadesłanym na adres Redakcji materiałom - są w nim nich jednak także takie pozycje, które prezentowano w czasie ostatnich, krajowych imprez informatycznych w Poznaniu (Infosystem) i Warszawie (Targi CAD/CAM/CAE).

Do coraz większej grupy systemów, które obsługują prace średnich i dużych firm (a poświęciliśmy tej tematyce obszerny komentarz w poprzednim numerze CW) możemy dołączyć tym razem oprogramowanie FIRMA PLUS, której dystrybutorem jest Software & Management z Piastowa. Jest to zintegrowany pakiet zbudowany przy użyciu systemu zarządzania bazą danych RDBMS Oracle, który dzięki temu może pracować w środowisku DOS, Novell, Unix, VMS zarówno na mikrokomputerach (w tym klasy PC) jak i na minikomputerach.

Przykładem programów, specjalnie opracowanych z myślą o administracji lokalnej jest oferta oprogramowania firmy Jason MacKenzie z Łodzi. Jest to uzupełnienie wydrukowanego w CW nr. 1 z br. zestawienia programów wspomagających pracę urzędu miasta czy gminy. Przy okazji dowiedzieliśmy się, że firma Jason MacKenzie ma w swojej ofercie nowy na rynku polskim system typ GIS (pakiet GenaMap dla SCO amerykańskiej firmy Genasys kosztuje 6500 GBP za 1 licencję + 975 GBP za roczny, obowiązkowy dla 1-go pakietu serwis, lub sam Run Time dla SCO, pod kontrolą którego możemy użytkować aplikacje napisane w środowisku GenaMap - 2800 GBP + 420 GBP, podane ceny mają charakter promocyjny, bez VAT) oraz cały szereg programów firmy PCI dla przetwarzania obrazów satelitarnych i zdjęć lotniczych dla potrzeb np. GIS i teledetekcji.

Działający system przetwarzania obrazu można było oglądać na poznańskim Infosystemie na stoisku firmy Everest. Dzięki filtracji i wizualizacji obrazów, przetworzonych ze zdjęć satelitarnych lub lotniczych z północno-zachodniego Pomorza widzieliśmy na ekranie stacji roboczej np. straty ekologiczne towarzyszące poligonom wojskowym (naszym i byłym sowieckim) lub też zanieczyszczenia wód istniejących tam zbiorników wodnych. Towarzyszyło temu inne zabarwienie terenu związane z np. ubogą roślinnością lub małą przezroczystością wody.

Przy tej okazji warto wspomnieć o projekcie ustawy o tajemnicy państwowej, rozpatrywanej obecnie przez odpowiednie komisje sejmowe, który wśród wielu innych proponuje uznać za tajemnicę wojskowe dane topograficzne oraz zdjęcia lotnicze. Przeciw tej propozycji wypowiedział się Główny Geodeta Kraju, argumentując swoje stanowisko tym, że decyzja taka sparaliżuje służby kartograficzne i zmusi je do pomiarów metodami "epoki kamiennej" - np. przez wysyłanie ludzi w teren, zamiast korzystania ze zdjęć lotniczych.

Obawiamy się, że podobnych obrazów, jakie prezentował na targach Everest nigdy nie można by było obejrzeć bez korzystania ze zdjęć, które zresztą na Zachodzie można po prostu kupić (komplet zdjęć, które wykonano z satelity w kilku pasmach promieniowania widzialnego i podczerwieni kosztował, wg informacji uzyskanej na stoisku Everest, kilka tys. USD).