Odpolitycznianie Radiokomitetu

Jeżeli dyskutowany w Sejmie projekt nowelizacji ustawy medialnej przejdzie, Prezes UKE przejmie władzę regulacyjną nad całym rynkiem telekomunikacyjnym.

Jeżeli dyskutowany w Sejmie projekt nowelizacji ustawy medialnej przejdzie, Prezes UKE przejmie władzę regulacyjną nad całym rynkiem telekomunikacyjnym.

KRRiT będzie mogła skupić się na wolności słowa, prawie do informacji oraz interesie publicznym w radiofonii i telewizji, a rząd odzyska kompetencje w zakresie polityki wobec sektora mediów. Projekty zmian ustawy o radiofonii i telewizji zawsze wzbudzają u polskich polityków nadzwyczajną ekscytację i przerzucanie się wygłaszanymi teatralną emfazą magicznymi argumentami o zagrożeniach demokracji, zawłaszczaniu państwa przez rządzącą większość parlamentarną i zamachach na porządek konstytucyjny.

Walka o wolność mediów

Od grudnia 1992 r. - kiedy Sejm przyjął ustawę o radiofonii i telewizji - była ona poważnie nowelizowana przynajmniej raz w roku, cyklicznie wracając emocjami na temat zakresu i sposobu sprawowania państwowej władzy regulacyjnej nad mediami elektronicznymi. Tylko częściowo można to tłumaczyć tym, że dla przeciętnego polityka przebudowa statusu radiofonii i telewizji - będącego częścią komunistycznej machiny rządzenia - jawiła się jako najłatwiej zrozumiały przejaw zmiany ustrojowej, czyli wielkie historyczne wyzwanie. Rzeczywiście, Krajowa Rada, dzięki niezależności w pierwszych latach istnienia wykonała ogromną pracę, budując rynek mediów od zera. Dzisiaj dla większości odbiorców jest on praktycznie konkurencyjny, w stopniu wciąż nieosiągalnym dla reszty rynku telekomunikacyjnego.

Sektor mediów elektronicznych w warunkach konkurencji wydaje się dosyć specyficzny w porównaniu z innymi dziedzinami gospodarki. Od początku było jasne, że tzw. publiczne media elektroniczne nie dadzą się do końca wypuścić na rynek, skomercjalizować i sfinansować za pomocą prywatnego kapitału. Uznano, że należy się liczyć z czymś, co umownie nazwano misją publiczną, zadaniami w dziedzinie wysokiej kultury i edukacji, które zawsze w historii cywilizacji oczekiwały mecenatu władców, a dzisiaj państwa. Tę misyjną rolę nieźle spełnia publiczne radio, które jako tako broni się przed sformatowaniem, charakteryzującym największe radiowe stacje komercyjne. Tyle że w dziedzinie radia ciągle jeszcze jest też miejsce na prowadzone przez entuzjastów lokalne stacje niszowe, takie jak Radio Jazz czy Antyradio. Ocena społecznej misji telewizji publicznej już nie jest tak oczywista.

Telewizja partyjna

Od telewizji publicznej politycy oczekują czegoś innego. Dla wielu z nich najważniejsza wydaje się płaszczyzna komunikacji z elektoratem. Elitarne podobno programy kulturalne lub edukacyjne spycha się na późne godziny wieczorne, a od jakiegoś czasu, odkąd ułatwiły to bardziej elastyczne technologie, do specjalizowanych kanałów, a centrum uwagi stają się programy informacyjne i specyficznie opiniotwórcza publicystyka polityczna. Czas antenowy wypełnia lekkostrawna do bólu sformatowana papka seriali, niewymagająca intelektualnej refleksji popularna rozrywka i bynajmniej niemisyjne pasma reklamowe. Pozostałą część misji społecznej uzupełniają programy interwencyjne, w rodzaju pani z telewizji, która jedzie z Warszawy w Polskę piętnować lokalne układy i nieudolności urzędników. Kontynuatorzy szkoły polskiego dokumentu, tworzonego niegdyś przez Kieślowskiego, Łozińskiego, Piwowskiego czy Munka, nie mają dzisiaj łatwego życia.

Wydaje się, że polityczna dyskusja o prawnych relacjach państwa i telewizji sprowadza się w dużej części do otwartych lub ukrytych zabiegów o ustalenie gwarancji dla parytetu międzypartyjnych podziałów środków elektronicznej komunikacji z elektoratem, pozwalających wygadać się wszystkim dobrze wyglądającym w mediach politykom. Fakt, że później nagrody w sondażach dostają programy publicystyczne pokazywane w prywatnych komercyjnych telewizjach, to zupełnie inna historia.

Prowizoryczna rekonstrukcja

Z punktu widzenia rynku najbardziej istotną zmianą w proponowanej nowelizacji ustawy medialnej jest rozszerzenie kompetencji prezesa UKE o sprawy związane z koncesjonowaniem działalności w obszarze radiofonii i telewizji, kontrolowanie tej działalności, prowadzenie rejestru programów w telewizjach kablowych, a także uznawanie za nadawcę społecznego.

Mówiąc o skuteczności wdrażania prawa telekomunikacyjnego, trzeba stwierdzić, że stanowi ono kompletny zestaw przepisów regulujących funkcjonowanie rynku, o znaczeniu prawie kodeksowym. Nowe kompetencje prezesa UKE są natomiast zapisane w ustawie o radiofonii i telewizji, która posługuje się zupełnie inną logiką, innym podejściem do regulacji i odrębnym aparatem pojęciowym. Prezes UKE będzie zatem skazany, przynajmniej częściowo, na kontynuację dychotomicznego podejścia do przedsiębiorców, którzy korzystają ze zliberalizowanego systemu rejestracji działalności pod rządami prawa telekomunikacyjnego i równocześnie muszą się poddawać raczej restrykcyjnej procedurze uzyskiwania koncesji według ustawy medialnej.

W tym systemie można zatem na podstawie zgłoszenia do rejestru zbudować ogólnopolską sieć telekomunikacyjną, nie tłumacząc się urzędnikom, skąd się weźmie setki milionów potrzebne do realizacji inwestycji, ale nie uniknie się przykładowo pytań o status finansowy, a poniekąd również poglądy w kwestiach obyczajów i wychowania, bezpieczeństwa państwa, starając się o koncesję na rozpowszechnianie programów. To oczywiście nie musi być wielka sprawa, bo zmiana organu koncesyjnego zachowuje dotychczasowe procedury administracyjne, nie od rzeczy jednak mogą być rozważania, czy wyposażony w nowe kompetencje regulator rynku telekomunikacyjnego nie zmieni przy okazji dotychczasowego otwartego podejścia do rozwoju telewizji IP, telewizji mobilnej, radia w Internecie i innych form interaktywnego przekazu multimedialnego w Internecie. Miejmy nadzieję, że nie, chociaż, jak wiemy, Krajowa Rada miała w tym zakresie apetyty. Jakie będą skutki wypracowania w UKE kompetencji w zakresie oceny nadawców społecznych, trudno na razie przewidzieć.

O ile proponowane w projekcie nowelizacji zapisy utrzymają się, to pani prezes UKE uzyska prawne gwarancje zachowania stanowiska do końca swojej kadencji. Autorzy projektu nowelizacji ustawy medialnej postawili przed sobą jeden pilny, jak uważają, cel: odpolitycznienie systemu państwowego nadzoru nad sektorem radiofonii i telewizji. Ma to być przy okazji podobno również droga do przyszłej spokojniejszej dyskusji nad nowym modelem regulacji rynku mediów elektronicznych. Z rozpolitykowanych dyskusji sejmowych widać, że dotąd nie było na to czasu.


TOP 200