O naprawie państwa

Wszelkie plany i strategie modernizacji państwa z wykorzystaniem technik informacyjnych będą nieskuteczne, jeżeli ich autorzy nie odwołają się do ogólnych teorii porządkujących rzeczywistość społeczną. Wiele cennych wskazówek do działań praktycznych można zaczerpnąć np. z teorii cywilizacji Feliksa Konecznego.

Wszelkie plany i strategie modernizacji państwa z wykorzystaniem technik informacyjnych będą nieskuteczne, jeżeli ich autorzy nie odwołają się do ogólnych teorii porządkujących rzeczywistość społeczną. Wiele cennych wskazówek do działań praktycznych można zaczerpnąć np. z teorii cywilizacji Feliksa Konecznego.

W różnych pompatycznie brzmiących planach naprawy Rzeczypospolitej czytamy o innowacyjnej i konkurencyjnej gospodarce, podniesieniu jej poziomu technologicznego przez większe nakłady na badania i rozwój, upowszechnieniu dostępu do e-usług, rozwoju infrastruktury szerokopasmowego Internetu itd., itp. Lista proponowanych zmian jest długa i dotyczy różnych kategorii rzeczywistości społecznej. Ale efektów nie widać. Może poza jednym. Są chętni, czasem wręcz mocno zdeterminowani, gotowi wprowadzać owe plany w życie. Czy jednak owi "siłacze" są w stanie rzeczywiście czegoś dokonać? Chór cały czas zawodzi, że brak wizji, zaś plany nazbyt ogólnikowe (zapewne słusznie), że brak fachowców, że rząd nie słucha tzw. środowiska IT (może na szczęście?). Nawet jeśli zarzuty wobec wielkich, ministerialnych planów są słuszne, to są słuszne w odniesieniu do każdej rzeczy z osobna. Nie pokazuje się natomiast innego modelu postępowania, nie falsyfikuje się obecnego stylu jako całości, wskazuje się na źle funkcjonujące fragmenty.

Jak przekuć teorię na praktykę

Słyszymy np. że mamy XIX-wieczną biurokrację, której nie da się wcisnąć w ramy XXI-wiecznej technologii, mamy organizację hierarchiczną, która nie jest współmierna z sieciową organizacją życia zbiorowego, ukształtowaną we współczesnym świecie. Twierdzę, że tezy takie nie zawsze są prawdziwe (np. ta o XIX-wiecznej biurokracji), a nawet jeśli dotykają prawdy, to nie pozwalają na wskazanie, jak zmienić plany, jakie dodać do nich szczegóły, jak to wszystko przeprowadzić. Co więcej, ta niesystemowa krytyka wpisuje się w modny nurt bycia na nie wobec rządu. A któż nie chce być modnym? Tyle tylko, że w efekcie krytykujący nie wskazują, co należałoby zmienić, co trzeba dodać, aby było lepiej, a jedynie zaklinają rzeczywistość.

Wydaje się, że sensownym byłoby w takiej sytuacji odwołać się do jakiejś teorii opisującej i klasyfikującej różne formy i organizacje życia zbiorowego. Należy wybrać taki sposób opisu rzeczywistości społecznej, który wydaje się opisywać najszerszą gamę zjawisk i w oparciu o taką spójną, systematyczną teorię postępować dalej w praktyce. Jakość wybranej teorii określi jakość konkretnych wskazówek umożliwiających wprowadzenie sensownych zmian. Nawet jeśli wnioski dotyczące zadań do zrealizowania, wypływające ze stosowania danej teorii, wydadzą się nam osiągalne i bez odwoływania się do niej, to i tak warto posługiwać się modelem ogólnym, choćby dlatego że podczas realizacji zadań, w chwili gdy pojawią się trudności, będziemy posiadać pewność, że nie błądzimy, będziemy wiedzieli, gdzie możemy szukać skutecznych rozwiązań.

Myślę, że tezy zawarte w pracach Feliksa Konecznego z lat 30. XX w. pozwalają na precyzyjną diagnozę stanu obecnego. Odwołanie się do nich może nam przede wszystkim pozwolić na identyfikację prawdziwych problemów związanych z zastosowaniami nowych technik w sferze publicznej i ewentualne wprowadzenie zmian do rządowych planów, czy też wskazać jak te plany w sensowny sposób realizować.

Dwie cywilizacje

Koneczny wskazał na cywilizację jako sposób organizacji życia zbiorowego, przeprowadził typologię cywilizacji, określił, jakie cechy stanowią o tym, że dana forma życia zbiorowego jest cywilizacją. W ramach jego teorii nie ma miejsca na np. pojęcie cywilizacji informatycznej - nie dlatego, że w latach trzydziestych nie mogło być o tym mowy, ale dlatego, że ten zwrot nie wyczerpuje znamion cywilizacji określonych przez Konecznego.

Mimo to zastosowanie jego teorii pozwala porządkować obraz współczesności i, co ważniejsze, określać metody wprowadzenia zmian na lepsze, również w obszarze informatycznym. Idąc za Konecznym widzimy, że organizacja naszego, dzisiejszego życia zbiorowego to swoiste połączenie, będące smutnym dziedzictwem komunizmu, dwóch cywilizacji: turańskiej i bizantyńskiej. Pompatyczność planów, ich luźny związek z realiami to podstawowe cechy wyżej wymienionej cywilizacji. Niejasność kryteriów dokonywanych wyborów, niska efektywność realizacyjna, brak zaufania pomiędzy wszystkimi umawiającymi się stronami, korupcja to kolejne cechy, występujące w różnym natężeniu w obu cywilizacjach, które uznajemy za dominujące w naszej rzeczywistości społecznej.

Ta mieszanka cywilizacyjna walczy w Polsce ciągle z tym, co Koneczny nazywa cywilizacją łacińską, cywilizacją będącą dla Konecznego swoistym ideałem. Tak jak do wywiedzenia bardzo praktycznych, inżynierskich wniosków posługujemy się pojęciem gazu doskonałego, tak Koneczny pojęciem "łacińskości" posługuje się do wyciągania bardzo konkretnych wniosków na temat otaczającego go ówcześnie świata. Możemy czynić podobnie i okazuje się, że klasyfikacja cywilizacji Konecznego dużo lepiej tłumaczy konflikty XXI wieku niż np. modne stwierdzenia typu wojna świata Zachodu z Islamem. Co więcej, jeśli stwierdzimy, że działania i plany rządowe niebezpiecznie zahaczają o tereny typowe dla cywilizacji turańskiej i bizantyńskiej, to dość łatwo wskażemy, co przede wszystkim należy zrobić, żeby wrócić do bezpiecznej przystani cywilizacji łacińskiej, świata realizowanych planów, niskich kosztów, dotrzymywania słowa i pewnej skromności w głoszonych zamierzeniach. No i, co nie jest bez znaczenia, wszystko to osiągane może być przy zadowoleniu obywateli.

Takie programy przejścia, polegające na porzuceniu przez zbiorowość jednych norm cywilizacyjnych i powrotu do, naturalniejszej dla tej zbiorowości, innej cywilizacji, były już podejmowane w przeszłości i niekiedy się udawały. Fakt, że teraz mamy do czynienia z tak wyrafinowanym narzędziem jak komputer, nie wydaje się aż tak istotny. Naturalnie, jeśli ktoś uważa, że komputer to jest decydująca, jakościowa zmiana, wtedy stosowanie teorii á la Koneczny nie zadowoli go.

Co wynika ze stosowania tej teorii? Bardzo współczesne wskazania! Mianowicie nawet akceptując pompatyczne cele rządowe, należy dążyć do stworzenia listy bardzo konkretnych zamierzeń, niesprzecznych ze strategią, co ze względu na jej ogólność nie będzie trudne. Wspomniana lista mogłaby zawierać takie pozycje, jak: analiza wymagań, spisanie rezultatów tej analizy, opisanie scenariuszy działania w poszczególnych dziedzinach, określenie hierarchii celów szczegółowych, wskazanie zadań, określenie kosztów realizacyjnych poszczególnych zadań, powołanie odpowiedzialnych za poszczególne zadania, powołanie (bądź wybranie choćby w drodze przetargów) zes-połów, wskazanie nowoczesnych w danej chwili metod realizacji projektów, umieszczenie w czasie i przestrzeni planów realizacyjnych konkretnych zadań.

Państwo jak bank

Ktoś powie, że jest to typowa lista czynności przy realizowaniu dowolnego projektu. To prawda, ale czy ktoś widział dokument będący wynikiem szczegółowej analizy wymagań w obszarze działania całego państwa, analizę wykonalności poszczególnych elementów itp. Nie mówimy tu tylko o obszarze teleinformatyki. Czy zanim przystąpiono do realizacji celów rozwoju regionalnego i podniesienia spójności terytorialnej (w tym wsparcie rozbudowy infrastruktury, wsparcie działalności badawczo-rozwojowej, upowszechnienie dostępu do e-usług) przeanalizowano stan obecny, potencjalne zmiany technologiczne, działanie systemu edukacyjnego w danym regionie w kontekście całego kraju i Europy, obowiązujące przepisy itd. Analizy, które powstają, są raczej kompilacją różnych treści ze stron internetowych, a nie solidnie wykonaną pracą. Pojawiają się w nich, właściwie znikąd, różne strategie i czasami mnóstwo szczegółów technologicznych. Efekty są na ogół marne. Czyż nie tak buduje się autostrady i drogi w Polsce? Bez solidnych analiz, studiów wykonalności, wskazania konkretnych osób jako odpowiedzialnych za dany zestaw zadań w określonym czasie. A przecież budowa dróg w państwie to nie jest temat nowy. Na tym właśnie przykładzie można dobrze prześledzić cywilizacyjne różnice w obszarze wprowadzania zmian i realizacji zamierzeń o charakterze ogólnopaństwowym. Rzym miał system dróg, Bizancjum już nie.

Popatrzmy, czy w taki sposób jak opisany wyżej, firmy informatyczne zdobywają np. kontrakty w bankach? Nie, zbiór diagramów ogólnego rażenia i garść szczegółów technicznych nie wystarcza. Wymagane są studia wykonalności, analizy wymagań, dokumentacje tychże wymagań, warsztaty, szczegółowe projekty, w przypadku projektów informatycznych często specyfikacje dla programistów, wstępny logiczny model danych, opisy interfejsów, wskazanie zgodności projektu ze strategią banku. Ta ostatnia jest też efektem szczegółowych prac. Nie dostrzegam takiego postępowania w obszarze realizacji projektów o charakterze publicznym. Tutaj stosuje się inne metody (a właściwie nie stosuje się żadnych), no i jeszcze dochodzi stosowanie innej etyki.

Ciekawą konstatacją Konecznego jest stwierdzenie, że w obszarze cywilizacji bizantyńskiej zamiast metodycznego realizowania decyzji podjętych po starannej analizie były tworzone uczone gremia, którym nie narzucano żadnych terminów i które, zamiast wypracowaniem konkretnych działań w oparciu o sprawdzone metody, zajmowały się tworzeniem ogólnych standardów. Czasami kończyło się to powodzeniem, ale najczęściej nie. Czyż nie przypomina to maniery tworzenia komitetu do spraw różnych w naszych ministerstwach?

Korzystając z teoretycznych osiągnięć Feliksa Konecznego, mając w związku z tym pewność, że obrany kierunek działań jest słuszny, należy zacząć działać zgodnie z kanonem cywilizacji łacińskiej. W praktyce sprowadza się to do realizacji projektu naprawy państwa zgodnie ze sposobami stosowanymi przy, dajmy na to, transformacji banku. Obecnie w materii tak ważnej jak dobro państwa stosujemy szkodliwy kanon obcej nam cywilizacji. Jeżeli go nie zmienimy, nie pomogą żadne plany i strategie informatyzacji.


TOP 200