O informatyku optymistycznie

Życie młodego informatyka jest proste. Wystarczy pisać dużo programów i popełniać w nich możliwie mało błędów. Albo robić jakieś projekty sprzętowe i udawać, że właśnie stworzyliśmy epokowe dzieło, na miarę co najmniej IBM PC. Jeżeli praca jest wykonana względnie poprawnie, to dostaje się pochwałę z uściskiem ręki szefa, premię lub nawet podwyżkę (jakieś 5% przy 30% inflacji). Jeżeli jednak liczba błędów przekracza normy przyzwoitości, to szef przenosi nas na stanowisko kierownicze, gdzie szansa zaszkodzenia komukolwiek jest znacznie mniejsza.

Życie młodego informatyka jest proste. Wystarczy pisać dużo programów i popełniać w nich możliwie mało błędów. Albo robić jakieś projekty sprzętowe i udawać, że właśnie stworzyliśmy epokowe dzieło, na miarę co najmniej IBM PC. Jeżeli praca jest wykonana względnie poprawnie, to dostaje się pochwałę z uściskiem ręki szefa, premię lub nawet podwyżkę (jakieś 5% przy 30% inflacji). Jeżeli jednak liczba błędów przekracza normy przyzwoitości, to szef przenosi nas na stanowisko kierownicze, gdzie szansa zaszkodzenia komukolwiek jest znacznie mniejsza.

Gdy już mija pierwsza euforia, okazuje się, że wymagania szefa są większe, niż można się było spodziewać. Nie możesz dopuścić do tego, aby naczelny dowiedział się, że ten program jest jeszcze kompletnie w lesie. Musisz przekonać tych... z księgowości, że jak nie mają pojęcia o trudnościach projektu, to niech przynajmniej nie przeszkadzają i dadzą pieniądze. Nie może tak być, aby system nie działał od 4 godzin - przecież to jest nasza krytyczna aplikacja. Co się stało z taśmami archiwalnym sprzed roku? Nie pracowałeś tu jeszcze? Nie szkodzi, od tego jesteś szefem, aby wiedzieć! Nie wiesz co to jest HLLAPI? Czego Was uczyli na tej Politechnice? Nie ma w

bibliotece żadnych książek na ten temat? Ja mam kupować książki dla całej firmy?

Szef ma szerokie plany. Trzeba zwiększyć wydajność zespołu o 50% w ciągu roku. Wprawdzie nie ma pojęcia, jak tę wydajność zmierzyć, ale nic nie szkodzi. Doprowadzić do tego, żeby przestali grać w Minera, a zajęli się pracą. Projekt, ciągnący się od trzech lat ma być skończony do lipca (bo on wtedy idzie na urlop i potrzebuje pieniędzy z premii, którą mu obiecano za ukończenie prac w terminie). Plany są niestety nierealistyczne do osiągnięcia, a gdyby komuś udało się je zrealizować, to na pewno skończy w szpitalu (nie powiem jakim).

Kupujemy sprzęt tylko w firmie Kowalskiego. Nie nadaje się dla nas? Panie kolego, w naszej firmie jeszcze nikt nie wyleciał, dlatego że kupił u Kowalskiego. Przecież nie stać nas na sprzęt, który wciska nam IBM. Nie wiedziałeś, że Kowalski jest szwagrem naczelnego?

Jeżeli udaje nam się osiągnąć jakieś sukcesy (zrobić projekt na czas, zmieścić się w budżecie projektu, podwieźć najwyższego szefa firmy do domu), to i tak nie ma z tego żadnego realnego pożytku. Wprawdzie nasz sukces został dostrzeżony, ale nagrodę dostał szef, który tak świetnie sobie dobiera współpracowników, że wszystko mu się udaje.

Jak już mamy wreszcie tego dość i chcemy wrócić do poprzedniego zawodu, to jest po prostu do pisania kodu lub konstruowania tych wspaniałych urządzeń, okazuje się, że nie ma dla nas miejsca w firmie. No bo co można zrobić z tymi młodymi, nowymi i ambitnymi pracownikami, którzy w międzyczasie przyszli do firmy?

Zmieniamy więc firmę, przechodzimy na przykład do CW. I to jest właśnie wynik pracy zadowolonego z życia informatyka.


TOP 200