O certyfikatach raz jeszcze

Stało się. Pomimo licznych, krytycznych publikacji prasowych i głośnego sprzeciwu środowisk informatycznych, w dniu 21 listopada 1994 r., po czterech miesiącach od daty ukazania się, zaczęło obowiązywać zarządzenie nr 335 Dyrektora Polskiego Centrum Badań i Certyfikacji ustalające wykaz wyrobów podlegających obowiązkowi zgłaszania do certyfikacji na znak bezpieczeństwa B (Monitor Polski Nr 39 z 21.07.94.) wydane do ustawy z dnia 3 kwietnia 1993 r. o badaniach i certyfikacji (Dziennik Ustaw nr 55/93).

Stało się. Pomimo licznych, krytycznych publikacji prasowych i głośnego sprzeciwu środowisk informatycznych, w dniu 21 listopada 1994 r., po czterech miesiącach od daty ukazania się, zaczęło obowiązywać zarządzenie nr 335 Dyrektora Polskiego Centrum Badań i Certyfikacji ustalające wykaz wyrobów podlegających obowiązkowi zgłaszania do certyfikacji na znak bezpieczeństwa B (Monitor Polski Nr 39 z 21.07.94.) wydane do ustawy z dnia 3 kwietnia 1993 r. o badaniach i certyfikacji (Dziennik Ustaw nr 55/93).

W dalszym ciągu brak jest jednolitej wykładni ustawy, która w sposób jednoznaczny dawałaby odpowiedź na rodzące się coraz to nowe pytania i wątpliwości po stronie podmiotów, których ona dotyczy. Nasz artykuł kierujemy do osób, które bez konsultacji ze środowiskiem znienacka burzą pewien porządek, nie proponując nic w zamian, poza restrykcjami. Tak jak już raz napisaliśmy - certyfikaty na wyroby podłączane do sieci energetycznej nie są polskim wynalazkiem tylko obowiązują na całym świecie, ale tylko u nas wprowadza się je w sposób nie mający nic wspólnego ze zdrowym rozsądkiem. Postaramy się to uzasadnić.

Co przede wszystkim powinno posiadać atest bezpieczeństwa "B" - UPS-y i wszelkie elementy sieciowe takie jak activ i pasiv huby, których awaria może spowodować porażenie idące w setki osób, w zależności od liczby stanowisk sieciowych. Produkty te nie są objęte obowiązkiem posiadania certyfikatów. Przypadek czy celowe działanie ustawodawcy? Jak ma się do tego idea ochrony konsumenta, która jest źródłem powstawania tego typu ustaw?

Dlaczego firmy będące poza granicami Polski w dalszym ciągu mogą sprzedawać swoje produkty bez obowiązku posiadania odpowiednich atestów (zakup sprzętu przez klienta końcowego za granicą i wwóz do kraju), natomiast rodzimi przedsiębiorcy, aby być w zgodzie z obowiązującym prawem, muszą wstrzymać sprzedaż towaru? Wynika to z braku zapisu w ustawie, że na teren Polski może wjechać tylko taki sprzęt, który posiada certyfikat - brak kontroli ze strony urzędów celnych na granicy. Zawsze wydawało nam się, że rząd w pierwszej kolejności powinien bronić interesów firm krajowych.

Proces certyfikacyjny wiąże się z ponoszeniem określonych kosztów przez firmy ubiegające się o atest. Czy przy obecnym stanie naszej sieci elektrycznej stawianie barier technicznych dla sprzętu z reguły posiadającego już atesty uznawane w Europie Zachodniej i USA jest racjonalne w kontekście tego, że ze względu na niską kulturę techniczną jaka występuje w Polsce nie sposób określić, do którego otworu gniazdka został doprowadzony przewód fazowy. My jeszcze nie jesteśmy gotowi do takiego skoku jakościowego. Abstrahując już od czasu (4 miesiące), który został nam na ten skok określony ustawowo, w Polsce są tylko dwa laboratoria, które przeprowadzają badania (dotyczy to m.in. sprzętu mikrokomputerowego, biurowego, zmechanizowanego sprzętu gospodarstwa domowego etc.) co nie tylko wydłuża czas całej operacji, ale znacznie ją utrudnia, chociażby z powodu braku powierzchni magazynowej do składowania przeznaczonych do badań produktów. Pomimo tego, że rozporządzenie dyrektora PCBC obejmuje tak szeroką grupę wyrobów, jak dotąd żadne inne laboratorium nie uzyskało akredytacji przez PCBC, zapewne przez wzgląd na wysokie wymagania formalno-techniczne, stawiane tego typu jednostkom badawczym. Podsumowując, to tak jakby gdzieś, gdzie samochody liczy się w tysiącach uruchomić tylko dwie stacje benzynowe. Do wdrożenia takiego procesu należy się po prostu przygotować, a ułańską fantazję pozostawić bohaterom romantycznym.

Kolejną konsekwencją wprowadzenia obowiązku posiadania certyfikatu jest likwidacja z punktu wszystkich firm sprzedających używany sprzęt biurowy (np. kserokopiarki) i zmuszenie tym samym ich właścicieli do poszukania sobie nowego zajęcia wraz z zatrudnionym personelem. Żadnemu producentowi nie będzie opłacało się robić atestu na produkt, którego on już nie wytwarza. Nie posądzamy o to również właścicieli takich firm, ponieważ w ich ofercie z reguły występuje mnogość typów, a poza tym importują produkty, które w danym momencie im się trafią (wyprzedaże w dużych firmach zachodnich, końcówki magazynowe po wejściu nowego modelu).

Całkowitym kuriozum dla środowiska informatycznego jest obowiązek wyrażenia zgody przez importera bądź producenta na inspekcję, którą urzędnik PCBC może przeprowadzić na koszt wnioskodawcy w fabryce za granicą. Inspekcja u producenta (importera) ma wykazać czy warunki techniczne zachowane przy produkcji danego wyrobu gwarantują stabilność poziomu jakości wyrobów. Znowu, zostawmy zasadność takiej, a nie innej opcji na boku i zwróćmy decydentom uwagę na fakt, że możliwość taka może być wspaniałą furtką dla uniemożliwiania firmom niewygodnym (konkurencyjnym) otrzymania upragnionego atestu bądź też, jeżeli urzędnik się uprze może znakomicie (praktycznie w nieskończoność) wydłużyć proces certyfikacji. Płacić za to będziemy my wszyscy, bo producent (importer) dodatkowo poniesione koszty wliczy w cenę towaru.

Zacytujemy teraz jedną z opinii wyrażoną przez zarząd bardzo dużej polskiej firmy dystrybucyjnej. Opinia ta jest być może adekwatna do sytuacji. Oto Polacy sami sobie wprowadzili nowy COCOM - fakt nieuznawania zachodnich certyfikatów takich jak Tv może w najbliższym czasie spowodować reakcję uznanych na całym świecie producentów sprzętu mikrokomputerowego w postaci specjalnej oferty na Polskę pomijającej nowe technologie, które jak nigdzie indziej, właśnie w przemyśle komputerowym zmieniają się z godziny na godzinę.

Powrócimy do pierwszych słów naszego tekstu - stało się - kto dzisiaj, a jest 21 listopada 1994 r. - ma rację. Ci, którzy wstrzymali sprzedaż zgodnie z prawem, tak jak nakazuje ustawa czy ci, którzy dalej handlują licząc na karencję i kierując się opiniami prasy, PCBC czy też osób odpowiedzialnych za kontakty z rządem. Jak zwykle czas pokaże, ale znając polską rzeczywistość, można przypuszczać, że stracą na pewno ci, którzy byli w zgodzie z prawem. Stracą, bo ktoś na górze nie rozpoznał problemu, bo może wydawało mu się, że to przybliży nas do Europy, albo z jeszcze innych irracjonalnych względów. W takich posunięciach na pewno dzierżymy palmę pierwszeństwa.


TOP 200