Niebiańskie wrota

Internet ma wreszcie swoją wielką tajemnicę. Miejscem, do którego ostatnimi dniami trudno się było dostać, jest strona domowa "Higher Source", komputerowo-ufologicznej sekty z San Diego w Kalifornii, której członkowie porzucili swoje "cielesne kontenery" i - jeśli ich zamiar się powiódł - szybują już w przestrzeni kosmicznej pojazdem ukrytym w ogonie komety Hale-Bopp. Scenariusz tego niezupełnie codziennego wydarzenia można odnaleźć w Internecie na stronie domowej "Heaven's Gate".

Internet ma wreszcie swoją wielką tajemnicę. Miejscem, do którego ostatnimi dniami trudno się było dostać, jest strona domowa "Higher Source", komputerowo-ufologicznej sekty z San Diego w Kalifornii, której członkowie porzucili swoje "cielesne kontenery" i - jeśli ich zamiar się powiódł - szybują już w przestrzeni kosmicznej pojazdem ukrytym w ogonie komety Hale-Bopp. Scenariusz tego niezupełnie codziennego wydarzenia można odnaleźć w Internecie na stronie domowej "Heaven's Gate".

Opisano tam szczególne właściwości komety Hale-Bopp, znane wtajemniczonym nie od dziś, oraz dostarczono dość pokaźną liczbę argumentów uzasadniających zasadność przesiadki i to właśnie teraz. Nie będę przedstawionych tam racji referował, wystarczy, że zgodzimy się, iż wiara potrafi czynić cuda. Reszta jest kwestią czysto techniczną. Jeśli się wierzy w anioła stróża, to za pomocą tego dość prostego schematu można sobie wiele objaśnić. Także i ten przypadek. Każdy z nas - na miarę własnej wiary i wyobraźni - ma swoje niebiańskie wrota oraz swojego anioła stróża, który go tam doprowadzi, gdy przyjdzie pora. Załoga "Higher Source" nie wyszła poza ten schemat. Ujawnione w prasie szczegóły techniczne przesiadki dowodzą, że wszystko odbyło się zwyczajnie, bez pośpiechu i w ustalonym porządku. Nic nie wskazuje, że mieli jakieś podejrzenia czy wątpliwości w sens porzucenia ziemskiego bytu.

Wszystko wskazuje na to, że skorzystali po prostu z okazji, która zdarza się przecież dość rzadko, jako że kometa Hale-Bopp następnym razem pojawi się w pobliżu Ziemi dopiero w 4376 roku. Pytałem znajomych i nikt z pytanych także nie miał ochoty czekać tak długo, nawet gdyby w nagrodę wchodziło zbawienie wieczne.

Po załodze "Higher Source" została komputerowa strona, ciemny nieboskłon z rozbłyskującymi gwiazdami. Profesjonalna robota, podobna do setek tysięcy innych stron wykonywanych przez tysiące innych pajęczarzy. Jak i pozostali, programowali zapewne w Javie, w VB czy C++. Używali Shockwave i QuickTime. Ich robota, profesjonalna i także banalna, nie zdradzała oznak szaleństwa. Wiadomo jakie strony projektowali, gdyż podarowali swym klientom - i to gratis - dodatkową reklamę, z której ci skwapliwie dzisiaj korzystają, ogłaszając wszem i wobec, że właśnie oni są tymi wybranymi przez los szczęściarzami uraczonymi z "Wyższego Źródła". Ich strony odwiedza dziś cały świat. Na każdym szaleństwie da się zarobić, na tak niebotycznym - tym bardziej. W wypowiedziach omawiających przypadek komputerowej sekty z San Diego przewija się wątek ułudy świata, w którym żyli. Wiele głosów dowodzi, że wirtualna rzeczywistość wylewająca się z komputerowego ekranu zastąpiła im świat normalności i ułatwiła samozagładę. Znane są przecież przypadki ludzi, których całe doświadczenie życiowe wzięło się z oglądania telewizyjnych kreskówek i którzy później - już w dorosłym życiu - mieli kłopoty, aby zrozumieć, że ludzie zachowują się troszkę inaczej niż myszka Mickey, miś Ted czy cała plejada bohaterów ich telewizyjnej edukacji. Większość z nich przegrała już na starcie. Warto czasami wyłączyć komputer i pójść na piwo. Co czynię.


TOP 200