Nauki do lasu

Gdy Szef wzywa Lokalnego Informatyka, nie wróży to niczego dobrego, a już na pewno nie zapowiada rozmowy na temat podwyżki, czy na temat innych gratyfikacji socjalnych.

Gdy Szef wzywa Lokalnego Informatyka, nie wróży to niczego dobrego, a już na pewno nie zapowiada rozmowy na temat podwyżki, czy na temat innych gratyfikacji socjalnych.

Tak było też i tym razem. Szef miał, otóż, problem z hasłem do serwisu internetowego. Fakt, że dawno już go nie używał, stąd hasło mogło wyparować z jego skołatanej głowy. Z drugiej strony patrząc, z całej sytuacji przebijał pewien optymizm będący pokłosiem wcześniejszej edukacyjnej działalności Lokalnego. Zawsze, ilekroć tylko była okazja, przestrzegał Szefa, aby ten nie pozwalał przeglądarce na zapamiętywanie haseł. I Szef trzymał się tego przykazania, co Lokalny mógł zaliczyć sobie w poczet własnych sukcesów. Chyba zresztą był to jedyny jego sukces w kształtowaniu informatycznych postaw Dyrekcji.

"Niemniej każdy kij ma dwa końce, z których tylko jeden kończy się marchewką" - myślał w tej chwili Lokalny. Nie wiedział, jak ma sprawę rozwiązać w przypadku, gdy nikt nie pamięta hasła. Ani przeglądarka, ani Szef. Lokalny z miejsca zrobił się bardzo zestresowany. "Po co też odradzałem mu pamiętanie haseł w przeglądarce. Mogło być łatwo i przyjemnie, a tu znowu wyszło jak zwykle" - takie też niezbyt optymistyczne wnioski napływały Lokalnemu do głowy. "No i co teraz mi doradzisz?" - wyraz twarzy Szefa nie rokował dobrze. "Może Szef sobie przypomni, jakie to było hasło? Może ulubiony model samochodu, albo też imię pieska, czy może imię szanownej małżonki?" - Lokalny starał się naprowadzić przełożonego na jakiś trop. Nic z tych rzeczy. Nie pasowało ani imię żony, ani pieska, ani nawet imiona nieznanych Lokalnemu kobiet, jakie Szef przywoływał sobie na chybcika.

Nagle, jak piorun z jasnego nieba, przyszło na Szefa olśnienie. "Już sobie przypominam" - niemal krzyknął w euforii, która to euforia udzieliła się natomiast Lokalnemu, dopatrującemu się w tym nadzwyczajnym zdarzeniu ratunku dla własnej głowy - "przecież zapisałem hasło w moim notatniku". Lokalny stawał się coraz bardziej radosny, gdyż taki tok postępowania także wynikał z jego pracy dydaktycznej nad Dyrekcją. "A więc jednak nie wszystkie nauki idą w las" - chełpił się w duchu Lokalny. Szef sięgnął więc po swój osobisty notatnik, przewertował go i znalazł upragniony zapis. Lokalny z ciekawością wyciągnął szyję. Z białej kartki drwiąco spoglądało osiem gwiazdek.


TOP 200