Naród ruszył do kas

Z Krzysztofem Misińskim, zastępcą dyrektora Centrum Informatyki PKO BP, rozmawia Olo Sawa.

Z Krzysztofem Misińskim, zastępcą dyrektora Centrum Informatyki PKO BP, rozmawia Olo Sawa.

Gdybym uważnie przeglądał prasę z ostatniego tygodnia, szczególnie artykuły poświęcone wdrożeniu systemu Zorba w PKO BP, natychmiast wycofałbym pieniądze z Pana banku...

Dlaczego?

Dlatego, że przed oddziałami PKO BP tworzą się monstrualne kolejki. Dlatego, że aby pobrać pieniądze z bankomatu trzeba odstać przynajmniej godzinę, a wtedy na ogół ogłaszana jest przerwa w pracy banku z powodu awarii systemu.

Po pierwsze nie w Leningradzie, a w Moskwie. Po drugie nie samochody... A tak na poważnie. We wrześniu ub.r. zgodziłem się wdrażać Zorbę. Może niepotrzebnie tak szybko. Może trzeba było chwilę poczekać i nie robić tego w takim zabójczym tempie. W styczniu Zorba ruszyła w 77 oddziałach, przede wszystkim tam, gdzie zawierana jest największa liczba transakcji. Znajdujemy się obecnie w pierwszym oddziale PKO BP, obsługującym 250 tys. rachunków, czyli tyle, ile ma kilka poważnych banków w Polsce razem wziętych.

1 stycznia tego roku weszliśmy w nowy plan kont. Każdy rachunek, każde subkonto musiało zostać do tego czasu przepisane nie tylko w Zorbie, ale we wszystkich systemach, którymi posługujemy się w PKO BP. 1 stycznia br. prace zostały zakończone. Zapewniam, że tej operacji żaden nasz klient nie odczuł na własnej skórze.

2 stycznia br., jak Pan zapewne zauważył, skończył się okres świąteczny. W starym roku ludzie kupowali prezenty, często bardzo drogie prezenty; wyjeżdżali na wakacje i w nowym roku nagle zauważyli, że muszą za coś żyć. Ruszyli zatem do kas bankowych. Nie dość na tym. Na początku roku jest jeszcze czas, żeby skorzystać z różnych ulg, żeby zapłacić za światło, telefon i czynsz. Co robi zatem klient PKO BP? Rusza do kas. A razem z nim ruszają księgowe firm dużych i małych ze składkami na ZUS, z wpłatami i wypłatami.

Ja wolę nie myśleć, co by było, gdybym we wrześniu ub.r. podjął inną decyzję. Gdybyśmy nie zdecydowali się na wdrażanie Zorby. Ale zapewniam Pana, że obecne kolejki w Warszawie są niczym przy tym, co moglibyśmy zobaczyć bez Zorby po drugiej stronie okienka kasowego.

- Czyli nie Pan jest winny, ale Pana klienci, którzy za dużo kupują prezentów i Hanna Gronkiewicz-Waltz, prezes NBP, wprowadzająca nowy plan kont?

- Nie, winny jestem ja, gdyż wprowadzam nowoczesny system komputerowy, który przyspiesza pracę już 77 oddziałów PKO BP. Winni są moi informatycy, którzy pracują przy konsoli po 70 godzin, aż do sytuacji przedzawałowych, a mieliśmy już cztery takie sytuacje.

Zorba nie jest winna temu, że PKO BP jest największym bankiem w Polsce, który obsługuje wszystkich emerytów, a liczba wykonywanych transakcji w ciągu dnia idzie w miliony.

- Zatem nikt nie ma prawa twierdzić, że zawiniły komputery, że personel nie jest na czas przeszkolony i nie rozumie się na Pana nowoczesnym systemie?

A Pan wini śnieg za to, że pada? Oczywiście są pewne problemy. Nie zawsze udaje się na czas przepisać wszystkie rachunki i np. wpłaty mogą docierać do adresata o kilkanaście dni za późno. Ale nawet jeśli tak jest to nie Zorba, a wprowadzanie nowego planu kont rodzi kłopoty.

Pewna pani skarży się prasie, że nie otrzymała na czas pieniędzy, więc straciła wyjątkową okazję kupna samochodu. I ja to rozumiem, i jest mi z tego powodu bardzo przykro. Wiem też, że zawsze istnieje możliwość podania nas do sądu, który być może przyzna tej pani rację.

Nawet jeśli monitory w kasach są wyłączone, bo nie ma światła, bo na czas nie zdążyliśmy z przepisaniem kilkuset tysięcy rachunków w jakimś oddziale, to prace trwają dalej. Panie sięgają po inwentury na papierze, odhaczają wypłaty, a potem na zapleczu jest to wszystko księgowane. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby klient odszedł od nas z kwitkiem. Nie wiem, czy ludzie zdają sobie sprawę, że w wielu bankach w Polsce to, co robi pani przy okienku jest jeszcze raz robione na zapleczu. Że wszystkie te wpłaty, wypłaty i przelewy jeszcze raz są przez kogoś przepisywane. Zorba nie tylko rejestruje i księguje jednocześnie, nie tylko dokonuje wszystkich operacji już na stanowisku kasjerskim, ale przede wszystkim pilnuje, aby zlecenia naszych klientów trafiły do adresata. Może jeszcze nie pod jego drzwi, ale na pewno na jego rachunek lub adres pocztowy.

Co będzie, gdy skończy się wdrożenie Zorby?

Nieprędko, oj nieprędko. Na pewno w tym roku nie będziemy iść tak szaleńczym tempem, by w końcu wylądować w szpitalach. Oddziały i ekspozytury, które jeszcze nie posiadają systemu, w większości nie obracają takimi pieniędzmi, jak jednostki w wielkich miastach. Mniej mają też klientów. Natomiast w Warszawie od 31 marca tego roku na razie eksperymentalnie ruszy home banking. Przez telefon każdy nasz klient będzie mógł dokonać uzgodnionych z nami wcześniej operacji na rachunku.

Łatwo to wytłumaczyć na przykładzie kredytów. Powiedzmy, że spłacamy kredyt na samochód. Co miesiąc określona kwota z rachunku klienta przelewana jest na konto dealera. Jednak pewnego dnia nasz klient decyduje się wpłacić więcej niż normalnie. Wykręca wówczas nasz numer i kierowany krok po kroku przez komputer dokonuje przelewu. Niech Pan się nie obawia. Ryzyko oszustwa jest zmniejszone przez system haseł, a przede wszystkim fakt, iż pieniądze płyną ze wskazanego wcześniej rachunku na konto uzgodnionego z nami adresata. Taki system jest obecnie testowany w Katowicach.

Czy gdyby teraz stanąłby Pan przed podobnym wyborem jak we wrześniu, Pana decyzja byłaby taka sama?

Tak, ale nie pędziłbym jak wiatr. Może wtedy wszyscy w Centrum Informatyki spalibyśmy dłużej niż godzinę dziennie...