Na statku

Obserwuję proces informatyzacji pewnego przedsiębiorstwa produkcyjnego. To co widać nie napawa optymizmem. Sądzę zaś, że już dawno powinno być sygnałem alarmowym dla osób odpowiedzialnych za działalność produkcyjną przedsiębiorstwa nie tylko dla szefów informatyki w firmie.

Obserwuję proces informatyzacji pewnego przedsiębiorstwa produkcyjnego. To co widać nie napawa optymizmem. Sądzę zaś, że już dawno powinno być sygnałem alarmowym dla osób odpowiedzialnych za działalność produkcyjną przedsiębiorstwa nie tylko dla szefów informatyki w firmie.

Omawialiśmy dawniej niezbyt zachęcające dane statystyczne z których wynika, że tylko 5% wszystkich projektów informatycznych kończy się w terminie, podobny procent projektów jest wykonany zgodnie z zaplanowanym budżetem przedsięwzięcia. Zdarzają się przypadki przekraczania budżetu kilkakrotnie i przesuwania terminów prawie w nieskończoność. Nie sądzę jednak, aby nasza publikacja mogła stanowić uzasadnienie dla kogokolwiek. Cudza nieudolność lub brak kompetencji nie mogą być usprawiedliwieniem dla jakiegokolwiek szefa.

Wrócę do obserwowanego przypadku. Otóż odnoszę wrażenie, że wielu ludziom w firmie zależy na tym, aby projekt się nie udał. Na ogół nie robią nic, aby przeszkodzić, ale też nie robią nic, aby wspomóc dział informatyki. Obserwują, ze złośliwą satysfakcją, jak terminy się przeciągają, informatycy stają na dywaniku lub wylatują "z hukiem" z firmy.

Pamiętajcie jednak złośliwcy: płyniecie na tym samym statku co ci informatycy. Jeżeli bowiem projekt informatyzacji się nie powiedzie, to w chwili gdy zagrozi wam ostra konkurencja z zewnątrz, staniecie przed koniecznością szybkiego reagowania na zmiany rynkowe. I tylko dobry system informatyczny może wspomóc was w podejmowaniu decyzji, ułatwić zarządzanie, analizę wydatków oraz dochodów itp. Tylko pełna współpraca wszystkich pracowników w trakcie opracowania projektu i pełne zaangażowanie kierownictwa dają szanse na sukces.