Na co liczy minister cyfryzacji

Nowemu rządowi ma służyć zmieniona struktura rządu z zarządzania sektorami gospodarczymi. Wicepremier ds. rozwoju. Ministerstwo cyfryzacji nie zostanie zlikwidowane, ale być może czeka nas kolejna próba połączenia sektorowych urzędów regulacyjnych.

Zmiana partii rządzącej jest w Polsce tradycyjnie okazją do wypróbowania na nas, obywatelach, nowej organizacji urzędów centralnych. Przed wyborami, szczególnie przy okazji konferencji programowych PiS, zapowiadano, że zmienić trzeba wszystko. Jednym z przykładów urzędów do rozparcelowania było ministerstwo cyfryzacji.

Nawet powierzchowna znajomość pracy administracji rządowej daje wiedzę, że zmiany instytucjonalne oznaczają kilka miesięcy dezorganizacji. Ulepszenia jednak łatwo uzasadnić, bo Polska jest wciąż w budowie, zarówno w dosłownym, tradycyjnym znaczeniu tego słowa, biorąc pod uwagę stan infrastruktury, jak i w przenośnym, bo uczymy się dopiero współodpowiedzialności za Europę, państwo, miasto, najbliższe otoczenie. Sprawy są jeszcze bardziej złożone, jeżeli reorganizacja to danie sobie czasu na kolejny etap zmian.

Zobacz również:

Cyfryzacja horyzontalna

Tymczasem na czele ministerstwa cyfryzacji, które wbrew wcześniejszym spekulacjom na razie bynajmniej nie znika, staje Anna Streżyńska, postać wyrazista i dobrze znająca się na rzeczy. Na dodatek w odróżnieniu od większości kolegów i koleżanek z rządu PiS dysponuje dużym kredytem zaufania niezależnym od sympatii politycznych. Kibicuje jej wiele osób i w sektorze telekomunikacji, i poza nim, bo jakkolwiek oceniać jej działalność jako regulatora rynku, potrafiła nadzwyczaj skutecznie zbudować wizerunek osoby, która sporo zmieniła na rynku usług.

Odchodząc z urzędu po utworzeniu drugiego rządu Donalda Tuska, uzyskała szansę, by zdobyć trochę doświadczeń menedżerskich w biznesie. Utrzymała się jednak też w głównym nurcie spraw związanych z kreowaniem polityki telekomunikacyjnej i prawa, szczególnie w zakresie szerokopasmowych sieci samorządowych. Była członkiem Rady ds. Cyfryzacji wspierającej MAC i Komitet Rady Ministrów ds. Cyfryzacji.

Przed wyborami opublikowała dokument programowy „Polska Cyfrowa”, który między innymi formułuje receptę na udrożnienie mechanizmów wdrażania polityki cyfryzacji państwa poprzez powołanie urzędu pełnomocnika rządu ds. informatyzacji. Potwierdzała w tym koncepcję już zapisaną w dokumentach programowych PiS. To miał być jeden z elementów przebudowy i wzmocnienia centrum decyzyjnego rządu.

Wiadomo, że cyfryzacja to temat horyzontalny, dotyczy wszystkich działów administracji, ale bynajmniej nie jest traktowany tak samo przez różnych ministrów, którzy przeważnie mają inne priorytety. Władanie ministra we własnym urzędzie jest w dużym stopniu autonomiczne i z zewnątrz trudno mu cokolwiek nakazać. Jeżeli nie jest przekonany, że coś musi i ma na to budżet, to efekty najambitniej brzmiących programów cyfryzacji są zwykle rozmywane przez urzędników, ceniących sobie nad wyraz mistrzostwo w sztuce inercji.

Pomysł z pełnomocnikiem najwyraźniej zarzucono, nie rezygnując jednak z przetestowania zmienionej struktury zarządzania sektorami gospodarczymi. Znacznie lepszą pozycję daje stanowisko wicepremiera ds. rozwoju, które objął Matusz Morawiecki. Może układać relacje pomiędzy ministrami. Od tego, czy będzie zarządzającym arbitrem czy tylko sekretarzem, zależą szanse na modernizację państwa, również z udziałem cyfryzacji. Jeżeli chce coś zdziałać, musi być ostrym liderem. O nowej koncepcji rządzenia gospodarką na razie wiemy niewiele, ale że jest już, świadczy to, że razem z ministrem od razu powołano też wiceministra do spraw rozwoju Jerzego Kwiecińskiego.

Ministerstwo zredukowane

Ministerstwo Administracji i Cyfryzacji powstało w listopadzie 2011 r. jako autorski projekt Michała Boniego. Kierował nim dwa lata i zaczynał z dużym potencjałem osobiście przygotowywanego rządowego dokumentu strategicznego Polska 2030. Niestety, wcześniejsze aspiracje reformowania państwa formułowane przez szefa zespołu doradców strategicznych premiera uległy erozji, kiedy „awansował” na samodzielnego ministra MAiC.

MAiC formalnie nadzoruje plany informatyzacji państwa, ale nie zdołał przejąć nadzoru nad cyfrowymi narzędziami reformy administracji, czyli projektami rejestrów i sieci państwowych. W rezultacie zakwitły różne „obiektywne” powody, dla których referencyjne projekty są chronicznie niedokończone, nie tylko w MSW, ale i w ochronie zdrowia, transporcie.

Ministra zabsorbowały też tematy „miękkie”, związane ze społeczną absorpcją zastosowań nowych technologii informacyjnych. Zaangażował się energicznie w debatę na temat ACTA oraz swobód obywatelskich, uregulowania kwestii dostępu do zasobów informacyjnych w sektorze publicznym, ochronę prywatności, cyfryzację telewizji, zarządzanie internetem, edukacją cyfrową. Wydaje się, że poza telewizją cyfrową żadnego z tych tematów nie dokończono, pomimo że w systemie prawnym i politycznym każdy obejmuje kwestie krytyczne dla modernizacji państwa. Nie dokonali tego również jego następcy.

W MAiC przygotowano Narodowy Plan Szerokopasmowy, Program Operacyjny Polska Cyfrowa na lata 2014–2020. Cykl kadencyjny sprawił, że pierwsze projekty z tego programu uzyskają finasowanie dopiero niedługo, czyli będą już na konto nowego rządu.

MAiC miał się stać centrum kompetencji w sprawach cyberbezpieczeństwa, ale nie stał się, co mu wytknął zeszłoroczny raport NiK. Nominalnie odpowiada też za koordynację zadań związanych z zarządzaniem kryzysowym, ale w zakresie ograniczonym i właściwie bez władzy operacyjnej.

Natomiast jednym z nowych wyzwań, z którymi będzie się zapewne chciała zmóc nowa pani minister, jest powrót do testowanej już przez nią w przeszłości koncepcji połączenia regulatora rynku mediów i telekomunikacji. Najprawdopodobniej wcale nie potrzeba do tego zmiany konstytucji.

Nadzór na administracją ma wrócić do MSW, co może jeszcze bardziej rozluźnić i tak już wątłe związki MAiC z projektami informatyzacji. Do MSW wróci też zarządzanie kryzysowe, a być może również cyberbezpieczeństwo. Powodzenie rozwoju sieci szerokopasmowych zależy natomiast w części od prawa budowlanego, którego gospodarzem jest minister budownictwa. To, czy minister może liczyć na wicepremiera ds. rozwoju, sprawdzi się zatem wkrótce w praktyce.


TOP 200