Mózg w malinach

Rozwój technik komunikacyjnych i informatycznych, symbolizowany wymownie przez spinające glob sieci teleinformatyczne, pobudza wyobraźnię filozofów, futurologów i nierzadko zwykłych szarlatanów. Zalewani mnogością słownej produkcji często mamy problem z odróżnieniem wartościowej analizy od zwykłej gry słów.

Rozwój technik komunikacyjnych i informatycznych, symbolizowany wymownie przez spinające glob sieci teleinformatyczne, pobudza wyobraźnię filozofów, futurologów i nierzadko zwykłych szarlatanów. Zalewani mnogością słownej produkcji często mamy problem z odróżnieniem wartościowej analizy od zwykłej gry słów.

Przed kilkoma tygodniami prof. Kazimierz Krzysztofek opublikował ciekawy esej Mózg w sieci (CW nr 44/2000). Punktem wyjścia do analizy jest prognoza nowego szefa Laboratoriów Bella Aruna Netravali. Laboratoria Bella to rzeczywiście wylęgarnia innowacji i jeden z poważniejszych kompleksów badawczych, zatrudniający wielu laureatów Nagrody Nobla. Słów Netravalego należy więc słuchać, pamiętając wszakże, że jest on nie tylko badaczem, ale i menedżerem, odpowiedzialnym za finansowanie swojej placówki. Jego wizje nie mogą więc temu finansowaniu przeszkodzić.

A. Netravali twierdzi, że już niebawem sieć pokryje cały glob i za pośrednictwem różnorodnych interfejsów stanie się dostępna dla wszystkich. Pogląd ten nie poraża jednak świeżością. Tak samo twierdzi np. George Gilder, sądząc po wysokościach honorariów, największy futurolog amerykański, który pisze w dziele Telecosm, że w ciągu najbliższych lat bandwith will be ubiquitous (szerokopasmowy dostęp do sieci) będzie oczywisty, więcej, wręcz bezpłatny.

To twierdzenie, że glob pokryje się, jak skórą, powszechną, cyfrową siecią teleinformatyczną, rozwijają inni prorocy, koncentrując się na analizie konsekwencji tzw. prawa Moore'a. Wielki rozgłos zyskał w tym obszarze Raymond Kurzweil (autor The Age of Spiritual Machines), który policzył, że na skutek systematycznego wzrostu mocy obliczeniowej procesorów już za ok. 20 lat komputery będą inteligentniejsze od ludzi. Wizją R. Kurzweila przejął się Bill Joy, kierujący badaniami naukowymi w Sun Microsystems, i napisał chyba najgłośniejsze i najbardziej ponure w 2000 r. proroctwo technologiczne - opublikowany w magazynie Wired - esej Dlaczego przyszłość nas nie potrzebuje.

Bill Joy dochodzi do wniosku, że połączenie inteligencji maszynowej z rozwojem nanotechnologii i biologii molekularnej spowoduje, iż ludzie przestaną kontrolować rozwój techniki. Zyska ona autonomię i zdolność samoreprodukcji. Ludzie przestaną być potrzebni. Dokładny czas takiej wizji nie jest istotny, w każdym razie może tak już być mniej więcej w połowie przyszłego stulecia.

Zamknięty krąg

Uważny czytelnik śledzący kolejne, podobne prognozy zauważy w pewnym momencie, że wszędzie przewija się w nich kilka tych samych nazwisk: Gilder, Kurzweil, Negroponte, Dertouzos, Minsky, by odnotować tylko najważniejsze. Wspomniany przez prof. Krzysztofka - Michio Kaku, znakomity fizyk w swoich głośnych Wizjach, wykorzystał poglądy powyższych autorytetów. Powstał pewien autoreferencyjny krąg wieszczy, który produkuje niezwykłą liczbę tekstów o tym samym. Już jednak z biologii wiadomo, że taka wsobna reprodukcja musi skończyć się degeneracją.

Po pierwsze, wizje te są niezwykle proste. Polegają na rozwinięciu kilku przesłanek, np. wspomnianego prawa Moore'a. Pomijają (celowo, a może ze względu na zbyt małą wiedzę autorów) mnóstwo niuansów, jakie towarzyszą relacjom między techniką a społeczeństwem. Przykłady? Wizja powszech- nego dostępu do sieci za 25 lat jest absurdalna. Dziś, ponad 100 lat od rewolucji elektryfikacyjnej, 1,8 mld ludzi na świecie nie ma w domu prądu elektrycznego. Nic nie wskazuje, by sytuacja wiele się zmieniła w ciągu najbliższych 50 lat. Bez prądu nie będzie zaś Internetu, tak jak kiedyś nie byłoby władzy radzieckiej.

Możemy oczywiście stwierdzić, że interesują nas tylko ci, którzy prąd mają - reszta, ze względu na niską siłę nabywczą, i tak nie ma znaczenia dla cywilizowanego świata. Wówczas jednak prędzej czy później skazujemy się na wskazaną jako opcja przez prof. Krzysztofka kontrrewolucję technologiczną, natarcie wygłodniałych mas z południa na karmiącą się wizjami bogatą północ.

Mózg to nie procesor

Jeszcze bardziej absurdalne jest przekonanie Kurzweila, że pojawienie się inteligencji w komputerach to tylko kwestia mocy obliczeniowej procesorów. W 1968 r. na ekrany kin wszedł film 2001, Odyseja kosmiczna Stanleya Kubricka. Przypomnijmy, że główny bohater filmu - inteligentny komputer HAL - narodzić się miał 12 stycznia 1997 r. Dziś od tej wizji jesteśmy jednak równie daleko, jak w chwili, gdy Arthur C. Clarke pisał scenariusz Odysei.

C. Clarke popełnił prosty błąd. W swej wizji oparł się na obowiązujących w latach sześćdziesiątych przekonaniach lansowanych przez m.in. Mar-vina Minsky'ego, że procesy umysłowe można zalgorytmizować i wyrazić, tak jak ogólną teorię komunikacji, w postaci funkcji matematycznych. Do dzisiaj nic takiego nie udało się zrobić, bo prawdopodobnie jest to po prostu zadanie niewykonalne.

Skoro takie podejście nie przyniosło sukcesu, pojawiły się inne byty, będą-ce mniej lub bardziej udanymi technicznymi metaforami biologii: sieci neuronowe i układy ewoluujące (tzw. artificial life). Przyczyniły się one do rozwiązania wielu szczegółowych problemów obliczeniowych i powstania systemów o bardzo ograniczonej inteligencji. Droga jednak od tych systemów do układów o inteligencji porównywalnej z ludzką jest co najmniej taka, jak dystans dzielący bakterie od homo sapiens. Zwycięstwo Deep Blue nad Kasparowem, jak przyznaje jeden ze współtwórców tego superkompu- tera IBM, nie miało nic wspólnego z inteligencją. Deep Blue był po prostu szybki.

Odtworzyć mózg

Kurzweil broni się, twierdząc, że wystarczy dokonać reverse engineering mózgu i odtworzyć go w układach elektronicznych. Problem w tym, że badania nad mózgiem są na początku i na razie uczeni dopiero zaczynają zdawać sobie sprawę z wielkości swojej niewiedzy. Wszystko wskazuje, że zachodzące w mózgu procesy - pamięć, regulacja ruchów, nie mówiąc o myśleniu - są oprócz aktywności bioelektrycznej efektem skomplikowanych procesów biochemicznych i genetycznych. Czy uda nam się je powtórzyć w symulacjach poza organizmem?

Nie obawiam się, że przyszłość nie będzie nas potrzebować. Owszem, kom- putery będą działać szybciej, ale ciągle będą to te same, podatne na awarie, bezmyślne urządzenia. Prawu Moore'a, na które powołuje się Kurzweil, coraz bardziej zaczyna przeciwstawiać się ekonomiczne antyprawo: kolejnym przy- rostom szybkości mikroprocesorów towarzyszy wykładniczy wzrost kosztów budowy fabryk układów elektronicznych. W latach 2015-2020 na budowę jednej tylko takiej instalacji będzie potrzeba ok. 30 mld USD (dzisiaj - 2 mld).

Ekonomia to tylko jeden czynnik, który może postawić na głowie dzisiejsze wróżby. Niewiadomych jest znacznie więcej. Leżą one w niezwykle skomplikowanym obszarze relacji społecznych i politycznych. Te zaś z techniką oddziałują, nie są jednak przez nią zdeterminowane, o czym świadczy "nieracjonalne" odrzucenie w wielu krajach Europy energetyki jądrowej i żywności modyfikowanej genetycznie. Pamiętajmy, że ciągle podmiotem wyborów jest człowiek, a nie obiekty techniki. Ludzkich wyborów nie da się zaś opisać żadnym ścisłym prawem, nie mówiąc już o tak trywialnych regułach, jak tzw. prawo Moore'a.

Wspomniani wcześniej progności mają jeszcze jedną wadę. Myślą, że są oryginalni. Tymczasem podobne wiz-je pojawiały się na różnych etapach rozwoju techniki. System telegraficzny, będący skutkiem wynalazku Morse'a sprzed ponad 150 lat, nazwano arterią myśli. Informacje, krążące po całym globie, inspirowały wielu myślicieli do poszukiwania w tej sieci oznak rozumu lub przynajmniej ducha i emanacji ponadosobowej inteligencji.

Nie wszyscy pamiętają, że zanim zaczęto utożsamiać mózg z komputerem, dosyć powszechnie przyjętym mo- delem tego organu była centrala telefoniczna. Cóż, takie metafory, jakie technologie. To jednak technika się zmienia, mózg pozostaje ciągle ten sam, a my ciągle równie daleko od poznania jego zagadki.

Brzytwa Ockhama

Tworzone na kanwie wizji futurologicznych różne fantazje filozoficzne i teologiczne należy więc traktować jako świetną zabawę intelektualną, niewiele z niej jednak wynika. Wspomniany przez prof. Krzysztofka filozof francuski Pierre Levy (miałem przyjemność omawiać jego koncepcje na łamach Computerworld) próbuje w elegancki sposób wykorzystać dorobek klasycznej filozofii i teologii (włącznie z koncepcją hierarchii niebiańskich Pseudo-Dionizego Areopagity) do tego, by uzasadnić możliwość pojawienia się w sieci inteligencji zbiorowej (l'inteligence collective). Przyznam jednak szczerze - poza przyjemnością lektury - nic z tych pomysłów nie wynika.

P. Levy popełnia podstawowy grzech, przeciwstawiając się zasadzie Ockhama. Tworzy nowe byty, by opisać nie istniejące problemy. Zafascynowany osiągnięciami nauk o złożoności i chaosie próbuje podpiąć do nich sieć - na zasadzie zwykłej analogii. Liczy, że jak u Plechanowa, ilość zamieni się w jakość - z Internetu wy-ewoluuje jakaś nowa superinteligencja. Wbrew pozorom, myśl Levy'ego ma niewiele wspólnego z ewolucjonistycznymi koncepcjami Bergsona i Theilarda de Chardin. Oni zmagali się z realnymi problemami, jakimi były ontologiczne i epistemologiczne wstrząsy wywołane teorią ewolucji i względności.

Znacznie istotniejsza od gier słownych uprawianych na kanwie uproszczonych wizji przyszłości jest uczciwa analiza teraźniejszości, jak choćby wielkie dzieło socjologa Manuela Castellsa, trylogia The Information Age. Wynika z niej jednoznacznie, że o wiele większym zagrożeniem dla naszej przyszłości jest człowiek niż wyzwolone nagle spod jego władzy maszyny (zauważa to prof. Krzysztofek konstatując, że większość katastrof technicznych jest skutkiem błędów człowieka). Problemem nie jest ewentualna autonomia maszyn, ale naiwna wiara, że dzięki rozwojowi techniki problemy ludzkości można będzie rozwiązywać w sposób maszynowy. Wprowadzanie do praktyki życia publicznego języka ekonomii i techniki (kult efektywności i eksperckoś-ci) prowadzi do degeneracji polityki. A przecież gwarancją wolności jest właśnie proces polityczny, polegający na poszukiwaniu przez różne grupy interesów kompromisów, które wcale w świetle teorii zarządzania lub analizy technicznej nie muszą być optymalne. Dlatego nie boję się inteligentnych komputerów i ducha w sieci, bo to wszystko bzdura. O wiele bardziej obawiam się, że kiedyś sami uwierzymy w możliwość rozwiązywania problemów społecznych za pomocą komputerowych algorytmów.

--------------------------------------------------------------------------------

Autor jest dziennikarzem tygodnika Polityka.


TOP 200