Modelowanie rozwoju

Samorządy dysponujące funduszami unijnymi na rozwój infrastruktury telekomunikacyjnej będą musiały rozstrzygnąć sporo dylematów związanych z tym, jak planować, a później utrzymać inwestycje infrastrukturalne.

Samorządy dysponujące funduszami unijnymi na rozwój infrastruktury telekomunikacyjnej będą musiały rozstrzygnąć sporo dylematów związanych z tym, jak planować, a później utrzymać inwestycje infrastrukturalne.

Wskazania polityki unijnej są jasne - zapewnić wszystkim obywatelom Unii Europejskiej wyrównane szanse dostępu do pracy, kultury, edukacji. Bardzo ważnym, bo dającym się stosunkowo najszybciej osiągnąć i będącym bardzo spektakularnym sposobem realizacji tego celu jest dostarczenie wszystkim dostępu do takich samych zasobów informacyjnych i możliwości komunikacji za pośrednictwem szerokopasmowych łączy telekomunikacyjnych.

Niezależnie od tego, że niektóre, chociaż raczej nieliczne, samorządy od lat podejmowały różnego typu przedsięwzięcia mające rozwiązać problem braku dostępu do usług telekomunikacyjnych, to obecny udział środków unijnych przeznaczonych na rozwój infrastruktury w programach na lata 2007-2013 jest nowością, przede wszystkim ze względu na skalę i przełamanie formalnych obaw, czy samorząd może traktować takie przedsięwzięcia jako swoje zadania, skoro nie umieszczono tego explicite w żadnej z ustaw samorządowych.

Modelowanie współpracy

Samorządy dysponujące funduszami unijnymi, które można będzie przeznaczyć na rozwój infrastruktury telekomunikacyjnej, będą musiały rozstrzygać - teraz i w przyszłości - sporo dylematów związanych z tym, jak planować, a później utrzymać inwestycje infrastrukturalne. Przy wyborze konkretnych rozwiązań trzeba brać pod uwagę to, by na obszarach zaniedbanych, zagrożonych wykluczeniem cyfrowym, wspomagać rozwój konkurencyjnego rynku, uniknąć ryzyka monopolizacji zasobów zbudowanych z wykorzystaniem środków publicznych albo przedwczesnej degradacji sieci, która nie sprosta przyszłym, rynkowym wyzwaniom.

Obecnie rozważane są różne modele współpracy samorządów z operatorami. Na pewno problemem jest to, że trudno liczyć na możliwość bezpośredniego skopiowania któregoś z rozwiązań z innych państw europejskich, co oczywiście nie wyklucza zastosowania niektórych z tych pomysłów. Do moich ulubionych należało jedno ze szczegółowych rozwiązań programu francuskiego, realizowanego przed kilku laty. Polegało ono na tym, że przyjęcie wniosku o finansowanie projektu było na wstępie uzależnione od uzyskania zgody od partii opozycyjnej, która po wyborach mogłaby zagrozić realizacji przyjętych założeń i zadań.

Obecnie trzeba brać pod uwagę, że sytuacja rynkowa zmienia się szybciej niż kiedyś, jest coraz większa konkurencja, a co za tym idzie, również czujność operatorów. Do niedawna mogli oni jeszcze lekceważyć wszelkie niszowe inicjatywy, jak telefony na wsi czy pojedyncze punkty dostępowe do Internetu w każdej gminie, teraz już muszą się z nimi liczyć. Powoli kształtuje się również stanowisko Komisji Europejskiej w sprawie dozwolonej pomocy publicznej. Nadal nie jest ono zbyt przejrzystą wskazówką, ale przynajmniej wiadomo tyle, że samorząd sam nie powinien być komercyjnym operatorem i że, z drugiej strony, nie do końca racjonalna ekonomicznie może być budowa infrastruktury całkowicie pasywnej, np. z założeniem, że będzie się udostępniać wyłącznie ciemne włókna.

Bardzo trudno wypracować rozwiązania optymalne w trybie wielomiesięcznych, wieloetapowych przetargów (na koncepcje, inwentaryzacje, studia wykonalności itd.), bo rynek robi swoje. Nie chodzi tu o to, że nagle pojawi się boom na inwestycje w regionach wiejskich, którego się dzisiaj nie zakłada, ale raczej o to jak na modele współpracy będą wpływać tendencje technologiczne.

Konwergencja

Wzrost konkurencji w sektorze telekomunikacji to nie tylko niższe ceny, lepsza jakość, ciekawsza oferta. To także możliwość wyboru sposobu, w jaki chcemy mieć dostęp do usług telekomunikacyjnych. Operatorzy telekomunikacyjni, inspirowani konkurencją, wychodzą ze swoich pierwotnych ról, w ramach działań innowacyjnych pozbywają się wielu, wydawałoby się kiedyś nienaruszalnych, ograniczeń i wkraczają na pola opanowane przez inne specjalności. Bez względu na rodzaj zastosowanej technologii chcą dawać użytkownikom wszystko, co mieści się w pojęciu telekomunikacja: telefon, przekazywanie wiadomości, dostęp do Internetu, a coraz częściej również telewizję.

Kiedy kilka lat temu zapożyczono od biologów trudne słowo konwergencja, mogło się wydawać, że zintegrowanie rozwijających się w odmiennych warunkach sektorów telekomunikacji, informatyki i mediów to odległe ewolucyjne wyzwanie. Nie tylko dlatego, że ludzie od Internetu nosili brody i chodzili w swetrach, a ci od telekomunikacji zwykle szli do pracy w tradycyjnych garniturach. Stopniowo stawało się jasne, że budowana w odmiennym celach infrastruktura to przecież te same kable lub to samo radio i koncepcyjnie coraz bardziej podobne cyfrowe urządzenia do przekierowywania sygnałów. Prawne zrównanie statusu operatorów wszystkich rodzajów sieci daje szansę na szybsze przełamanie starych monopoli telekomunikacyjnych.Pomysłodawcy reformy europejskiego systemu prawnego, mającego wspomagać proces przechodzenia od monopoli do konkurencyjnego rynku usług, wysilili się nawet na daleko idącą poprawność językową, by przypadkiem nie zrażać "nowych" graczy. W przyjętym w 2002 r. pakiecie dyrektyw zamiast słowa "telekomunikacja" użyto frazeologicznego neologizmu "sieci i usługi komunikacji (łączności) elektronicznej". To, co się jednak wciąż nie do końca udaje w obszarze prawa, choćby przykładowo w dziedzinie praw własności intelektualnej do treści przekazywanych w tych sieciach, w obszarze technologii jest już faktem.

Omnipotencja

Każdy operator chce móc powiedzieć, że może wszystko lub "prawie" wszystko. Operator telekomunikacyjny, konkurując na rynku tak jak każdy sprzedawca, zanim zacznie sprzedawać nowe produkty, najpierw stara się opróżnić magazyny ze starych. Nie wyrzuca, oczywiście, z dnia na dzień mniej wydajnych technologii, pocieszając się, że jak dotąd większość użytkowników zadowala się prostymi, podstawowymi usługami, albo w ogóle nie ma potrzeby korzystania z Internetu, a czasem nawet telefonu. Trzeba jednak pamiętać, że wizerunek firmy opartej na nowoczesnych rozwiązaniach technologicznych zależy w dużym stopniu od tego, czy potrafi się prezentować jako firma innowacyjna, a obecnie zależy to od umiejętności zaspokojenia potrzeb rosnącej grupy najbardziej wymagających klientów.

Przekonanie klienta, że można wszystko, stało się najbardziej cenioną specjalnością. Wybór technologii nie ma znaczenia, to przeciętnego konsumenta nie interesuje. W dowolnym miejscu i czasie, z pomocą dowolnych urządzeń konsument chce mieć dostęp do zasobów informacyjnych odpowiadających jego indywidualnym potrzebom. "Popakowanie" i zaoferowanie produktów usługowych w taki sposób, by użytkownik nie kłopotał się żadnymi kwestiami technicznymi, jest inną specjalnością niż utrzymanie danego rodzaju sieci. Tu właśnie, w innego typu wyzwaniach biznesowych, zaczyna się rysować najbardziej wyraźny podział na specjalistów od infrastruktury i od usług, o którym to podziale, z zupełnie innych powodów, przebąkuje ostatnio Komisja Europejska, a także polski regulator rynku.

Oczekiwania użytkowników to jednoczesne korzystanie z usług głosowych i różnego rodzaju przekazów multimedialnych, włącznie z telewizją. Technicznie to jeszcze cały czas początki, ale co by nie mówić o istocie wykluczenia cyfrowego całych grup społecznych, mieszkających z dala od korzystających już ze zdobyczy konkurencji wielkich aglomeracji, nikt nie nazwie telewizji usługą dla wybranych, tak jak mówią o Internecie ci, którym ciągle brakuje wyobraźni.

Sieci od nowa

Tradycyjne podejście do budowy sieci telekomunikacyjnych polegało na pionowej organizacji każdej usługi, przez wszystkie warstwy sieci. Wprowadzenie nowej usługi to złożony proces definiowania protokołów i sygnalizacji pomiędzy różnymi warstwami sieci, w tym różnorakimi rodzajami dostępu. Jest to skomplikowane i kosztowne przedsięwzięcie, bo różne usługi mają odmienne wymagania, np. co do szerokości pasma, bezpieczeństwa, szybkości przetwarzania itp. Łączenie sieci różnych operatorów mnoży problemy z właściwą translacją usług.

Konieczność "przebicia" się z każdą usługą przez tę strukturę sieci, a dodatkowo przez interfejsy łączące sieci różnych operatorów tworzyła "naturalne" bariery współpracy i rozwoju konkurencji. Oczywiście, remedium na problemy komunikacyjne pomiędzy różnymi usługami jest standaryzacja. Jest ona niezbędna, ale to mechanizm bardzo pracochłonny, który przeważnie nie nadąża za oczekiwaniami rynku.

Perspektywa nowych wyzwań rynkowych inspiruje nie tylko operatorów, ale również dostawców technologii. Stąd pojawiła się zmiana koncepcji struktury sieci. W sieciach nowych generacji oferuje się wspólną platformę IP do zarządzania wszystkimi usługami - według filozofii "oferowanie nie zestandaryzowanych usług w zestandaryzowany sposób". Sieć ma zapewniać wobec aplikacji tylko stosunkowo proste warunki: interoperacyjność, rozpoznawanie różnych rodzajów dostępu, wsparcie dla różnych rodzajów polityki świadczenia usług, bezpieczeństwo, jakość, współdziałanie z dotychczasowymi sieciami i, oczywiście, otwartość na nowe funkcjonalności.

Efektem takiego podejścia jest to, że użytkownik może, bez dotychczasowych problemów, korzystać z tych samych aplikacji na dowolnym urządzeniu dostępowym, czy to jest dostęp za pomocą sieci stacjonarnej, komórkowej, bezprzewodowego dostępu radiowego, czy telewizji kablowej. Przestaje być przy tym istotne, że operatorzy sieci dostępowych to różne firmy. Abonent korzysta ze swojej ulubionej aplikacji tam gdzie tylko chce, za pomocą dowolnego urządzenia.

Jaki stąd wniosek dla samorządu, który planuje budowę sieci szkieletowych do miejscowości, gdzie dotąd nie było szerokopasmowego Internetu? Należałoby, chyba, unikać rozwiązań, które będą podkreślać "starą", warstwową strukturę sieci, zakładając, że głównym, oferowanym produktem będą np. łącza dzierżawione. Bardziej przyszłościowe wydaje się rozwiązanie, w którym firmie wybranej do operowania siecią powierza się zadanie zarządzania w niej usługami (na początek udostępnianie pojemności), by nie tylko migracja w stronę sieci nowych generacji była naturalnym procesem rozwojowym, ale przede wszystkim, by jak najszybciej zapewnić abonentom dostęp do wybieranych przez nich aplikacji.

Interes publiczny

Jeżeli samorząd, działając w interesie publicznym, już raz weźmie odpowiedzialność za poprawę dostępności usług szerokopasmowych, to powinien rozważać też wszelkie inne możliwości, począwszy od ułatwień proceduralnych w realizacji pozwoleń na budowę infrastruktury, przygotowanie lokalizacji pod stacje bazowe dla sieci radiowych, włącznie z doprowadzaniem energii, budową masztów itp. Dostępne są obecnie rozwiązania techniczne, które pozwalają budować "niezależne" stacje bazowe telefonii komórkowej, które na zasadach współdzielenia są oferowane wszystkim chętnym operatorom. Takie podejście ułatwiłoby rozwój tego rodzaju sieci tam, gdzie się to dotąd operatorom nie opłacało, oczywiście pod warunkiem, że operatorzy będą je akceptować.

Państwo przed laty porzuciło funkcję właściciela i zarządcy wszystkich sieci telekomunikacyjnych. Wolny rynek jest jednak nadal w fazie wczesnego rozwoju i skupia się na obszarach, gdzie opłacalność inwestycji jest największa - wielkich, gęsto zaludnionych aglomeracjach i mającym duże potrzeby informacyjne biznesie. Wszyscy się zgodzili, że rozwój innych regionów musi uzyskać wsparcie, gdyż brak infrastruktury przyczynia się do ich dalszego osłabiania i degradacji.

Czy ta tendencja utrzyma się i w przyszłości to właściciel lub zarządca terenów będzie inwestorem w infrastrukturę telekomunikacyjną, czy też za jakiś czas, po fazie "doganiania", nastąpi ponowna prywatyzacja tych zasobów? Dzisiaj jeszcze, chyba, nie wiadomo. Wiadomo natomiast, że niezależnie od tego kto zainwestował i kto jest właścicielem sieci telekomunikacyjnej, to jeśli chodzi o jej utrzymanie, musi brać pod uwagę realia rosnącej konkurencji.


TOP 200