Minimalne otwarcie

Polska administracja nie zrezygnuje z pakietu Microsoft Office, co mógł sugerować nieprecyzyjny zapis w rozporządzeniu Rady Ministrów. Wywołane przy tej okazji zamieszanie to dowód, jak delikatną materią są przewidziane w Ustawie o informatyzacji tzw. minimalne wymagania dla systemów informatycznych.

Polska administracja nie zrezygnuje z pakietu Microsoft Office, co mógł sugerować nieprecyzyjny zapis w rozporządzeniu Rady Ministrów. Wywołane przy tej okazji zamieszanie to dowód, jak delikatną materią są przewidziane w Ustawie o informatyzacji tzw. minimalne wymagania dla systemów informatycznych.

Nieodległa wydawała się najdotkliwsza porażka Microsoftu w Polsce. Perspektywy utraty przez Microsoft potężnego klienta - administracji państwowej i zdobycia przez zwolenników "wolnego oprogramowania" tak cennego przyczółka wzbudziły wiele emocji. Powodem zamieszania było wydane jeszcze w październiku 2005 r. rozporządzenie Rady Ministrów w sprawie minimalnych wymagań dla systemów teleinformatycznych. Według pierwotnych interpretacji, do rangi standardu powszechnie obowiązującego w administracji podniesiono otwarty format OpenDocument 1.0, zaś rolę formatu .doc znanego z Microsoft Office zmarginalizowano wyłącznie dla odczytu dokumentów. Oznaczało to ni mniej, ni więcej tylko koniec edytora Word w państwowych urzędach - nowe dokumenty miałyby powstawać już w formacie OpenDocument, jako obowiązującym dla dokumentów tekstowych i tekstowo-graficznych.

Jeden właściwy

Ubiegłoroczna Ustawa o informatyzacji działalności podmiotów realizujących zadania administracji publicznej narzuciła konieczność przygotowania blisko trzydziestu rozporządzeń. Jednym z nich było omawiane tu "Rozporządzenie w sprawie minimalnych wymagań dla systemów informatycznych z dnia 11 października 2005 roku" (DzU Nr 212 poz. 1766).

Rozporządzenie wskazuje m.in. formaty danych zapewniające dostęp do informacji udostępnianych za pomocą systemów teleinformatycznych używanych do realizacji zadań publicznych. Konkretnie do danych zawierających dokumenty tekstowe lub tekstowo-graficzne przepisy nakazują stosować co najmniej jeden z formatów danych, umożliwiający ich przeglądanie i drukowanie przy użyciu popularnych przeglądarek i edytorów: czysty txt, .rtf (wersja 1.6), .pdf (wersja 1.4), .doc oraz OpenDocument (wersja 1.0). W przypadku formatów .pdf i .doc w polu "opis standardu" dodano, że "standard obowiązuje wyłącznie dla odczytu dokumentów".

Rozporządzenie pojawiło się w czasie, gdy także w innych krajach zwolennicy open source forsowali - gdzieniegdzie ze skutkiem - ustawodawstwo faworyzujące otwarte formaty w miejsce popularnego, ale zamkniętego .doc. Microsoft miał zatem realne powody do obaw. Tym bardziej że firmy, które oferują pakiety biurowe bazujące na oprogramowaniu open source uskrzydlone rozporządzeniem, postanowiły nie zwlekać z promocją swoich rozwiązań.

O firmie Ux Systems z Gliwic zainteresowani tematem mogli usłyszeć latem ub.r. przy okazji przyznania jej przez Ministerstwo Nauki i Informatyzacji dotacji (30 tys. zł) na przetłumaczenie na język polski pełnej dokumentacji technicznej pakietu biurowego OpenOffice 2.0. Ux jest jedną z kilku firm, która oferuje OpenOffice wraz z paletą usług. Po wydaniu rządowego rozporządzenia, jakże korzystnego dla Ux Systems i podobnych jej firm, wysyłano do potencjalnych klientów oferty, w których przedstawiano OpenDocument jako wiodący format w administracji, a OpenOffice jako jedyny pakiet oprogramowania spełniający nowe wymagania.

Sprawę rzekomego usunięcia Microsoft Office z administracji postanowiła wyjaśnić Polska Izba Informatyki i Telekomunikacji (PIiT). Jej prezes, Wacław Iszkowski, zwrócił się do wiceministra spraw wewnętrznych Grzegorza Bliźniuka z prośbą o wyjaśnienie. Zgodnie z komunikatem wydanym przez Ministerstwo Spraw Wewnętrznych i Administracji pod koniec listopada 2005 r., który miał ostatecznie wyjaśnić sprawę, rozporządzenie wskazuje kilka równoważnych formatów, nie narzuca i nie preferuje w żaden sposób żadnego z nich.

Niedoskonałości rozporządzenia

Tym samym pogłoski o śmierci Office'a w administracji okazały się przesadzone, ale wyjaśniający komunikat MSWiA nie rozwiązał wszystkich wątpliwości.

Grzegorz Kocur, współwłaściciel Ux Systems, przyznaje, że sformułowanie "format wiodący w administracji", którego używał w swoich ofertach, było swego rodzaju nadinterpretacją. "Zasugerowaliśmy się stwierdzeniem, które się pojawia w rozporządzeniu, że pliki z rozszerzeniem .doc służą tylko do odczytu. Ministerstwo stwierdziło, że jest to nadinterpretacja, celem ustawodawcy nie było faworyzowanie jednego z formatów i takie stanowisko w pełni akceptujemy. Niemniej uważamy, że autor rozporządzenia powinien usunąć niejasne sformułowanie «do odczytu»" - dodaje.

Wzmianka o przeznaczeniu formatów .doc i .pdf wyłącznie do odczytu to nie jedyna wada rozporządzenia. Wydaje się, że korekty albo przynajmniej wyjaśnienia wymaga fakt, dlaczego w rozporządzeniu wskazano jako minimalne wymagania konkretne wersje w przypadku formatów .rtf, .pdf oraz OpenDocument, a nie uczyniono tego w przypadku formatu .doc.

Na jeszcze inny aspekt zwraca uwagę Piotr Waglowski, członek zarządu Internet Society Poland. "Rozporządzenie odnosi się także do kilku wersji HTML, jednego z najpopularniejszych języków opisu dokumentu. Z powodzeniem można w nim prezentować informacje tekstowo-graficzne. Tymczasem rozporządzenie mówi w kontekście HTML jedynie o tworzeniu i modyfikacji stron WWW. Jaka jest więc relacja między informacjami na stronach WWW a danymi zawierającymi dokumenty tekstowe lub tekstowo-graficzne" - pyta Piotr Waglowski.

Jego zdaniem ważny jest także jeszcze jeden aspekt. W Ustawie o informatyzacji zapisano, że rozporządzenie ma określić specyfikację i czego ta specyfikacja ma dotyczyć. Tymczasem wskazanie rozszerzenia pliku, wersji oraz nazwy producent nie spełnia wymogu określenia specyfikacji zapisanego w ustawie. Dotyczy to w równym stopniu protokołów komunikacyjnych i szyfrujących.

Salomonowe rozwiązanie?

Komunikat wydany przez MSWiA na jakiś czas odsuwa od Microsoftu problem. Wskazanie w rozporządzeniu kilku równoważnych standardów i niefaworyzowanie któregokolwiek z nich pozwoli zachować status quo, w którym format .doc jest formatem dominującym. Dlaczego urzędnicy mieliby publikować dokumenty w innym formacie niż .doc, skoro zezwalają im na to przepisy? Oczywiście, że będą dalej korzystać z dobrze znanych sobie narzędzi pracy, na które mają ważne licencje. Będzie tak przynajmniej do czasu zastąpienia .doc innym formatem Microsoftu - Open XML, planowanym w kolejnej wersji Microsoft Office.

Czy utrzymanie status quo było intencją ustawodawcy? Wydaje się raczej, że celem wskazania minimalnych wymagań miało być stworzenie obywatelom możliwości odczytywania przygotowywanych z myślą o nich dokumentów za pomocą wielu konkurencyjnych (także dostępnych bezpłatnie) aplikacji. Nie gwarantuje tego stosowanie zamkniętego formatu .doc, ponieważ odczytywanie dokumentów stworzonych z wykorzystaniem edytora tekstu Word wymaga również oprogramowania Microsoft do jego odczytu. Inni producenci mogą jedynie metodą prób i błędów próbować implementować format .doc w swoich aplikacjach. Nigdy ze 100-proc. skutecznością. Nie brak opinii, że wyróżnienie jednego, otwartego formatu jako "minimalnego wymagania" nie zamykałoby możliwości wykorzystywania przez urzędy oprogramowania Microsoft. Urzędy mogłyby dalej publikować dokumenty również w formacie .doc, pod warunkiem że udostępniałyby je także w formacie otwartym, określonym w wymaganiach minimalnych.

Coraz szerzej

Na koniec warto dodać, że argumenty podnoszone przez zwolenników Microsoftu, iż format OpenDocument jest niedojrzały i wykorzystywany obecnie wyłącznie przez jeden pakiet biurowy (OpenOffice 2.0), nie są do końca trafne. Po pierwsze, OpenDocument 1.0 został dokładnie przetestowany w ramach prac prowadzonych przez organizację OASIS. Choć nie gwarantuje to, że format nie zawiera błędów, można założyć, że dołożono wszelkich starań, by je wyeliminować, czyli dokładnie tyle, ile mogą uczynić firmy stojące za formatami zamkniętymi.

Poza tym aplikacje wchodzące w skład OpenOffice to nie jedyne programy pozwalające odczytywać dokumenty zgodne ze specyfikacją OpenDocument. Lista aplikacji obsługujących otwarty format jest znacznie dłuższa i będzie się powiększać. Znajdują się na niej m.in. Kword (wchodzący w skład pakietu KOffice), IBM Workplace Documents czy webowy Writely. Ponadto istnieją również proste narzędzia służące jedynie do zapoznania się z dokumentem (bez możliwości jego edycji), np. Visioo Writer oraz konwertery wykorzystywane w specjalizowanych aplikacjach. Co ciekawe, rozwijana jest także wtyczka OpenOpenOffice, która ma umożliwić odczytywanie i zapisywanie dokumentów w formacie OpenDocument w aplikacjach Microsoft Office.

Sprawca zamieszania

OpenDocument OASIS Standard to oparty na technologii XML format plików przygotowany z myślą o aplikacjach biurowych. Obejmuje cechy niezbędne dla dokumentów tekstowych, arkuszy kalkulacyjnych i dokumentów graficznych.

Format został opracowany przez organizację non-profit - OASIS. Wykorzystywać może go każdy na zasadach royalty-free. W maju 2005 r. organizacja ratyfikowała jako standard OpenDocument wersja 1.0. Jednocześnie OpenDocument został przekazany do akceptacji przez organizację ISO/IEC JTC1 (International Organization for Standardization International Electrotechnical Commission's Joint Technical Committee). W skład komitetu technicznego OASIS pracującego nad formatem OpenDocument wchodzą m.in. przedstawiciele Adobe Systems, IBM, Intel, Novell oraz Sun Microsystems.

Hiszpańscy komuniści przegrali batalię o wolne oprogramowanie w administracji państwowej

Hiszpańskie Kortezy w połowie grudnia odrzuciły stosunkiem głosów 290 do 15 (łącznie jest 350 deputowanych) projekt ustawy o zastosowaniu wolnego oprogramowania w administracji państwowej. Jej orędownikami byli komuniści i zieloni z grupy parlamentarnej Izquierda Verde-Izquierda Unida-Iniciativa per Catalunya Verds (Lewica Zielonych - Zjednoczona Lewica - Inicjatywa Katalońskich Zielonych). Prawie identyczny projekt wniosła także grupa parlamentarna Esquerra Republicana (ERC, lewicowa partia baskijska).

Zwolennicy wolnego oprogramowania starali się wykazać, że przyjęcie ustawy zapewni państwu 3 mln euro oszczędności rocznie, wpłynie na konkurencyjność gospodarki i jej innowacyjność. Zwiększy także bezpieczeństwo. Zaproponowali, by instytucje państwowe nie przedłużały swoich licencji na stosowane oprogramowanie (czytaj Microsoftu).

Tymczasem deputowani rządzącej Partii Socjalistycznej (PSOE), opozycyjnej Partii Ludowej (PP) oraz Katalońskiej Autonomii (CiU) orzekli, że nade wszystko parlament jest od tego, by zapewnić warunki konkurencji wszystkim typom oprogramowania i tym samym żadnego nie należy wyróżniać.

Precedensowy stan

Debata na temat otwartych standardów dla dokumentów biurowych toczy się na całym świecie. Według informacji podawanych przez organizację OASIS, aplikacje obsługujące format OpenDocument wprowadzają m.in. francuskie Ministerstwo Finansów oraz Ministerstwo Gospodarki, Finansów i Przemysłu, brazylijskie Ministerstwo Zdrowia, Ministerstwo Obrony Singapuru oraz miasta Monachium (Niemcy), Bristol (Wlk. Brytania) i Wiedeń (Austria). Chyba najbardziej spektakularny przypadek dotyczy amerykańskiego stanu Massachusetts. Od tego, jak się potoczą wydarzenia w Nowej Anglii, może zależeć przyszłość open source w amerykańskiej administracji.

We wrześniu 2005 r. władze Massachusetts przekazały do agencji stanowych informację, by przygotowały plan migracji do formatu OpenDocument. Oznaczało to, że konieczna będzie migracja np. do pakietu StarOffice firmy Sun Microsystems, pakietu Workplace firmy IBM lub oprogramowania open source OpenOffice.org. Decyzja miała zostać zrealizowana do początku stycznia 2007 r. Jednak z chwilą, kiedy Microsoft ogłosił wprowadzenie formatu swojego Open XML w kolejnej wersji Office, niektórzy przedstawiciele władz zapowiedzieli, że tym samym Microsoft spełni wymagania stawiane przez stan w kwestii otwartości formatu dla dokumentów biurowych.

Na razie obowiązuje jednak wrześniowa decyzja i trwa debata. W połowie grudnia przed władzami wypowiadał się panel ekspertów, w którego skład weszli m.in. przedstawiciele Microsoftu i IBM. Zdaniem przedstawicieli pierwszej firmy dwa otwarte standardy - Open XML oraz OpenDocument - przyniosą użytkownikom więcej korzyści niż jeden, ponieważ stwarzają większe możliwości dokonywania wyboru. Z kolei przedstawiciel IBM przekonywał, że władze stanowe dokonały słusznego wyboru i nie powinny się z tego wycofywać.

Dodawał, że wystarczy jeden dobry otwarty standard, czyli OpenDocument, a konkurencja powinna dotyczyć aplikacji, a nie standardów.

Według nieoficjalnych wypowiedzi przedstawicieli władz, stan skłania się obecnie ku decyzji o akceptowaniu kilku standardowych formatów dokumentów zamiast jednego.

Dzięki temu Microsoft będzie mógł nadal konkurować w przetargach ogłaszanych przez agendy Massachusetts. Obecnie firma jest wykluczona z przetargów, ponieważ jej produkty nie obsługują OpenDocument.


TOP 200