Małe i duże akcje

W 2005 r. najwięcej można było zarobić, kupując akcje małych operatorów telekomunikacyjnych notowanych na GPW.

W 2005 r. najwięcej można było zarobić, kupując akcje małych operatorów telekomunikacyjnych notowanych na GPW.

Operatorzy telekomunikacyjni w Polsce mają stosunkowo nieliczną reprezentację na warszawskiej giełdzie. Do połowy ubiegłego roku można było inwestować w akcje jedynie czterech krajowych telekomów, przy czym trzy z nich działają w tradycyjnym i niezbyt popularnym segmencie telefonii stacjonarnej. Chodzi o narodowego operatora, który ze względu na wielkość znajduje się w większości portfeli funduszy emerytalnych, czyli Telekomunikację Polską, a także Netię i MNI (dawny Szeptel). Oprócz nich gracze mogli obracać też niewielkim pakietem akcji MediaTelu (większa część walorów należy do założycieli czyli rodziny Gawędów), specjalizującego się w hurtowym handlu ruchu telekomunikacyjnego. We wrześniu 2005 r. dołączył do tego grona niewielki operator świadczący potrójną usługę (telefon, Internet i telewizja kablowa) - warszawski Spray.

Można też zaryzykować stwierdzenie, że w telekomunikację inwestowali gracze kupujący akcje Elektrimu (dopiero w tym roku uprawomocniła się decyzja sądu mówiąca, że ta firma jest udziałowcem operatora Ery) czy Grupy Onet, która współpracuje ze Skypem, czyli jednym z większych komunikatorów internetowych umożliwiających rozmowy w technologii VoIP.

W tym roku na giełdzie zadebiutuje podobny do Spraya operator - katowicki Hyperion. Nie wiadomo natomiast, co stanie się z Multimedia Polska (również ma w ofercie potrójną usługę) - firmą, która wprawdzie już dawno zapowiedziała, że wejdzie na GPW, ale od tego czasu kilka razy odsuwała ten moment w czasie. Jak uczy doświadczenie, z dystansem należy też podchodzić do prób sprywatyzowania Exatela (dawne Tel-Energo połączone z Telbankiem) czy upublicznienia operatora komórkowej sieci Plus GSM, choć nowy szef tej firmy twierdzi, że jej przygotowanie do sprzedaży akcji nie wymaga dużo czasu.

Duże pieniądze

Utarło się uważać, że branża telekomunikacyjna należy do grona bardziej innowacyjnych firm, a więc takich, które dużo wydają na nowe rozwiązania technologiczne i inwestują w jakość oraz użyteczność usług. Co do poziomu inwestycji - zgoda. Tu nie ma wątpliwości: inwestycje TP sięgają rocznie ok. 3 mld zł. Utrzymanie i modernizacja sieci niemało kosztuje też największego alternatywnego operatora - Netię. Wydatki tych firm nie przekładają się jednak już od jakiegoś czasu na ich wyniki finansowe. To cecha wszystkich operatorów posiadających stacjonarne sieci telekomunikacyjne i świadczących usługi głosowe klientom indywidualnym za pomocą telefonu przyczepionego do gniazdka w ścianie. Telefonia stacjonarna jest stopniowo wypierana przez komórkową i Internet.

Dlatego sprzedaż samej TP topniała w ubiegłym roku kolejny raz z rzędu (jeśli odjąć przychody jej spółki zależnej, komórkowego operatora PTK Centertel). Netia, która wprawdzie rośnie, ale - jak do tej pory - jedynie dzięki przejęciom, też miała nie najlepszy rok. Nie udało się jej przejąć Telefonii Dialog, zaś Energis świadczący usługi przede wszystkim dla biznesu, więc komplementarny w stosunku do jej oferty, został przejęty przez GTS. Sukces na polu konsolidacji odniósł natomiast inny giełdowy telekom MNI (dawny Szeptel), który przejął Telefonię Pilicką. Sprzedaż MNI rośnie też dzięki usługom o podwyższonej płatności (tzw. premium rate), które spółka świadczy na rzecz branży medialnej.

MNI był zresztą w ubiegłym roku najszybciej rozwijającą się telekomunikacyjną firmą na GPW. Jego przychody wzrosły o ponad 92%, zysk operacyjny o blisko 74%, przy czym czysty zysk był ponad trzykrotnie wyższy niż w 2004 r.

Nic dziwnego, że inwestorzy szczególnie chętnie kupowali papiery tej firmy - lokując 100 zł na rok w papiery dawnego Szeptela, można było zarobić 73 zł. Tym samym akcje MNI dały najwyższą stopę zwrotu z inwestycji spośród wszystkich telekomów (73,22%). Niemal o tyle samo, ale w znacznie krótszym czasie, można było pomnożyć pieniądze, inwestując w papiery Spraya. Akcje firmy pojawiły się w notowaniach dopiero we wrześniu (wcześniej gracze mogli handlować prawami do akcji, czyli instrumentem zastępującym właściwe akcje do czasu aż sąd zarejestruje nową serię walorów). Znacznie mniej - niecałe 28% zysku przyniosła inwestorom Netia, a TP zaledwie 18,18%. Ci, którzy zainwestowali w akcje długo nierentownego MediaTelu, stracili. Jest pewna zależność między zyskami, które można było osiągnąć, lokując gotówkę w telekomunikacyjne firmy, a otoczeniem rynkowym, w którym te spółki działają. Kursy małych operatorów rosły najszybciej w drugiej połowie 2005 r., bo początek roku niczego podobnego nie wróżył. Urząd Regulacji Telekomunikacji i Poczty najpierw rozpisał przetarg, a potem wyłonił czwartego operatora telefonii komórkowej i przyznał mu licencję na świadczenie usług w technologii UMTS. Konkurs piękności wygrała spółka Netii i islandzkiego funduszu Novator. To wydarzenie nie wzbudziło entuzjazmu giełdowych inwestorów z kilku powodów. Wejście na rynek komórkowy, zdominowany przez trzy sieci GSM, to kosztowne, wymagające czasu i ryzykowne przedsięwzięcie. Z drugiej strony, takie rozstrzygnięcie przetargu nie wzbudziło też euforii w akcjonariuszach TP, która jest udziałowcem PTK Centertel. Nie mogło się im podobać, podobnie jak właścicielom PTC czy Polkomtela. URTiP zapowiedział wówczas, że będzie dążył do odgórnego wprowadzenia tzw. roamingu krajowego. Jak do tej pory nie udało mu się zrealizować tego planu. Urząd w poprzednim kształcie już nie istnieje, a nowy - Urząd Komunikacji Elektronicznej - ciągle nie ma szefa i jego efektywna działalność została właściwie sparaliżowana.

Drogie pomarańcze

W momencie gdy URTiP przyznawał licencję Netii Mobile (joint venture Netii i Novatora), TP posiadała 64% udziałów operatora Idei. Zmiana nazwy sieci na Orange, a potem przejęcie przez TP pozostałych 36% udziałów oraz towarzyszące tym procesom głosy krytyki stanowiły drugie istotne wydarzenie na polskim rynku telekomunikacyjnym. Także dla giełdowych graczy.

Rebranding Idei poprzedziła umowa Centertela ze spółką Orange Brand Services z grupy France Telecom. Komórkowy operator zobowiązał się w niej, że będzie rocznie płacił OBS 1,6% swoich przychodów za prawo do korzystania z brandu "Orange" i kilku innych usług. Chociaż Centertel nie jest firmą giełdową, to jego wyniki mają istotny wpływ na finanse TP. Dlatego jeden z mniejszościowych akcjonariuszy narodowego operatora - Mark Mobius, szef funduszu Templeton - zaprotestował. Sprawa otarła się o sąd. Grupę TP i FT uchroniły przed tym warunki transakcji, po której TP posiada wszystkie udziały Centertela. Narodowy operator zapłacił za 34-procentowy pakiet 4,88 mld zł, nieco mniej niż wynikałoby to z ówczesnych wycen podobnych firm na międzynarodowych rynkach. Usatysfakcjonowany Mobius miał pogratulować tych warunków zarządowi TP. Nadal jednak rebranding miał w tym czasie już innych, zaciekłych przeciwników.

Po tym, jak wybory parlamentarne wygrało Prawo i Sprawiedliwość, stało się jasne, że posłowie ugrupowania będą rozliczać poprzednie siły rządzące m.in. z prywatyzacji, w tym sprzedaży akcji TP francuskiemu operatorowi. Na specjalnie zwołanej konferencji przedstawiciele Centrum im. Adama Smitha i poseł PiS, Krzysztof Tchórzewski, zasugerowali, że rebranding to przykrywka, pod którą kryje się chytry plan zmniejszenia zysku do opodatkowania Centertela, a tym samym uszczuplenia budżetu państwa. Poseł skierował sprawę do prokuratury krajowej, a ostatnio akta zostały przesłane do warszawskiej Prokuratury Okręgowej i trwa postępowanie "w sprawie". Giełdowi inwestorzy zdają sobie sprawę, że nie ma nic bardziej niebezpiecznego dla narodowego operatora, jak brak przychylności w sferach rządzących, od których zależy m.in. tempo liberalizacji rynku telekomunikacyjnego w naszym kraju.

W interesie TP z całą pewnością nie leży szybkie otwarcie kolejnych segmentów rynku, takich jak hurtowa dzierżawa łączy (zwana też uwolnieniem abonamentu) WRL. Tymczasem dość szybko po wyborach, na stanowisko wiceministra resortu budownictwa i transportu, odpowiedzialnego m.in. za kwestie telekomunikacji, powołano Annę Streżyńską, związaną przez dłuższy czas z Instytutem Badań nad Gospodarką Rynkową. Wiceminister zapowiedziała przyspieszenie liberalizacji rynku telekomunikacyjnego, w tym uregulowanie takich kwestii jak roaming krajowy czy wprowadzenie na rynek MVNO, czyli operatorów wirtualnych sieci mobilnych. Na początku tego roku Anna Streżyńska została p.o. prezesa UKE. I rynek nie pozostał na to obojętny.

Przedwczesny entuzjazm inwestorów

W czwartym kwartale ubiegłego roku kursy Netii, MNI, Spraya i Mediatela wzrosły. Akcje Netii podrożały o ponad 24%, bo zaczął je właśnie kupować Novator. Papiery MNI zyskały ponad 59%, Spraya 95,31%. Za to Telekomunikacja Polska pociągnęła w dół telekomunikacyjny indeks (co jest logiczne, bowiem to jej interesy mogła naruszyć nowa sytuacja). Jej kurs stracił ponad 7%, a tzw. WIG-Telekom (indeks telekomów, w których TP dominuje) jako jedyny miał ujemną wartość.

Jeszcze w pierwszych dwóch miesiącach tego roku prace liberalizacyjne szły pełną parą. W marcu jednak sąd administracyjny, na wniosek prawników TP (zresztą w mało znaczącym procesie), stwierdził, że wiceminister Streżyńska to nie prezes UKE i nie może reprezentować regulatora (decyzje musi wydawać prezes, a nie "pełniący obowiązki", bo to twór pozostający w tym przypadku poza porządkiem prawnym). Szala zwycięstwa w walce o opóźnienie liberalizacji znowu przechyliła się na rzecz narodowego operatora. Analitycy rynku kapitałowego skrzętnie to odnotowali. Niektórzy zalecili giełdowym graczom przesiadkę z akcji Netii na papiery TP.

Wiceminister Anna Streżyńska wystartowała wprawdzie w konkursie na szefa UKE, ale z niego dość szybko odpadła. Kto zajmie to stanowisko, miało się wyjaśnić w drugim tygodniu kwietnia, ale z uwagi na kłopoty samej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji z legalnością jej powołania w nowym składzie, sprawa się przeciąga.

Niepewność legislacyjna nie przeszkadza giełdowym inwestorom lokującym w papiery najszybciej rozwijających się operatorów telekomunikacyjnych. Od początku roku podwoiła się wartość papierów MediaTelu. Za sprawą często zbyt daleko posuniętego optymizmu graczy rynkowe wyceny, szczególnie w czasie hossy, zmieniają się skokowo w reakcji na nawet najdrobniejsze informacje albo zapowiedzi przyszłych zdarzeń. W tym przypadku chodzi o często wspominane przez prezesa MediaTelu porozumienie z Polkomtelem. Wprawdzie stanowi ono, że operatorzy dopiero zaczną rozmowy w sprawie MVNO, ale ten drobiazg najwyraźniej inwestorom nie przeszkadza.

Spray, który buduje radiową sieć transmisji danych (LMDS) i ma się rozwijać także przejmując osiedlowe sieci kablowe, do tej pory przyniósł inwestorom w tym roku ponad 50-procentową stopę zwrotu i jest zaliczany do drogich firm. Na fali hossy akcje MNI zyskały ponad 73%. Tracą natomiast dwaj najwięksi i podlegający najwolniejszym przemianom gracze: Netia (ok. 10%) i TP.

Netia zapowiada, że w tym roku wyda całą gotówkę na budowę sieci w technologii WiMAX. Jej przychody - jak prognozuje zarząd - wzrosną niewiele, a rentowność spadnie. Kolejne lata mogą przynieść poprawę, jeśli Netia uruchomi sieć WiMAX i ruszy jej komórkowe ramię.

TP, która walczy o chociażby niewielki wzrost sprzedaży, po okresie ostrej restrukturyzacji ma przed sobą integrację z komórkowym ramieniem, inwestycje w internetową telewizję i naukę i odpowiedź na pytanie jak funkcjonować w erze . Na razie kupowanie akcji tych dwóch firm ma sens, jesli komuś zależy na dywidendzie. Albo wierzy, że znajdzie się chętny przejąć Netię.

Urszula Zielińska jest dziennikarką Gazety Giełdy Parkiet.


TOP 200