Linuxowi sceptycy

System operacyjny typu shareware ma szanse na sukces, ale sceptyków nie jest mało...

System operacyjny typu shareware ma szanse na sukces, ale sceptyków nie jest mało...

Nie każdy stara się wsiąść do pociągu z napisem Linux, nawet jeśli doniesienia prasowe i akcje reklamowe producentów starają się dowieść, że jest to transport we właściwym kierunku. Tych opornych można nazwać linuxowymi sceptykami. Czy mają oni rację, czy nie, to i tak wielu potencjalnych użytkowników Linuxa ma trudne zadanie stworzenia wizji powszechnego wdrażania tego popularnego shareware'owego systemu operacyjnego w sieciach korporacyjnych - nawet pomimo wyznań wiary ze strony wielkich przemysłu IT - firm Oracle, Intel, IBM i Netscape.

Największe marzenie najzagorzalszych zwolenników Linuxa to zwycięstwo nad Windows NT, ale sceptycy zżymają się na taki cel i oskarżają piewców Linuxa o przedkładanie celów politycznych (rywalizacja z Microsoftem) nad obiektywne dobro przemysłu.

Nie jest tak, że sceptycy nie lubią Linuxa. Większość z tych, którzy wdrożyli lub choć zetknęli się z tym już siedmioletnim dziełem rozpoczętym przez Linusa Torvaldsa, mówi o stabilności, skalowalności i elastyczności tego Unixa. Sharewarowy model rozwoju Linuxa także przyciąga rosnącą grupę zwolenników. Darmowy otwarty kod źródłowy jest wspierany przez nieskrępowaną armię programistów, biorących udział w tworzeniu systemu, aktualizując go gratisowo i usuwając błędy. Wszelkie dziury w tej materii są, jak twierdzą fani Linuxa, szybko wypełniane przez twórców komercyjnych produktów, takich jak Red Hat czy Caldera Systems.

Jednakże sceptycy uważają, że tylko głupcy zamiast posłużyć się sprawdzonym produktem od uznanego dostawcy - rzucają się w wir biznesu, ufając wyłącznie systemowi opartemu na nieformalnych stosunkach, kontrolowanemu i wspieranemu nadal przede wszystkim przez społeczność swoich użytkowników (bez względu na to, jak zdolna jest ta społeczność).

Uważam Linuxa za bardzo silny i stabilny system operacyjny - mówi Frank Buechler, administrator sieci w dużej amerykańskiej firmie wytwórczej. - Jednakże nie wydaje mi się, że szybko nastanie jego czas w środowisku korporacyjnym. Buechler cytuje często podnoszony wobec Linuxa zarzut, będący głównym argumentem linuxowych sceptyków - Linux to wciąż system operacyjny dla maniaków, taki który wymaga niezgorszej wiedzy przy konfigurowaniu i obsłudze.

Nabycie tej wiedzy - zdaniem sceptyków - wymaga nie lada wysiłku. O ile wsparcie techniczne jest w przypadku komercyjnych dostawców powszechnym zwyczajem, o tyle najpopularniejszym sposobem na radzenie sobie z kłopotami przy Linu-xie pozostają internetowe grupy dyskusyjne. Według fanów tego systemu operacyjnego metoda ta doskonale zdaje egzamin, ale nie wszyscy się z tym zgadzają...

Zdaniem niektórych specjalistów sieciowych Linux nie zaistnieje w środowisku biznesowym, dopóki nie zostanie stworzony centralny ośrodek zajmujący się wsparciem technicznym. Twierdzą oni, że żaden poważny biznes nie będzie w krytycznych momentach opierał się wyłącznie na odpowiedzi (lub jej braku) mającej rozwiązać aktualny problem systemowy, przesłanej w grupie dyskusyjnej przez np. 17-letniego wyznawcę kultury techno.

Ci sami sceptyczni specjaliści uważają, że jakikolwiek markowy Linux, aby zdobyć masową akceptację, potrzebuje graficznego interfejsu użytkownika (GUI), mogącego rywalizować z tymi, w które są wyposażone systemy Windows i Macintosh. Właśnie ta opinia sceptyków bardzo drażni linuxowych purystów, którzy twierdzą, że wspaniałe możliwości systemu są warte poświęcenia przyjaznego użytkownikowi GUI na rzecz wypróbowanych wierszy zleceń.

Graficzne interfejsy użytkownika są już opracowane dla opartych na Linuxie produktów, a znacznie więcej pojawi się ich w najbliższej przyszłości - twierdzi Paul McNamara, wiceprezes Red Hat. - Użyteczność to czynnik, który jest najważniejszy na naszym rynku. Obecnie skupiamy się na serwerze, a większość pracujących z nim administratorów to prawdziwi komputerowi profesjonaliści - ludzie, którzy nawet gdy pracują z Windows NT, wyłączają GUL

Szacuje się że około 120 000 programistów jest czynnie zaangażowanych w pracę nad udoskonalaniem wyłącznie jądra Linuxa. Na pytanie: co jest przyczyną tego, że Linux tak szybko zaszedł tak daleko, odpowiadamy, że ten model przede wszystkim zapewnia lepszą technologię - mówi Paul McNamara.

I znowu kwestią nie jest, czy Linux ma swoich lojalnych zwolenników i zdolność do przetrwania, ale to, czy rozwinie się w potężnego gracza na arenie korporacyjnej? Wśród producentów bacznie przyglądających się Linuxowi jest Lotus - menedżerowie firmy, która stworzyła Notes i Domino, nie są jednak wcale pewni odpowiedzi na to pytanie.

Nie mamy na razie zamiaru łączyć biznesu z Linu-xem, ponieważ wiele doniesień na temat tego systemu wyolbrzymia fakty - mówi Cliff Reeves z Lotusa. Nie jest to jeszcze rzeczywistość w kryteriach adaptacji w biznesie. Jego zdaniem, aby czuć się usatysfakcjonowanym, potrzeba lepszego udokumentowania większej stabilności Linuxa na drodze modelu share-ware'owego i otwartego kodu źródłowego.

Ludzie zajmujący się w przypadku Linuxa marketingiem zbyt łatwo przyswajają sobie sposób widzenia CEO firmy Oracle Larry'ego Ellisona, polegający na zwalczaniu Microsoftu. Nie ma to nic wspólnego z dobrem klientów - mówi Reeves - to jest jak krucjata przeciw wielkiemu Szatanowi.

Jeśli jednakże okaże to się potrzebne, to związanie Linuxa z produktami Lotusa będzie - jak zapewnia Cliff Reeves - bardzo łatwe: To po prostu jeszcze jeden Unix, a mamy już do czynienia z trzema.

Potencjalni klienci Linuxa i specjaliści mają jeszcze inne pytania: Czy społeczność Linuxa będzie chciała się zajmować problemami ze sterownikami sprzętu mającego już np. 5 lat? A z drugiej strony - czy będzie ona wystarczająco szybko reagować na pojawianie się nowego sprzętu i modyfikacje systemów i urządzeń. Część z nich przyznając, że Linux to dobry system, wątpi, że wejdzie on na rynek masowy.

Innym problemem jest brak przewidywalności. Z korporacyjnego punktu widzenia wybór zmieniającego się systemu, jakim jest, Linux, który nie ma pojedynczego punktu kontroli, może być ryzykowny. W przypadku Linuxa nie ma „mapy" z trasą, według której można by choć w przybliżeniu przewidywać, gdzie znajdzie się ten system operacyjny za jakieś 18 czy 24 miesiące. Linux skierujecie tam, gdzie jego społeczność zdecyduje.

Większość opisuje społeczność Linux'a jako koleżeńską i pełną poświęcenia, ale nie wszyscy mieli z nią przyjemne doświadczenia Mitchell Regenbo-gen - prawnik z Nowego Jorku - jakiś czas temu zdecydował się wypróbować Linuxa, aby docelowo użyć go w swojej kancelarii.

Nieważne, czy bardziej funkcjonalny i stabilny, czy nie - ostatecznie doszedłem do wniosku, że musiałbym poświęcić mu albo czas równy pełnemu etatowi, albo cały czas wolny, po to by dojść tam, gdzie byłem z Windows 3.1 pięć lat temu - mówi Regenbogen. -Mając do wyboru: zmienić z powodu Linuxa swoje życie albo poddać się, wybrałem to drugie.

Po podzieleniu się swoją historią w linuxowej grupie dyskusyjnej stał się obiektem gwałtownej napaści kilku „lojalistów" Linuxa, którzy oskarżyli go o brak chęci do nauki. Czy te zarzuty były uzasadnione, czy nie - taki typ reakcji jest przytaczany przez krytyków Linuxa, którzy twierdzą, że część członków linuxowej społeczności bywa nieuprzejma dla nowicjuszy, by nie powiedzieć - wroga.

To tylko kilka czarnych owiec - bronią się bardziej uprzejmi fani Linuxa. Ludzie ci nie powiedzą złego słowa na swój system, twierdząc, że meandry przy uczeniu się, sprawy obsługi i wsparcia technicznego dowodzą, że Linux nie jest dla każdego.

Oczywiście, linuxowi sceptycy też tak sądzą.