Linus, śpiesz się powoli!

Z Tomaszem Kłoczko, wiceprezesem Polskiej Grupy Użytkowników Linuxa i członkiem zespołu Polish Linux Distribution, rozmawia Rafał Jakubowski.

Z Tomaszem Kłoczko, wiceprezesem Polskiej Grupy Użytkowników Linuxa i członkiem zespołu Polish Linux Distribution, rozmawia Rafał Jakubowski.

Dotychczas tylko Microsoftowi zarzucano, że spóźnia się z nowymi wersjami systemów operacyjnych. Dlaczego na nowe jądro Linuxa 2.4 trzeba było czekać aż rok dłużej niż zapowiadano?

Przede wszystkim trzeba podkreślić to, że nikt niczego nie obiecywał. Od czasu do czasu pojawiał się jakiś termin, ale był on co najwyżej spekulacją, kiedy pojawi się ostateczna wersja. Nad rozwojem jądra pracują ludzie, którzy nie mają żadnych zobowiązań. Czas opublikowania kolejnych wersji jądra nie jest objęty żadnym harmonogramem. Udostępnienie kolejnej wersji jest uzależnione wyłącznie od tego, czy udało się wprowadzić zaplanowane zmiany. Pośpiech znacznie pogarsza jakość. Naciski na zespół pracujący nad nowym jądrem, mające na celu przyspieszenie prac, mogą przynieść jedynie negatywne skutki. Przykładem może być wersja 2.0.26 jądra. Na szybkie jej opublikowanie naciskała firma Red Hat Software. Wkrótce okazało się, że system nie był stabilny.

Jak kształtuje się ruch open source w Polsce? Ile osób rozwija tego typu oprogramowanie?

Duże polskie firmy nie angażują się w rozwój tej platformy. Wystarczy podać przykład Prokomu, który tworząc oprogramowanie Płatnik nie przygotował wersji na Linuxa. Polskie środowisko rozwijające system koncentruje się wokół ośrodków akademickich. Ostatnio Wirtualna Polska w domenie oss.pl stworzyła polski serwis dla programistów, ale czy on się rozwinie, czas pokaże.

Ogólnie środowisko linuxowe jest rozczłonkowane. To zupełnie naturalne i wcale nie jest to negatywne zjawisko. Tworzą się małe grupy zainteresowanych konkretnymi tematami. Niektórzy sami pracują nad projektami, inni uczestniczą w projektach zagranicznych. Liczbę osób aktywnie zaangażowanych w rozwój Linuxa w Polsce można szacować na ok. 1 tys.

Zwarta grupa powstała wokół projektu Polish Linux Distribution (PLD). W ten projekt włożono już dużo pracy. Przykładowo liczba "speców", czyli plików opisujących tworzenie pakietów, przekroczyła już 2 tys., a na serwerze FTP znajduje się 1,3 tys. pakietów. Na świecie istnieje ok. 70 dystrybucji. PLD jest jedną z niewielu opierających swoje działania na CVS (Concurrent Versioning System), narzędziu pomagającym w organizacji tworzenia projektu, przydatnym zwłaszcza gdy pracuje nad nim wiele osób. CVS pozwala na śledzenie zmian, a to sprzyja wychwytywaniu błędów i ich minimalizowaniu. Od czasu powstania CVS przed dwoma laty każdy z dostępnych pakietów był w tym okresie modyfikowany od 10 do nawet 200 razy.

Jak polscy programiści przyczyniają się do rozwoju Linuxa?

Wiele osób zaczyna od polonizacji manów, czyli "instrukcji obsługi" programów. W ten sposób poznają oni projekt i zaczynają się w niego angażować. Stricte polskim projektem tworzonym w CVS na Polish Linux Distribution jest solid-pop3d - mały, a zarazem bezpieczny serwer POP.

Wielu Polaków angażuje się również w prace prowadzone za granicą. Niektóre projekty międzynarodowe zostały przejęte przez Polaków. Przykładem może być pakiet narzędziowy shadow, służący do administrowania systemem, którym wcześniej przez 5 lat zajmował się Amerykanin. Przejęty został również, zaniedbany już nieco, program ispell, służący do sprawdzania pisowni. Polacy kierują także pracami nad rozwojem oprogramowania pinfo, będącego przeglądarką plików info i man, które jest dostępne w większości dystrybucji. Polacy są również aktywni na listach związanych z bezpieczeństwem, gdzie wychwytują wiele dziur w oprogramowaniu. Można powiedzieć, że w tym zakresie jesteśmy bardziej aktywni niż inne kraje.

W ramach ruchu Linuxa istnieje sporo konkurujących ze sobą obozów. Czy Linuxowi nie grozi zatem podział, gdy Red Hat Software, SuSE czy Caldera zechcą skomercjalizować swój wkład w rozwój tego systemu?

Licencja, na której udostępniany jest Linux i wiele aplikacji, gwarantuje, że nie da się tego zawłaszczyć. Firma, która chciałaby tego dokonać, podcięłaby gałąź, na której siedzi. Wiele osób zaangażowanych obecnie w rozwój systemu, odwróciłoby się od niej. Byłoby to dla niej tym groźniejsze, że z tego środowiska rekrutuje się większość pracowników firm linuxowych. Może takiej firmie udałoby się zrealizować kilka projektów, ale na dłuższą metę nie byłaby w stanie nic zrobić.

Ostatnie pytanie nieco prowokacyjne. Co by się stało, gdyby zabrakło Linusa Torvaldsa?

Nic by się nie stało. Projekt rozwoju jądra jest ogromny. Nie tylko Linus Torvalds zajmuje się jego rozwojem. Może niewiele osób zdaje sobie z tego sprawę, ale w ten proces jest zaangażowanych kilkadziesiąt osób, z których każda odpowiada za poszczególne obszary. Może początkowo powstałoby kilka alternatywnych wersji jądra, ale szybko wyłoniono by nowego lidera. Proces ten przebiegałby niejako w naturalny dla środowiska linuxowego sposób.


TOP 200