Licencjonowanie na rozdrożu

Modyfikacja polityki licencjonowania oprogramowania jest procesem nieuniknionym, ale jej forma jest wynikiem ścierania się przeciwstawnych tendencji. Z jednej strony naturalnego dążenia użytkowników do ograniczenia kosztów, a z drugiej niechęci producentów do zbytniego ograniczania zysków i dochodów ze sprzedaży aplikacji.

Na ten względnie prosty obraz gry rynkowej nakładają się ostatnio dodatkowe elementy - technologie wirtualizacji, procesory wielordzeniowe oraz usługi takie jak SaaS (Software as a Service - oprogramowanie oferowane jako usługa), które powodują niepewność kosztów i zamieszanie utrudniające planowanie rozwoju systemów.

Jest to zapewne jedną z przyczyn, że wyniki ankiety przeprowadzonej w USA wśród użytkowników korporacyjnych przez firmę Macrovision wykazały, iż tylko 28% z nich jest zadowolonych z polityki licencyjnej dostawców oprogramowania. W praktyce oznacza to, że producenci, którzy zaoferują nowe, atrakcyjne dla użytkowników modele sprzedaży aplikacji mogą poważnie liczyć na zwiększenie swoich udziałów w rynku.

Nie ulega wątpliwości, że klasyczne metody licencjonowania za serwer lub procesor staja się przeżytkiem coraz trudniejszym do utrzymania. Ale tak jak użytkownicy dążą do minimalizacji kosztów, producenci starają się uzyskać przewidywalny strumień dochodów ze sprzedaży oprogramowania. Dlatego też "nie chcą zbyt szybko zmieniać modeli licencjonowania obawiając się spadku dochodów" - mówi Alvin Park wiceprezes Gartner Research.

SaaS - korzystaj i płać

Przykładem nowych zasad może być SaaS, gdzie typowe metody licencjonowania to opłaty wnoszone miesięcznie lub za użytkownika, co z reguły oznacza mniejsze koszty dla użytkowników w porównaniu do klasycznych modeli sprzedaży licencji zwłaszcza, że SaaS oferuje dodatkowe oszczędności związane z eliminacją kosztów zakupu sprzętu i finansowania wdrożenia.

Badanie Macrovision jasno pokazuje jakie są preferencje użytkowników. W porównaniu do ubiegłego roku o 7% spadła liczba firm, które zamierzają kupować klasyczne licencje, a połowa z ankietowanych preferuje właśnie licencje płatne miesięcznie, rocznie lub w uzgodnionych okresach.

Producenci wydają się dobrze dopasowywać do tych oczekiwań, bo z 33% do 40% wzrosła liczba firm, które oferują subskrypcję oprogramowania, a 60% zamierza ją wprowadzić do oferty najpóźniej w 2007 roku.

Jak liczyć CPU

Na masowym rynku serwerów x86 procesory 2-rdzeniowe pojawiły się w ubiegłym roku i obecnie są już standardem w nowych modelach sprzętu, a wkrótce pojawią się procesory wyposażone w 4 jednostki CPU. IDC przewiduje jednak, że dopiero w 2008 roku ponad połowa serwerów zainstalowanych w korporacjach będzie wyposażona w układy zawierające więcej niż jeden rdzeń.

Ale dostawcy oprogramowania już teraz obawiają się, że tego typu procesory mogą istotnie ograniczyć ich zyski, bo oferują znacznie wyższą wydajność przetwarzania w porównaniu do układów klasycznych. Z drugiej strony użytkownicy mają przeciwne wątpliwości - obawiają się, że nowe modele licencjonowania, które nie będą bazowały na liczbie fizycznych układów zainstalowanych w komputerach, mogą oznaczać wyższe koszty zakupu oprogramowania.

Obecnie pojawia się coraz więcej i coraz bardziej skomplikowanych koncepcji sprzedaży licencji. Na przykład BEA Systems i Microsoft zdecydowały się na sprzedaż licencji opartych na liczbie fizycznych procesorów (na razie model ten dotyczy tylko układów 2-rdzeniowych).

Oracle proponuje inne rozwiązanie - liczba licencji jest liczona przy uwzględnieniu specjalnego mnożnika tzw. "processor factor" uwzględniającego liczbę rdzeni CPU. Mnożnik ten wynosi 0,5 dla procesorów 4-rdzeniowych, 0,25 dla 8-rdzeniowych itp. Przedstawiciele tej firmy zapewniają, że dla użytkowników jest to korzystniejsze rozwiązanie niż stosowane dotąd.

Ale najbardziej skomplikowany model licencjonowania wymyślił IBM. Obecnie firma ta liczy liczbę jednostek CPU, a na każdą przypada pół licencji, ale wraz z wprowadzeniem intelowskich układów 4-rdzeniowych, IBM zamierza wprowadzić specjalną miarę wykorzystującą tzw. czynnik PVU (Processor Value Units). PVU wykorzystuje skomplikowaną formułę do obliczenia liczby niezbędnych licencji i mnożnik określany indywidualnie dla każdego nowego modelu procesora. Według IBM ma on odzwierciedlać rzeczywistą moc obliczeniową układów.

Teoretycznie jest to rozsądne rozwiązanie, przynajmniej przy założeniu, że praktyczna wydajność procesorów będzie dobrze określana przez PVU.

Wirtualne licencje

Schematy sprzedaży licencji dla serwerów z procesorami wielordzeniowymi są ważną przymiarką do licencjonowania aplikacji dla systemów wykorzystujących mechanizmy wirtualizacji. A według badań IBM, aż 54% klientów tej firmy planuje zacząć implementację tej technologii w systemach produkcyjnych jeszcze przed końcem 2006 roku. Według przewidywań Forrester Research, nowe modele licencjonowania dla korporacyjnych serwerów wirtualnych zostaną jednak wprowadzone przez większość dostawców dopiero w 2008 roku.

Dwa najbardziej prawdopodobne modele licencjonowania to sprzedaż uwzględniająca średnią liczbę wirtualnych obrazów aplikacji wykorzystywanych przez użytkownika lub też prostsze rozwiązanie - licencja na fizyczny serwer w ogóle nie uwzględniająca liczby wirtualnych kopii wykorzystywanej aplikacji.

Niektórzy producenci, przymierzają się jednak do sprzedaży licencji na każdą wirtualna kopię aplikacji. Na przykład Microsoft wymyślił ideę licencjonowania każdej działającej kopii oprogramowania (tzw. running instance - uruchomiona instancja) co według tej firmy jest rozsądnym rozwiązaniem ponieważ uwzględnia rzeczywiste potrzeby użytkowników - płacą oni za tyle kopii programów ile rzeczywiście wykorzystują.

Niezależnie jednak jaki model przeważy, nie ulega wątpliwości, że użytkownicy nie będą chcieli płacić więcej niż w wypadku systemów nie wykorzystujących mechanizmów wirtualizacyjnych.