Łagodne hamowanie

Według ekonomistów, obecny rok powinien być dla gospodarki stosunkowo pomyślny, choć tempo wzrostu PKB niewątpliwie zwolni, a inflacja przyspieszy.

Nikt nie ma wątpliwości, że miniony 2007 r. był jednym z najlepszych w historii transformacji. Produkt krajowy brutto zwiększył się prawdopodobnie o 6,5%, istotnie zmalało bezrobocie (do około 11%), znacząco wzrosły dochody firm i gospodarstw domowych, przedsiębiorstwa zaczęły intensywniej inwestować. Inflacja przez większą część roku utrzymywała się na bardzo niskim poziomie. W ostatnich miesiącach za sprawą czynników globalnych zaczęła wprawdzie rosnąć szybciej, ale powodu do bicia na alarm na razie nie ma. Przyspieszenie inflacyjne objęło wszystkie kraje, a sprawcami są drożejące paliwa i żywność.

W obecnym roku gospodarka nie będzie się już rozwijać tak szybko, jak w ubiegłym roku. Ekonomiści przewidują, że dynamika wzrostu PKB nie przekroczy 5,5%. Gospodarkę nadal napędzać będzie popyt wewnętrzny, konsumpcja i inwestycje, a wpływ eksportu pozostanie ujemny. Według prognoz, konsumpcja prywatna utrzyma tempo 5-6-proc., natomiast inwestycje zwolnią z obecnych 20% do około 15%. Istotną barierą wzrostu gospodarczego może okazać się deficyt odpowiednio wykwalifikowanych pracowników. Od dłuższego czasu niektóre branże, jak budownictwo czy handel, cierpią z powodu braku rąk do pracy. Teraz problem ten dotyka również inne branże, produkcyjne i usługowe. Firmy, by zatrzymać pracowników, muszą podnosić płace, co prowadzi do wzrostu kosztów wytwarzania. Nie zachęca to do rozwijania produkcji, a może także zahamować przypływ bezpośrednich inwestycji zagranicznych, których udział we wzroście gospodarczym był ostatnio coraz bardziej znaczący.

Sytuacja na rynku pracy i presja na wzrost płac rodzi zagrożenie inflacyjne. Jest ono tym silniejsze, że czynniki zewnętrzne, które w ostatnich miesiącach napędzały inflację, raczej nie wygasną w najbliższym czasie. Zarówno globalny popyt na żywność, jak i na paliwa będzie prawdopodobnie rósł, a wraz z nim ceny. Oprócz tego w nadchodzących miesiącach czekają nas podwyżki cen energii (5-10%). Żaden z ekonomistów nie podziela opinii, że w bieżącym roku ceny wzrosną o 2,3%, jak założył resor finansów. Według większości prognoz, średnioroczna inflacja wyniesie 3,2%. Rada Polityki Pieniężnej będzie oczywiście interweniować i podnosić stopy procentowe. Przewiduje się, że w tym roku czekają nas trzy-cztery podwyżki, z czego jedna lub dwie już w pierwszym kwartale. Ostatecznie główna stopa procentowa (tzw. referencyjna) na koniec roku miałaby wzrosnąć z obecnych 5% do 5,75-6%. To jednak nie powstrzyma dynamiki cen w najbliższym czasie. Efekty podwyżek stóp są bowiem odczuwalne po kilku kwartałach.

Najgorzej zapowiada się pierwszy kwartał. Ekonomiści przewidują, że na koniec marca inflacja może sięgnąć nawet 4%. Wzrost gospodarczy także będzie stosunkowo niski, prawdopodobnie niższy niż 5,5%, bo baza od której zostanie policzony, jest wyjątkowo wysoka (w pierwszym kwartale 2006 r. PKB zwiększył się o 7,2%). To zapewne obniży trochę nastroje i być może okresowo ostudzi również zapał do inwestowania. W następnych miesiącach inflacja powinna już nieco zwolnić, a wzrost gospodarczy przyspieszyć. Niektórzy ekonomiści uważają jednak, że dopiero w 2009 r. inflacja zejdzie do poziomu celu wyznaczonego przez Radę Polityki Pieniężnej (2,5%).

Nie ulega natomiast wątpliwości, że obecny rok będzie kluczowy dla dalszego rozwoju gospodarczego. Potrzebne są reformy strukturalne, które stworzą możliwości kontynuowania wysokiego i zrównoważonego wzrostu. Chodzi przede wszystkim o pokonanie bariery, jaką jest obecnie strukturalny deficyt na rynku pracy. Problem można złagodzić, ograniczając możliwości przechodzenia na wcześniejsze emerytury oraz liberalizując zasady zatrudniania pracowników zza wschodniej granicy. Jeśli rząd nie podejmie odpowiednich decyzji w tym zakresie, prognozy na kolejny rok będą znów trochę gorsze, a obecny rok pożegnamy z żalem, jak ten, który się właśnie skończył.


IBM Think Digital Summit Poland, 16-17 września 2020
TOP 200