Łącz się kto może

Wzbiera kolejna fala konsolidacji. Z jednej strony to efekt doraźnej walki między największymi grupami kapitałowymi w IT, z drugiej zaś przygotowanie do oczekiwanego wejścia na polski rynek wielkich zagranicznych integratorów i usługodawców. Trzeba będzie z nimi albo zaciekle konkurować, albo sprzedać się im za dobrą cenę.

Wzbiera kolejna fala konsolidacji. Z jednej strony to efekt doraźnej walki między największymi grupami kapitałowymi w IT, z drugiej zaś przygotowanie do oczekiwanego wejścia na polski rynek wielkich zagranicznych integratorów i usługodawców. Trzeba będzie z nimi albo zaciekle konkurować, albo sprzedać się im za dobrą cenę.

Po ostatniej transakcji między Softbankiem i Asseco oraz ogłoszonym tydzień później połączeniu ComputerLandu z Emaxem można było nabrać przekonania, że konsolidacja jest specjalnością branży informatycznej. Tymczasem analitycy PricewaterhouseCoopers wyliczyli, że w ubiegłym roku wartość transakcji fuzji i przejęć w polskiej gospodarce wyniosła 8 mld USD, z czego na IT przypadło zaledwie ok. 4%.

Musimy stanąć w obronie wizerunku branży, bo statystyka fałszuje obraz tempa i skali konsolidacji rynku IT. PricewaterhouseCoopers zalicza do transakcji M&A (od Mergers and Aquisitions) także prywatyzacje hut czy banków, a jak wiadomo Skarb Państwa nie jest liczącym się uczestnikiem na rynku informatycznym. Konsolidacja w IT to proces w czystej podręcznikowej postaci. Łączą się i przejmują firmy prywatne i spółki giełdowe. U podłoża decyzji leżą motywy biznesowe, nie polityczne i społeczne.

Nawet jeśli nie zmienią się kryteria badawcze, z pewnością w przyszłorocznym podsumowaniu konsolidacji w Polsce branża IT wypadnie bardziej okazale. Wystarczy spojrzeć na liczbę i wartość transakcji z pierwszych pięciu miesięcy 2006 r. Asseco przejmuje Softlab i WA-PRO, następnie łączy się z Softbankiem i finalizuje akwizycje w Czechach. ComputerLand przejmuje Emax, Wasko wchłania spółkę Hoga.pl i zajmuje jej miejsce na giełdzie. Jak Feniks z popiołów odradza się Bull i kupuje firmę AMG.net, by wprowadzić ją na rynki międzynarodowe.

Wewnętrzne M&A w Prokomie

Łącz się kto może

Udział transakcji fuzji w poszczególnych sektorach w Europie Środkowej, Rosji i na Ukrainie

Mariaż Softbanku z Asseco dla większości naszych rozmówców nie był niespodzianką. Obie spółki należące do grupy Prokomu działają w obszarze bankowości, ale konkurują ze sobą w niewielkim zakresie. Zaskoczeniem mogła być jedynie dominująca rola Asseco w tej transakcji, mimo że Softbank jest spółką większą, lepiej rozpoznawaną. Przez czternaście lat Comp Rzeszów rósł organicznie, stabilnie, przy doskonałej rentowności. Od chwili wejścia na giełdę spółka przemianowana na Asseco stała się liderem konsolidacji. Za sprawą fuzji i przejęć skala biznesu powiększyła się czterokrotnie.

Adam Góral nie ukrywa, że szczególnie cieszy się z pozyskania czeskiej spółki PVT, którą Prokom wniósł aportem do Asseco przy okazji umowy z Softbankiem. Prezes Asseco jest wierny koncepcji utworzenia silnej regionalnej grupy software'owej, tworzącej aplikacje na zamówienie instytucji finansowych oraz systemy wspomagające zarządzanie dla przedsiębiorstw. Bezpośrednie inwestycje na Słowacji, zapowiadane akwizycje w Czechach i Rumunii to tylko część planu. Dzięki współpracy z zagranicznymi, głównie niemieckimi bankami Asseco ma szansę wypłynąć na rynkach niemieckim, rosyjskim i ukraińskim.

Połączenie Softbanku z Asseco sprowokowało pogłoski o zbliżającej się transakcji między innymi spółkami grupy Prokomu - Spin SA i ABG Ster-Projekt. Ruch wydaje się tak logiczny, że nawet spółki mają kłopot z przekonującym dementowaniem rynkowych doniesień.

Niebawem rozstrzygnie się, czy Prokom zdecyduje się na zwiększenie zaangażowania w firmie Comp SA. Ta miałaby skupiać kompetencje w dziedzinie bezpieczeństwa IT w grupie Prokomu. Branym pod uwagę scenariuszem jest wniesienie do Compu spółki Safe Computing, którą Prokomdopiero co odkupił od Net Technology.

TFI ComputerLand

Największą wartość spośród tegorocznych fuzji - w akcjach i gotówce ok. pół miliarda złotych - ma połączenie ComputerLandu z Emaxem. Obu firm do sensu konsolidacji nie trzeba przekonywać, obie od lat w niej uczestniczą.

ComputerLand przez 10 lat przeprowadził 30 transakcji M&A. W ubiegłym roku reaktywowany dział odpowiedzialny za fuzje i przejęcia wziął pod lupę 200 spółek informatycznych. Ostatecznie kupiono kilka. "Do transakcji podchodzimy bardzo restrykcyjnie, w oparciu o praktyki stosowane przez fundusze private equity" - mówi Tomasz Piętka, dyrektor działu fuzji i przejęć w ComputerLandzie, wcześniej zatrudniony w funduszu venture capital.

"Firm o przychodach powyżej 50 mln zł, które mogłyby być interesującym uzupełnieniem naszej oferty, pozostało niewiele. Większy jest wybór wśród mniejszych spółek, ale w tym przypadku efekt przejęcia jest mniej zauważalny dla akcjonariuszy" - mówi Tomasz Piętka. Na pewno kierownictwo ComputerLandu nie musi obawiać się, że akcjonariusze nie dostrzegą fuzji z Emaxem. Oferta obu spółek w dużej mierze jest komplementarna. Energetyka, która jest silną stroną Emaxu, nie była dotąd wystarczająco silnie reprezentowana w przychodach ComputerLandu, który tradycyjnie opierał się na dwóch filarach - sektorze bankowym i telekomunikacyjnym. Teraz dodatkowo umocnił się w sektorze publicznym.

Przyczajony tygrys

"Kilku dużych międzynarodowych usługodawców IT bacznie przygląda się polskiemu rynkowi" - mówi Jerzy Kalinowski, partner w firmie doradczej KPMG. Nie chce zdradzić nazw, bo wśród nich są klienci KPMG. Potwierdza tę opinię Tomasz Sielicki, który przyznaje, że rozmowy o ewentualnej sprzedaży ComputerLandu prowadzili z nim wszyscy liczący się gracze międzynarodowi. Również trwające porządki w Grupie Prokom bywają odczytywane jako przygotowanie do sprzedaży największej firmy IT o polskim rodowodzie któremuś ze światowych potentatów.

O fuzjach i przejęciach wie prawie wszystko fińsko-szwedzka grupa TietoEnator. Jej historia to kronika ponad 60 transakcji, dzięki którym skandynawska firma jest dziś jednym z największych niezależnych dostawców usług w Europie, o przychodach 1,7 mld euro rocznie. Działa na wszystkich głównych rynkach europejskich z wyjątkiem Hiszpanii i Polski. TietoEnator robił jakiś czas temu przymiarki do polskiego rynku, ale na tym się skończyło. Nadal jednak firma wymieniana jest jako główny kandydat do akwizycji w Polsce.

Lista nieobecnych w Polsce firm, które mogłyby włączyć się do rywalizacji z ComputerLandem, Prokomem oraz polskimi oddziałami IBM i HP jest znacznie dłuższa - japoński NTT Data, amerykańskie Perrot Systems, Lockheed Martin Integration and Technical Services, brytyjska Logica, hiszpańska Indra, skandynawska WM Data, hinduskie Infosys i Wipro. Wszystkie mają w strategie wpisane akwizycje zagraniczne.

Z czołówki globalnych graczy część działa już w Polsce, ale na małą skalę. Z tonu spuścił EDS, który głównie obsługuje międzynarodowych klientów korporacji. Na razie przycichła sprawa budowy w Polsce centrum usługowego, zatrudniającego 2-3 tys. osób.

Inny gigant usługowy CSC mógł na dobre zaistnieć na polskim rynku dzięki projektom realizowanym dla PZU, ale szybko zniechęcił się niepowodzeniami. Od końca lat 90. działa w Polsce CGI Group (wcześniej jako AMS), ale i w tym przypadku trudno mówić o wysokim priorytecie przyznanym polskiemu rynkowi. Zatrudniająca na świecie 25 tys. pracowników firma w polskich biurach ma 50 etatów, do końca roku zwiększy zatrudnienie o 10 osób. Francuski Atos Origin, także reprezentant ścisłej europejskiej czołówki IT, może pochwalić się w Polsce sprzedażą porównywalną z lokalnymi firmami MacroSoft, Teta czy lubelska Anica.

"Od dawna dostrzegamy, że zagraniczne firmy poszukują w naszym regionie dużego gracza. Proszę jednak pamiętać, że Prokom i ComputerLand to są duże firmy tylko z polskiej perspektywy. Na zagranicznych inwestorach ta skala nie robi wrażenia" - mówi Krzysztof Krawczyk, partner w funduszu Innova Capital, który był odpowiedzialny za sprzedaż spółki francuskiemu Bullowi. Dodaje, że ostatnie transakcje mogą podnieść notowania naszego rynku IT w oczach inwestorów, którzy oczekują tu wzmożonej konsolidacji.

Czy ta zwłoka się opłaca? Liczba firm, którymi mogliby być zainteresowani Finowie z TietoEnatora, Hiszpanie z Indry czy Amerykanie z EDS nie jest znowu aż tak duża. Dla wszystkich nie starczy integratorów o przychodach miliarda złotych. "W tym biznesie warto poczekać. Wystarczy spojrzeć jak wyglądały największe polskie spółki dwa lata temu, a jak wyglądają teraz. Inwestorzy wolą kupić spółkę zrestrukturyzowaną, dobrze uzbrojoną do walki rynkowej. Pewnie trzeba będzie za nią zapłacić więcej, ale jednocześnie obniża się ryzyko niepowodzenia akwizycji" - mówi Krzysztof Krawczyk.

Wykluczeni? Nie tak szybko

Rosną Prokom i ComputerLand. Mniejszy Comarch nie przejawia zainteresowania udziałem w konsolidacji krajowej sceny, wyraźnie stawia na eksport. Za plecami trójki jest za to kilkanaście firm o rocznej sprzedaży w przedziale 50-150 mln zł. Przykłady to , Wola Info, , Qumak-Sekom, Alma. Zwolennicy konsolidacji, odrzucający inne niż M&A scenariusze rozwoju, widzą dla tej grupy ograniczone pole manewru.

Pierwszy scenariusz jest oczywisty - włączyć się w konsolidację. To o tyle trudne, że ani Prokom, ani ComputerLand nie mają zapotrzebowania na zakup spółek zajmujących się integracją, bo sami mają dość pracy z uporządkowaniem posiadanych zasobów. Zresztą przykład ComputerLandu pokazuje, że firma jest zainteresowana głównie przejmowaniem niewielkich spółek, które albo mają ciekawy produkt, albo są silnie (czasem kapitałowo) związane z jakimś wartościowym klientem. Ani Prokom, ani ComputerLand nie rozglądają się za firmami, które są ich klonami działającymi na mniejszą skalę. W grę wchodzi więc albo konsolidacja na własną rękę - co robi CSS, który w ciągu kilku lat przejął 20 mniejszych firm, albo fuzje pomiędzy mniejszymi integratorami.

Eksperci od M&A chętnie dają rady mniejszym mówiąc, że ci powinni skupić się na niszach. Rada cenna, ale niestety zazwyczaj nie idzie za nią żadna wskazówka, gdzie niszy szukać. W pewnym sensie niszą może być koncentracja na obsłudze kilku klientów ceniących sobie współpracę z integratorem, dla którego są zawsze "klientem nr 1", a nie nr 100 czy 200. Pojawił się jeszcze inny scenariusz zakładający, że średniej wielkości firmy usługowe mogą znaleźć swoje miejsce na rynku poprzez silny związek z jednym producentem, np. IBM albo HP i zapewnienie mu lojalności i elastyczności, na jaką nigdy nie przystaną ComputerLand ani Prokom.

Na razie nie widać popłochu wśród mniejszych graczy, tym bardziej że jeszcze przez jakiś czas liderzy konsolidacji będą zajęci sobą. "Niedawno startowaliśmy w przetargu. Zamawiający bardzo chciał nas w tym konkursie utrzymać, bo obok naszej firmy zgłosiły się trzy inne, ale wszystkie z Grupy Prokom" - mówi proszący o zachowanie anonimowości menedżer średniej wielkości firmy IT.

Integracja aplikacji

Duży potencjał konsolidacyjny wciąż drzemie na rynku oprogramowania biznesowego. Zostawiając na boku SAP, Oracle i Comarch, który według ostatniego raportu TOP 200 jest trzecim dostawcą ERP w Polsce, rozdrobniony rynek składa się z międzynarodowych średniaków i rzeszy lokalnych producentów o rocznych przychodach zawierających się w przedziale 5-30 mln zł. Idealny grunt pod konsolidację.

W zeszłym roku brytyjska grupę Sage kupiła od Matrix.pl prawa do sprzedaży popularnego pakietu Symfonia. W tym roku Asseco przejęło dwóch liczących się producentów oprogramowania Softlab i WA-PRO, wcześniej prowadząc rozmowy także z innymi firmami.

W kontekście spodziewanych ruchów konsolidacyjnych pojawiają się najczęściej nazwy spółek Teta i BPSC. Najpierw one same miały się połączyć, ale na drodze stanęły zbyt duże rozbieżności właścicieli co do wyceny i ewentualnych parytetów. Następnie BPSC nie dogadało się z Asseco, które miało w zanadrzu wspomniane już WA-PRO i Softlab. W międzyczasie Teta weszła na giełdę, obecnie na debiut pracuje też BPSC. Środki z emisji planuje przeznaczyć na przejęcia, ale najchętniej na Ukrainie.

Potencjalnych kandydatów do udziału w konsolidacji jest znacznie więcej, począwszy od Microsoftu, przez krakowski Digitland czy Simple, żeby wymienić tylko te najbardziej rozpoznawane na rynku marki. Wszyscy właściciele i menedżerowie przy każdej okazji napominają, jak drogim i ryzykownym przedsięwzięciem jest stworzenie systemu wspomagającego zarządzanie. Z uwagi na fakt, że tylko trzy polskie firmy osiągnęły ze sprzedaży ERP więcej niż 10 mln zł, nadejście konsolidacji wydaje się nieuniknione. Paradoksalnie przeszkodą jest powrót dobrej koniunktury, który nie zmusza właścicieli do poszukiwania partnera za wszelką cenę.


TOP 200