Kto zarzuci sieć

Należy rozstrzygnąć problemy organizacji i finansowania sieci szerokopasmowych w Polsce.

Należy rozstrzygnąć problemy organizacji i finansowania sieci szerokopasmowych w Polsce.

We wrześniu władze Warszawy obiecywały, że zaoferują mieszkańcom bezpłatny dostęp do Internetu. Projekt miał kosztować ok. 30 mln zł. Otrzymały jednak od Urzędu Komunikacji Elektronicznej informację, że nie ma już wolnych częstotliwości. Wcześniej dostały je w dzierżawę firmy komercyjne. Jednocześnie wznowiona została debata nad wykorzystaniem publicznych środków w budowę infrastruktury społeczeństwa informacyjnego i gospodarki opartej na wiedzy ze środków unijnych.

W debacie podnosi się rozmaite aspekty: respektowanie zasad uczciwej konkurencji, postulaty uznania prawa dostępu do sieci za podstawowe prawo obywatelskie i wiele innych. Przed podjęciem decyzji o wyborze modelu działania warto zastanowić się, jakie cechy powinien posiadać model optymalny.

Warunkiem koniecznym szerokiego dostępu do sieci jest fizyczna dostępność światłowodów, uzupełniana na obszarach słabo zurbanizowanych przez sieci bezprzewodowe. Fizyczny dostęp do sieci można zrealizować w wielu różnych modelach organizacyjnych, np. partnerem władz samorządowych będzie jeden silny partner, który doprowadzi sieć wszędzie tam, gdzie zażyczą sobie władze samorządowe. Ale też można wyobrazić sobie inne modele budowania szkieletowych sieci dostępowych - poprzez udzielanie koncesji wielu firmom.

Nie ma nic za darmo

Wspólnym postulatem zgłaszanym przez autorów projektów informatyzacyjnych jest troska o koszt dostępu ponoszony przez użytkowników. Powszechne jest przekonanie, że koszt ten powinien być niski, najlepiej zerowy. Niestety nie spotkałem jasno opisanego modelu, który pokazywałby, w jaki sposób władza publiczna zamierza zagwarantować niski koszt dostępu do sieci. Niezależnie bowiem od tego, czy ten tani dostęp będzie osiągany przez system dopłat do usług, czy poprzez subsydia dla operatorów, pożądane jest, aby model ten wymuszał niskie opłaty. Będzie to dobre dla obywateli i dla finansów publicznych.

Kolejnym niebezpiecznym mitem jest przekonanie, że Państwo zapewni dostęp do Internetu za darmo. Dążenie do takiego rozwiązania w dłuższej perspektywie zniszczy rynek telekomunikacyjny, powodując wysokie ceny usług. Na szczęście prawo krajowe i unijne stoi na straży reguł wolnego rynku. Podjęcie prób niszczenia rynku zostanie zablokowane - niezależnie od tego, czy dotyczy przemysłu okrętowego, czy usług telekomunikacyjnych.

Rozstrzygnięcia Komisji Europejskiej w przypadkach budowy publicznych sieci w Pradze czy Barcelonie nie pozostawiają żadnych wątpliwości. Komisja nakazała bowiem dokonanie w tych projektach korekt: zmniejszenia prędkości transmisji (dostęp nie będzie szerokopasmowy), ograniczenia czasu transmisji (nie będzie to dostęp stały) lub umożliwienia dostępności wyłącznie do treści publicznych (brak powszechności).

Rybak z PGR czy ze spółki

2mld zł

może zostać wydane z publicznych funduszy w latach 2007-2013 na budowę w Polsce sieci szerokopasmowych.

Czy władze publiczne w ogóle powinny angażować się w budowę infrastruktury dostępu do Internetu? Tak, ale po pierwsze, należy uzgodnić taki model budowy sieci dostępowej, aby zapewniał równy dostęp do sieci szkieletowej operatorom konkurującym między sobą o klienta na obszarze tzw. ostatniej mili. Zaangażowanie środków publicznych może spowodować, że sieci szkieletowe powstaną na obszarach o niższych parametrach opłacalności biznesowej, zaś kalkulacja ceny sprzedawanych operatorom przepływności umożliwi pokrycie ich kosztów powiększonych o amortyzację światłowodów. Ważnym elementem takiej sieci szkieletowej powinny być istniejące w rękach publicznych zasoby.

Drugim ważnym powodem, dla którego władze publiczne nie mogą się nie zaangażować w to przedsięwzięcie jest zapewnienie dostępu do treści misyjnych wynikających z odpowiedzialności samorządów za wykonywanie poszczególnych zadań publicznych. Nie wolno dopuścić do powtórzenia sytuacji, jaką obserwujemy w telewizji "publicznej". Jej oferta jest kopią - często kiepską - oferty telewizji komercyjnych. Usługi "misyjne" dostarczane za pomocą Internetu są ważne dla podniesienia jakości życia bądź lepszego wykonywania zadań publicznych. Dla zobrazowania, co rozumiem przez usługi "misyjne" posłużę się przykładem Miasta Poznania. Niewątpliwie ważne dla jakości życia poznaniaków są możliwości oferowane przez miejski portal: zakup tanich, używanych podręczników, giełda pracy dla nauczycieli, szansa zgłoszenia na mapie cyfrowej miasta, gdzie znajdują się rzeczy tak niepożądane jak dziura w drodze, śmieci wysypane w lesie komunalnym, czy miejsca spożywania alkoholu przez agresywną młodzież. Dla jakości życia znaczenie ma też możliwość zamówienia przez Internet w pełni interaktywnych usług (np. odpisów aktów stanu cywilnego) czy zlokalizowania poszukiwanego grobu na wielkich cmentarzach. Z usług tych korzystają setki tysięcy osób.

Lecz szerokopasmowy Internet to przede wszystkim szansa dla gospodarki, której głównym czynnikiem rozwoju są kwalifikacje pracowników. Niedawno uruchomiliśmy w Poznaniu platformę e-learningową dla urzędników z województwa wielkopolskiego. Pozwala ona uczyć się języka angielskiego, czy trudnej sztuki kontaktów interpersonalnych. Jest retorycznym pytaniem, czy na tej platformie nie powinny pojawić się tego typu treści adresowane do uczniów mających problemy np. z matematyką. Oprócz edukacji sprzyjająca rozwojowi sieć winna dostarczać także usługi z zakresu ochrony zdrowia, bezpieczeństwa, e-administracji czy kultury. Dostęp do kultury wysokiej realizowany na stronach miejskich, np. w postaci transmisji na żywo przesłuchań do konkursu pianistycznego im. Haliny Czerny Stefańskiej to szansa dla osób, które nie mogą w takich wydarzeniach uczestniczyć osobiście.

Oczka w sieci

Ważne jest, aby pracując nad koncepcją systemu pamiętać o tym, jak szybko zmienia się model prowadzenia biznesów telekomunikacyjnych i jaki wpływ może on mieć na treści oferowane przez sieć. Tendencja widoczna na rynku telekomunikacyjnym to zastępowanie opłat za dostęp opłatami za usługę. Coraz częściej mówi się także o bezpłatnych usługach - operatorom wpływy zapewnią bowiem opłaty pobierane za umieszczanie reklam. Taki model biznesu realizują telewizje. Tyle, że taki model preferuje odbiorcę treści lekkich, łatwych i przyjemnych kosztem treści sprzyjających rozwojowi. Jasne, w Internecie każdy może sam wybrać sobie portal, który chce oglądać. Tylko czy będzie chciał "przebijać" się przez reklamy? Czy ten model nie zagraża zdominowaniu Internetu przez tzw. celebrities? Warto też nie ulegać politycznie łatwej gotowości do zawarcia w sprawie budowy sieci szerokopasmowych sojuszy władzy publicznej z jednym, dużym operatorem, który zapewnia, że tę władzę wyręczy w spełnianiu jej powinności. Na dłuższą metę to się nikomu nie opłaci!

Piotr Kołodziejczyk jest Sekretarzem Miasta Poznania. O tym i innych problemach z dostępem szerokopasmowym będziemy dyskutować na V Forum Usług Szerokopasmowych 19-20 listopada br.


TOP 200