Kto za, kto przeciw, kto się wstrzymał?

Na kilka miesięcy przed końcem kadencji posłowie pracują w przyspieszonym tempie nad projektami ustaw o podpisie elektronicznym i prawie do informacji. Wkrótce komisje sejmowe zajmą się też projektem ustawy o elektronicznych instrumentach płatniczych i nowelizacją ustawy - Prawo bankowe. Przyspieszony finisz pobudzany jest świadomością faktu, że jeśli wspomniane projekty ustaw nie zostaną przyjęte do połowy czerwca, to minie rok, zanim wrócą one pod obrady Sejmu następnej kadencji.

Na kilka miesięcy przed końcem kadencji posłowie pracują w przyspieszonym tempie nad projektami ustaw o podpisie elektronicznym i prawie do informacji. Wkrótce komisje sejmowe zajmą się też projektem ustawy o elektronicznych instrumentach płatniczych i nowelizacją ustawy - Prawo bankowe. Przyspieszony finisz pobudzany jest świadomością faktu, że jeśli wspomniane projekty ustaw nie zostaną przyjęte do połowy czerwca, to minie rok, zanim wrócą one pod obrady Sejmu następnej kadencji.

Czym to opóźnienie grozi, zwłaszcza dla tworzenia podstaw gospodarki elektronicznej w naszym kraju, nietrudno zgadnąć. Od strony politycznej zostałaby podważona wiarygodność ustaleń międzyresortowego zespołu ministra Wojciecha Katnera, który przeszło rok temu przewidywał zakończenie prac np. nad ustawą o podpisie elektronicznym do końca 2000 r. Straciłyby przedsiębiorstwa liczące na wzrost zysków z handlu internetowego. Te firmy, które zainwestowały w budowę infrastruktury klucza publicznego na potrzeby centrum wydającego certyfikaty, jeszcze długo nie mogłyby rozpocząć świadczenia usług. Pod znakiem zapytania stanęłaby też sensowność ogłaszania programu rozwoju społeczeństwa informacyjnego e-Polska, jeśli Sejm nie zdążyłby uchwalić ustawy o prawie do informacji (czytaj WWW.POLSKA.PL).

Karol Działoszyński, przewodniczący Sejmowej Podkomisji Nadzwyczajnej ds. Rozpatrzenia Projektów Ustawy o Podpisie Elektronicznym, chciałby, żeby w czerwcu br. odbyło się drugie czytanie już połączonego i spójnego projektu poselskiego i rządowego. Przyjęta przez Sejm ustawa trafiłaby - zgodnie z procedurą legislacyjną - do Senatu, skąd z ewentualnymi poprawkami wróciłaby do ostatecznego rozpatrzenia przez posłów najpóźniej w połowie lipca.

Znacznie szybciej być może trafi pod obrady Sejmu projekt ustawy o elektronicznych instrumentach płatniczych, legitymizujący bankowość elektroniczną. Rada Ministrów zadeklarowała dostosowanie polskiego prawodawstwa do przepisów obowiązujących w Unii Europejskiej i w związku z tym projekt przesłano do Komisji Prawa Europejskiego, pracującej w specjalnym trybie.

Drugie czytanie ustawy o prawie do informacji - zdaniem posła Ryszarda Wawryniewicza, współtwórcy poselskiego projektu AWS - nastąpi w maju. Projekt ten stał się podstawą prac Komisji Nadzwyczajnej do rozpatrzenia projektów ustaw regulujących prawo obywateli do uzyskiwania informacji o działalności organów władzy publicznej oraz osób pełniących funkcje publiczne, a także ustaw dotyczących jawności procedur decyzyjnych i grup interesów.

Sami posłowie niepokoją się tym harmonogramem. Terminy posiedzeń komisji nakładają się na siebie. Jeśli posłowie uczestniczą w pracach nad nowelizacją prawa bankowego, projektami ustaw o elektronicznych instrumentach płatniczych i podpisie elektronicznym, to muszą wybierać, której ustawie poświęcić więcej czasu, a w przypadku której zdać się na opinie ekspertów.

Eksperci, czyli lobbyści

"Może któryś z panów posłów ma uwagi do harmonogramu prac komisji - zapytał Karol Działoszyński.

Panie przewodniczący! Nas jest jeden - odpowiedział Waldemar Pawlak, po czym rozejrzawszy się po sali, na której było dwadzieścia kilka osób, dodał, że dwóch, bo jest też obecny poseł Stefan Macner".

W Komisji Nadzwyczajnej ds. Podpisu Elektronicznego formalnie pracuje siedmiu posłów. Wobec natężenia prac parlamentarnych przewodniczący komisji może liczyć na komplet tylko w czasie głosowania. Za to zawsze dopisują zaproszeni goście - przedstawiciele Polskiej Izby Informatyki i Telekomunikacji, Polskiego Towarzystwa Informatycznego czy Związku Banków Polskich. Udział samorządu gospodarczego (PIIiT) lub stowarzyszenia (PTI) w posiedzeniach komisji, który sprawdził się w pracach nad Prawem telekomunikacyjnym, to wygodna forma dla lobbystów. Przykładowo, Wiesław Paluszyński z tp.internet przyznaje się do współautorstwa poselskiego projektu o podpisie elektronicznym, ale na forum komisji występuje jako przedstawiciel PTI. Opinie PTI przeciwko projektowi rządowemu sygnował także Wiesław Paluszyński.

TP SA zamierza oferować usługi certyfikacyjne zgodnie z koncepcją projektu poselskiego (Krajowy Urząd Certyfikacji przyznaje uprawnienia ośrodkom komercyjnym, te zaś autoryzują certyfikaty wystawiane przez osoby fizyczne i prawne), o ile posłowie zgodzą się na to rozwiązanie, a nie zdecydują się na pomysł MSWiA - płaska struktura, w której autoryzację certyfikatów dla innych podmiotów przeprowadza ministerstwo. Pośrednio za tą koncepcją opowiada się Narodowy Bank Polski. Nieoficjalnie mówi się, że minister Kazimierz Ferenc porozumiał się z NBP w tej sprawie, obiecując NBP wyłączność na certyfikowanie sektora bankowego.

Biuro Studiów i Ekspertyz Kancelarii Sejmu stwierdza tymczasem, że rolę specjalnego urzędu zajmującego się akredytacją i nadzorem nad działalnością podmiotów wystawiających kwalifikowane certyfikaty (w projekcie poselskim Krajowy Urząd Akredytacji, podległy Ministerstwu Łączności) należy powierzyć Polskiemu Centrum Akredytacji, podporządkowanemu prezesowi Rady Ministrów. Centrum to jest utworzone na podstawie ustawy z 28 kwietnia 2000 r. o systemie oceny zgodności, akredytacji oraz zmianie niektórych ustaw. Do jego zakresu działania należy m.in. akredytowanie laboratoriów, jednostek dokonujących certyfikacji, jednostek kontrolnych, sprawowanie nadzoru nad akredytowanymi jednostkami i laboratoriami, prowadzenie wykazu jednostek, którym udzielono akredytacji. Opinia sejmowych ekspertów nie wyklucza jednak, że Krajowe Centrum mogłoby powstać w MSWiA - tak jak to głosi rządowy projekt - ale po dogłębnym rozważeniu.

Wirtualny pieniądz, realna władza

W parlamentarnych sporach o kształt gospodarki elektronicznej bankowcy na razie są górą nad informatykami i specjalistami z innych branż. Formalnie wszystko wydaje się w porządku. Jeśli zostanie przyjęta nowelizacja Prawa bankowego, to znajdzie się w nim po raz pierwszy w polskim prawie definicja pieniądza elektronicznego. Według niej pieniądz elektroniczny to "wartość pieniężna stanowiąca elektroniczny odpowied nik znaków pieniężnych, która spełnia łącznie następujące warunki:

a) jest przechowywana na elektronicznych nośnikach informacji

b) jest wydawana do dyspozycji na podstawie umowy w zamian za środki płatnicze o nominalnej wartości nie mniejszej niż ta wartość

c) jest przyjmowana jako środek płatniczy przez przedsiębiorców innych niż wydający ją do dyspozycji".

Czy Internet jest elektronicznym nośnikiem informacji? Czy karty stałego klienta, tzw. lojalnościowe z opcją płatniczą, są elektronicznym pieniądzem? Gdyby trzymać się tej definicji, to tak, lecz Prawo bankowe ceduje wyjaśnienia na odrębną ustawę o elektronicznych instrumentach płatniczych. W projekcie tej ustawy można przeczytać, że "wydawcami pieniądza elektronicznego mogą być wyłącznie banki". W uzasadnieniu rząd nie kryje, że ograniczenie podmiotów uprawnionych do emisji pieniądza elektronicznego do banków będzie korzystne dla rozwoju rynku finansowego w Polsce, zapewniając bezpieczeństwo systemu płatniczego. Podobno w innym przypadku nie ma możliwości sprawowania kompetentnego nadzoru nad instytucjami niebankowymi. Takie rozwiązanie nie utrudni prowadzenia efektywnej polityki pieniężnej przez NBP. Zatem sieci supermarketów lub stacji benzynowych, jeśli zechcą wydać kartę chipową do opłacania rachunków, muszą zawrzeć z bankiem umowę. Tenże w ich imieniu będzie prowadził rozliczenia finansowe z klientami. Bynajmniej nie wpłynie to na upowszechnienie handlu elektronicznego, ponieważ powoduje wzrost kosztów obsługi.

Co więc dla twórców ustawy oznacza termin "elektroniczny instrument płatniczy"? Sposób korzystania z rachunku klienta na odległość, w szczególności poprzez karty płatnicze, a także aplikacje związane z obsługą konta bankowego przez telefon lub Internet. Toteż wspomniany w Prawie bankowym nośnik informacji to zarówno karta płatnicza, jak i pieniądz elektroniczny przechowywany w pamięci komputera, zapisany w formie pliku (autorzy określają go "pieniądzem sieciowym"). Przykładowo, kryją się pod tym wszelkie mikropłatności za dostęp do serwisów internetowych czy wysłuchanie fragmentu muzyki. "Ale wciąż trzeba pamiętać, że serwis, który zechce pobierać mikropłatności, musi mieć podpisaną umowę z bankiem, tak jak np. mojerachunki.pl firmy BilBird. Inaczej stanie się nielegalny." Nic dziwnego, że i właściciele hipermarketów, i firm komputerowych przygotowują się do trudnej walki z lobby bankowym.

Głosowanie przez Internet

Gdy posłowie debatują nad podstawami gospodarki elektronicznej, do estońskiego parlamentu trafił projekt ustawy pozwalający obywatelom tego kraju głosować przez Internet. Stanie się tak w wyborach do parlamentu w 2003 r. Internetowy wyborca będzie musiał najpierw uzyskać podpis elektroniczny - w tej sprawie stosowna ustawa weszła już w życie.