Kłopotliwa spuścizna PRL

Jak pokazują badania, pracownicy bardzo często przywłaszczają sobie mienie firmy. Na przykład z danych Ośrodka Badań Opinii Adama Kowalskiego (OBOAK) na zlecenie Wydawnictwa Dawida wynika, że robi to co czwarty zatrudniony.

Pracownicy najczęściej wynoszą z firmy długopisy, ołówki, notatniki, papier do drukarek, a nawet toaletowy. W prywatnych celach wykorzystują sprzęt należący do firmy, zwłaszcza telefony i komputery, ale też samochody. Co ciekawe, takie okradanie firmy nie jest niczym zdrożnym dla połowy pracowników.

Z innego raportu - Euler Hermes, przygotowanego we współpracy z organizacją Pracodawcy RP - wynika, że z pracowniczą nieuczciwością boryka się ponad trzy czwarte firm w Polsce (78 proc.). Najczęściej chodzi o korzystanie ze służbowego komputera, telefonu i samochodu do celów prywatnych. Robi to co trzeci zatrudniony. Co czwarty oszukuje natomiast przy rozliczaniu delegacji i przywłaszcza sobie rzeczy należące do firmy.

Zobacz również:

Zdanie ekspertów kradzieże to, w pewnym stopniu, spuścizna PRL. Brak szacunku do czyjeś wiedzy oraz dokonań pochodzi z czasów, gdy wszystko było wspólne, czyli niczyje. Innym powodem są zbyt niskie zarobki Polaków.

Autorzy obu raportów uważają, że problem będzie bardzo trudno rozwiązać, bo nie sprzyja temu prawo. Pracodawcy, nawet jeśli złapią nieuczciwych pracowników, nie zgłaszają tego na policję, bo wartość przedmiotu jest za mała. Za kradzież grozi odpowiedzialność karna, ale tylko, jeśli wartość skradzionego podmiotu przekracza 437 zł 50 gr. (jedną czwartą pensji minimalnej). Jeśli mniej - mamy do czynienia z wykroczeniem.


TOP 200