Jeszcze za wcześnie

Z Bogdanem Pilawskim, kierownikiem Biura Projektu Rok 2000 w Wielkopolskim Banku Kredytowym w Poznaniu, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Z Bogdanem Pilawskim, kierownikiem Biura Projektu Rok 2000 w Wielkopolskim Banku Kredytowym w Poznaniu, rozmawia Przemysław Gamdzyk.

Przyszedł Nowy Rok i problem roku 2000 w Polsce nie dał o sobie znać. Nic nie wiadomo o żadnej poważnej awarii...

Za wcześnie na takie oceny. Minęły dopiero niecałe dwa dni robocze (rozmowa prowadzona była 4 stycznia - przyp. red) i większość błędów nie miała jeszcze szansy na ujawnienie się. Różne funkcje systemów informatycznych czy czynności organizacyjne, odzwierciedlane w tych systemach, są wykonywane jedynie okresowo. Właściwe elementy tych systemów zaczną działać dopiero pod koniec tygodnia, miesiąca, kwartału, a nawet roku. Dlatego problemy mogą uwidocznić się dopiero z czasem.

Na świecie odnotowano kilka poważnych awarii, ale aż kilkadziesiąt drobniejszych zakłóceń, które - choć nie mają krytycznego znaczenia - mogą być jednak uciążliwe. A przecież to nieliczne zdarzenia, które ujrzały światło dzienne. Firmy wolą przecież uruchomić rozwiązanie prowizoryczne, na kształt dykty powiązanej sznurkiem, niż dopuścić do przedostania się na zewnątrz informacji o problemach związanych z błędami roku 2000.

Powoli jednak zaczyna się wysuwać zarzuty, że ulegliśmy niepotrzebnej panice, iż wyolbrzymiono zagrożenie.

Owszem, słychać takie opinie. Trudno się jednak z nimi zgodzić. Gdyby nie prowadzono przygotowań, sytuacja dzisiaj wyglądałaby zupełnie inaczej - 1 stycznia mielibyśmy poważne problemy. Kierowałem zespołem zajmującym się problemem roku 2000 w Związku Banków Polskich i mam dość dobre rozeznanie, jak sytuacja wygląda w innych polskich bankach. Bez realizacji projektów milenijnych mielibyśmy do czynienia z poważnymi zaburzeniami w pracy właściwie każdego systemu bankowego o znaczeniu krytycznym.

Czy jednak nie wydano zbyt wiele na przygotowania, czy rzeczywiście potrzebna była aż taka mobilizacja specjalistów?

Firmy informatyczne zapewne nieco naciągały, malując czarniejszy niż w rzeczywistości obraz sytuacji. Ale nie przesadzajmy z twierdzeniem, że był to dla nich doskonały interes. Chociażby większość aktualizacji oprogramowania była dostępna za darmo. Jeśli ktoś wymieniał całość oprogramowania, to albo rzeczywiście miało to uzasadnienie, albo sam nie sprawdzał i nie testował, czy jest to potrzebne. Niektórzy, być może, dali się zwieść, ale sami są sobie winni.

Za wcześnie jeszcze na głębsze oceny, ale nie sądzę, żeby można było zmniejszyć zakres realizowanych projektów przygotowawczych. Pewne rzeczy można było zapewne zrobić inaczej, ale tak jest w przypadku każdego projektu.

Czy sam WBK już ostatecznie zakończył projekt roku 2000?

Jeszcze nie. Przez pierwszy tydzień stycznia będziemy prowadzić specjalny monitoring. Do połowy marca obowiązywać będzie moratorium na wdrażanie nowych systemów.

Przed nami chociażby 29 lutego, data szczególnie ważna dla instytucji finansowych, w których istotną rolę pełni kalendarzowy rachunek czasu.

Dzisiaj mamy w ręce ogromny potencjał - wiedzę o całości informatyki funkcjonującej w firmach. Od nas zależy, co z nim zrobimy. Wnioski płynące z wielkich kataklizmów, wojen i historii są niestety często lekceważone.

Rok 2000 przypomniał nam o jednej najważniejszej rzeczy: systemów informatycznych nie da się robić na skróty. Tak samo jak na skróty nie zbuduje się domu czy mostu. Trzeba wrócić do prawidłowych i solidnych metod tworzenia tych systemów. Jeśli będziemy nadal upraszczać, zamiast dbania o jakość, w przyszłości będziemy mieli do czynienia z zagrożeniami nie mniej poważnymi niż problem roku 2000.