Jeszcze wakacyjnie

Ten 1 sierpnia i ta w nim godzina były w tym roku oczekiwane szczególnie. No, może nie w całej Polsce, ale jednak. Oczekiwaniu towarzyszyły niemałe emocje, bo do końca nie było wiadomo, będzie czy nie? Kto jednak, tak jak ja, wpisał to sobie do kalendarza ileś tam miesięcy wcześniej, nie mógł zapomnieć, ale też nie miał się gdzie upewnić, bo środki przekazu solidarnie milczały. Może nie wiedziały, a może mało je to obchodziło?

W każdym razie 1 sierpnia, w samo południe, zrobiło się świątecznie, bo w tym właśnie momencie we Wrocławiu (i w Szczecinie też) ruszyło nadawanie programów Polskiego Radia w cyfrowym systemie DAB+. Szczególny powód do zadowolenia miał tu główny inżynier PR we Wrocławiu, Mirek Ostrowski, od lat wielki orędownik cyfrowego radia i chyba najlepszy w Polsce znawca tego tematu (to we Wrocławiu właśnie już kilka lat temu nadawano w tym systemie testowo).

Było to wydarzenie i dla mnie, bo nie słuchałem radia po polsku chyba od ostatniego Konkursu Chopinowskiego, czyli od prawie pięciu lat. No i od razu trafiłem na Festiwal Chopinowski w Dusznikach, którego wybrane koncerty transmitowano w programie II. Zdając sobie sprawę z subiektywności takiej oceny na ucho, zauważyłem tylko – w porównaniu z przekazem analogowym – znacznie lepsze tony wysokie. Niestety, pięknu muzyki nie dorównuje w naszym radiu poziom komentarzy (i przekazu wiadomości też), które nadal są infantylnie naiwne.

Mamy więc już radio cyfrowe w Warszawie, Katowicach, Szczecinie i we Wrocławiu, a od października dołączyć mają kolejne ośrodki. Na razie trudno kupić odbiornik, chociaż, gdy poszperać, liczba dostępnych tu i tam modeli jest zaskakująco spora. KRRiT dopiero teraz jednak opublikowała wymogi techniczne, jakim odbiorniki te mają odpowiadać, a kupując taki odbiornik, szczególnie z drugiej ręki, trzeba zwrócić uwagę, by miał oznaczenie DAB+, bo taki bez tego plusa u nas na pewno nie zagra.

Trochę przypomina to sytuację z naziemną telewizją cyfrową sprzed kilku lat, kiedy to późna publikacja wymogów pozwoliła sprzedawcom wciskać ludziom nieprzydatne u nas telewizory, działające tylko w systemie MPEG 2 (zamiast wybranego przez Polskę MPEG 4).

Na wakacyjne dni przypadła też setna rocznica wybuchu Wielkiej Wojny, jak to w wielu krajach określa się Pierwszą Wojnę Światową, a Drugą, mimo skali i liczby ofiar, uważa się tylko za dogrywkę do tej Wielkiej. Związaną z Wielką Wojną początkową euforię, ale też i przede wszystkim bezsens, okropności i okrucieństwa, przypomina się od Czech po Zjednoczone Królestwo, podkreślając, ile ponad wszystko wart jest pokój, którego zaznajemy tu już od 70 lat. Jak zwykle jednak my jakoś odstajemy i nawet całkiem sporo mamy takich, którzy wolą mówić, że z chęcią by sobie gdzieś z kimś powojowali.

Trwają za to w najlepsze walki dobra ze złem w internecie i okolicach, i – jak wspominałem tu w tekście przedwakacyjnym – to drugie coraz częściej zdaje się być górą. W tych właśnie dniach pokazała się np. wiadomość, że rosyjscy hakerzy dokonali największej w dziejach kradzieży nazw użytkowników i związanych z nimi haseł, których to par mieli oni zgromadzić dobrze ponad 1 mld.

Nie wiadomo, dlaczego (ogórki?) pierwszy podał tę wieść ostrożny zazwyczaj do przesady New York Times, nadając jej tym samym wysoką wiarygodność. W ciągu kilku dni powielono tę wiadomość bezkrytycznie, już jako niezbijalną prawdę, we wszelkich możliwych gazetach, biuletynach, inter- i intranetach.

A potem – nie negując samego faktu – okazało się, że o podobnym podejrzeniu było wiadomo już kilka miesięcy temu, a obecne nagłośnienie tej wiadomości dziwnym trafem zbiegło się z wielką Konferencją Bezpieczeństwa w Las Vegas (Black Hat). Wiadomość ta okazała się pochodzić od mało znanej firmy, która nie podała niczego, co pozwoliłoby zweryfikować jej odkrycie, ale za to podniosła wątpliwości niemal do rangi prawdy, oferując za jedyne sto ileś dolarów sprawdzenie, czy dana nazwa nie figuruje w tej monstrualnej bazie.

Sami wykradli, czy wykupili prenumeratę na dostęp?


TOP 200