Jest życie po Google

Douglas Merrill spędził pięć lat w firmie, która przez wielu uważana jest za spełnienie informatycznej kariery zawodowej. Zdecydował się jednak zmienić pracę...

Douglas Merrill spędził pięć lat w firmie, która przez wielu uważana jest za spełnienie informatycznej kariery zawodowej. Zdecydował się jednak zmienić pracę...

Douglas Merrill dołączył do Google pod koniec roku 2003 jako senior director of information systems. Wcześniej przez ponad cztery lata pracował w Charles Schwab & Co zajmując się infrastrukturą i bezpieczeństwem IT, a później zaś kierował... strategią HR. Ma licencjat z ekonomii i socjologii oraz tytuł magistra i doktorat z psychologii. Wówczas Google przygotowywało się właśnie do wejścia na giełdę i finansowe doświadczenie Douglasa Merrilla oraz jego licencja brokerska bardzo się przydały. Reszta, jak mówi, jest historią.

Jest życie po Google

Moje studia z psychologii dotyczyły poznania - jak ludzie podejmują decyzje. Interesowało mnie rozpoznanie tego i nałożenie na to modeli technologicznych, które pomogą im podejmować lepsze decyzje. Zawsze zaczynam od człowieka i problemu, na końcu docieram do narzędzia. Nigdy na odwrót - mówi Douglas Merrill.

Niezgodnie z wykształceniem

Swoje niecodzienne jak na stanowisko CIO wykształcenie komentuje w ten sposób: "Myślę mniej o technologii, a więcej o problemach. Moje studia z psychologii dotyczyły poznania - jak ludzie podejmują decyzje. Interesowało mnie rozpoznanie tego i nałożenie na to modeli technologicznych, które pomogą im podejmować lepsze decyzje. Zawsze zaczynam od człowieka i problemu, na końcu docieram do narzędzia. Nigdy na odwrót" - stwierdza.

W wywiadzie udzielonym amerykańskiemu Computerworldowi na pytanie o największą atrakcję związaną z pracą na stanowisku CIO w Google wymieniał codzienną interakcję z "superbystrymi" ludźmi z "superwykształceniem", którzy pracują nad czymś zupełnie innym niż sugerowałby kierunek ich studiów. Ponadto doceniał też to, że nie musi szukać cięć w kosztach. W zarządzaniu IT kieruje się zasadą - wybór, nie kontrola.

Po kilku latach zdobywania doświadczenia w mocno ustrukturyzowanych organizacjach, w Google zarządzał organizacją, która była zdecentralizowana, heterogeniczna, posiadająca więcej cech organicznych. Bardzo eksponowane stanowisko sprawiło, że ludzie postrzegali go nieco inaczej niż on sam by oczekiwał: "W czasie nieformalnej dyskusji ludzie wciąż mówią jak bardzo są podekscytowani używaniem produktów Google. Pytaniem zupełnie nie kierowanym do mnie jest np. kiedy wprowadzicie produkt X. A ja nie potrafię im na to odpowiedzieć. Za dużo dzieje się w naszych laboratoriach".

Gwiazdą być...

Podczas pracy w najbardziej rozpoznawanej firmie IT naszych czasów sam stał się osobą bardzo popularną. Był bohaterem okładkowego tematu w magazynie Men's Health poświęconego utrzymaniu formy i porządku w życiu zawodowym i codziennym nazywając go "The most organized man". Na fotografii Douglas Merill występuje w czarnym t-shircie i obcisłych dżinsach. Publiczną informacją stał się poziom tłuszczu w jego organizmie (7%).

W wywiadzie przybliża także czytelnikom termin "cloud computing" jako sposób na ograniczenie bagażu do minimum podczas częstych podróży biznesowych wymagających zabierania ze sobą komputera. Przez pięć minionych lat poprzez publiczne wystąpienia i prasowe artykuły nie tylko w prasie IT świadomie wypracował bardziej rozpoznawalny wizerunek niż przeciętny CIO dużej korporacji. Dlatego zapewne zwrot w karierze zawodowej odbił się tak głośnym echem. Kiedy zdecydował się porzucić pracę w Google, cała branża snuła domysły, jak wiele więcej pieniędzy EMI musiało mu zaoferować.

Znając jednak jego stosunek do relacji wykształcenie a wykonywany zawód oraz styl bycia - można przypuszczać, że nie wahał się długo wybierając jeszcze bardziej "medialną" pracę. W EMI obejmie fotel szefa oddziału cyfrowej rozrywki. W pewnym sensie przechodzi na drugą stronę barykady do koncernu, który ściga muzyczne piractwo, któremu drogę w ostatnich czasach utorowała internetowa rewolucja. Google jest jej nieodłączną częścią.

Nowy król

Odejście Douglasa Merrilla być może nie było tak bardzo bolesne dla Google, jak utrata na rzecz Facebooka Sheryl Sandberg, która w serwisie społecznościowym objęła stanowisko COO. W końcu Google to firma pełna inżynierów i informatyków na czele z jej właścicielami. Nowego szefa IT Google nie szukało długo. Po trzech tygodniach ogłoszono, że został nim Ben Fried zarządzający do tej pory infrastrukturą aplikacji w Banku Morgan Stanley. Przed nim niełatwe zadanie zmierzyć się z wizerunkiem gwiazdy swojego poprzednika, który na swoim blogu cytował m.in. Talking Heads i INXS. Nowy CIO w Google już zbiera jednak pochlebne komentarze headhunterów i analityków.

Ben Fried rozpoczynał karierę jako szeregowy programista wspinając się po kolejnych szczeblach przez 14 lat. W takiej instytucji, jak Morgan Stanley to nie lada wyczyn, dlatego jest gotów na wyzwania, jakie stawia przed nim Google. Znajomość infrastruktury wspierającej codzienne, wielomiliardowe, globalne transakcje w czasie rzeczywistym pomoże zapewne w zarządzaniu ogromnymi zasobami IT w Google. Jeffrey Lindsay, analityk Sanford C. Bernstein ocenia, że znajomości systemów finansowych i korporacyjnych nowego CIO pomoże Google'owi w rozwoju produktów z rodziny Google Finance czy Google Apps, a także w lepszym pozycjonowaniu ich dla korporacyjnego klienta.

Shawn Banerji, headhunter z Russell Reynolds widzi jednak podobieństwa pomiędzy Friedem a Merrillem: Jest bardzo inteligentny i ma na koncie wiele interesujących projektów, np. dla NASA. Obaj pracowali też wcześniej w finansach. Obydwaj mają ok. 40 lat i są wysportowani. Ben Fried trenował Ultimate Frisbee zanim doznał kontuzji kolana. Niezależnie od tego, czy zacznie on występować na okładkach popularnych czasopism, już dziś można uznać, że przejście do Google'a jest ogromnym skokiem w jego karierze. W dobrym momencie także opuścił pogrążoną w kłopotach branżę finansową.


TOP 200