Jerzy Dryndos

Założyciel i prezes Logotec Engineering, jednej z pierwszych polskich firm, które postawiły na eksport, wręcz pierwsze produkty firma sprzedawała wpierw za granicą.

Gdybym mógł się cofnąć w czasie o 20 lat i zacząć od nowa? Jeżeli chodzi o decyzje strategiczne, to zrobiłbym dokładnie to samo. Oczywiście postarałbym się uniknąć szeregu operacyjnych błędów. Podobno najbardziej żałuje się tego, czego się nie zrobiło. Na szczęście nie mam tego problemu. Z czego jestem dumny? Bez żadnych dużych środków udało nam się złamać opinię na temat zacofania Polski już 20 lat temu. Jako jedna z nielicznych polskich firm stworzyliśmy produkty, które przyczyniły się zmiany postrzeganie naszego kraju, zmieniły rynek, a także pobiły światową konkurencje (mam na myśli nasze rozwiązania mobilne). Niestety znacznie mniej dumny jestem z tego, jak udało się to przekuć na biznes.

Dlaczego zaczynaliśmy na Zachodzie? Na nasze rozwiązania nie było w Polsce 20 lat temu popytu. Dziś dojrzałość polskich firm - oczywiście uśredniając - wciąż jest niższa, ale różnica zmniejsza się. Jeżeli chodzi o rozwiązania mobilne (nasza specjalność w ciągu ostatnich kilku lat) Polskie firmy są na podobnym do zachodnich poziomie w zakresie wsparcia sprzedaży, ale wciąż odstaje np. w dostępie do danych firmy z dowolnego miejsca w świecie. Ponadto dla naszego rozwiązania Polska jest o dwa rzędy wielkości za mała - aby nasze rozwiązanie miało sens musimy je wypromować w wielu krajach jednocześnie, aby uzyskać efekt skali.

Jeżeli chodzi o Polski eksport oprogramowania, to eksporterów IT w naszym kraju było i wciąż jest niewielu i co gorsze sytuacja się nie zmienia. Pomijam eksport realizowany poprzez producentów oprogramowania, którzy ulokowali w Polsce swoje filie. Wygląda na to, że rynek wewnętrzny jest na tyle duży, że właściwie nikt - poza jednostkowymi przykładami - nie czuje potrzeby ryzykowania i wychodzenia poza Polskę. Czy możemy - jako Polska - być źródłem nowych technologii? Moglibyśmy się wykazać zarówno w zakresie oprogramowania, jak i usług. Niestety brak jest strategii w tym zakresie. Wszystko co się dzieje to indywidualne kroki podejmowane przez pojedyncze firmy, czy osoby. Wszystkim się marzy coś w stylu indyjskim, ale zapominają, że Indie to nie tylko walka cenowa, ale przede wszystkim konsekwentnie realizowana strategia całego kraju. My, jako Polska nie jesteśmy od nich gorsi. Jest gorzej - w porównaniu z nimi my po prostu nie istniejemy.

Jeżeli chodzi o to, na ile finansowanie innowacji przez UE wpływa na innowacje? Praktycznie nie wpływa. Po pierwsze, pieniądze te przeznaczane są nie na projekty innowacyjne, a na zmniejszenie bariery technologicznej. Uzasadnia się to brakiem innowacyjnych projektów, co jest bzdurą - jest ich niewiele, ale są. W masie projektów starających się o unijne środki - w 99% nie mających nic wspólnego z innowacją - projekty naprawdę innowacyjne przepadają bo "nie pasują do schematu". Tak się stało z dwoma naszymi wnioskami. Jeżeli chodzi o tzw. "partnerstwo nauki i przemysłu" to nie funkcjonuje to w Polsce jako liczące się zjawisko, podobnie zresztą jak w Europie. Co więcej, paradoksalnie nowe środki sytuację jeszcze bardziej popsuły - skoro można łatwo pozyskać pieniądze "za nic", to po co się starać. To się nie zmieni, dopóki nauka nie zacznie myśleć o wynikach swoich działań w kategoriach biznesowych, a biznes nie zacznie uważać innowacji za istotny czynnik wpływający na konkurencyjność. Obecnie jest tak, że tylko 1% polskich firm uważa, że innowacyjność wpływa na poprawę konkurencyjności, a nauka nawet nie próbuje udawać, że ma coś do zaoferowania biznesowi. Przyznam że kiedy usłyszałem wyniki tych analiz na jednej z konferencji mało nie spadłem z krzesła.

Co planuję w najbliższych latach? Muszę doprowadzić nasz projekt mobilny do sukcesu. Jeżeli nie pozyskam finansowania, wszystko może się zawalić, ale jeśli się uda to może to być jeden z najbardziej spektakularny sukcesów w polskiej informatyce. Szanse są pół na pół.