Jak wygląda spamer?

Podobno w tym roku rozsyłanie spamu przyniosło większe zyski niż handel bronią czy narkotykami. Dzięki amerykańskim filmom wiem mniej więcej jak wyglądają handlarze bronią i narkotykami.

Podobno w tym roku rozsyłanie spamu przyniosło większe zyski niż handel bronią czy narkotykami. Dzięki amerykańskim filmom wiem mniej więcej jak wyglądają handlarze bronią i narkotykami.

Ci pierwsi np. jak Nicolas Cage w filmie "Pan życia i śmierci", ci drudzy choćby jak Johnny Depp w "Blow". Z takimi wyobrażeniami mój świat jest mniej więcej poukładany. Ale jak wyglądają ci robiący w tym roku największe kokosy, czyli grube ryby spamu?

W środku tego lata podczas londyńskiej konferencji IronPort Systems - dostawcy bram ochrony poczty, przejętego br. przez Cisco Systems - pokazano takiego jednego. "Ed" - jak się sam krótko przedstawił - teraz jest "emerytowanym" spamerem, ale wcześniej wyciągał od 10 000 do 15 000 USD tygodniowo na rozsyłaniu mailowego chłamu, promującego medykamenty, seks i kasyna.

Miły młody człowiek, z kolczykiem w uchu, ubrany na luzie, na wstępie swego wystąpienia, dla większego wrażenia, oświadczył - "wiem, że pójdę do piekła". Ed, inaczej SpammerX, odkąd w wieku 17 lat został wyrzucony ze szkoły, przez 5 lat był częścią inter-netowego podziemia zarabiającego na rozsyłaniu spamu. Wysyłał e-maile, które miały przekonać będących "na odwyku" nałogowych hazardzistów do odwiedzenia internetowych kasyn. Rozsyłał farmaceutyczny spam do ludzi, którzy wcześniej kupili leki antylękowe bądź antydepresyjne. Poświęcał 10 godzin dziennie przez siedem dni w tygodniu na poznawanie nowych technik rozsyłania spamu i omijania technik jego filtrowania. Większość profesjonalnych filtrów antyspamowych ma 99-proc. skuteczność. Ed starał się wykorzystać to małe 1-proc. okienko, używając technik ogłupiających bramy pocztowe.

Procedura zarabiania była następująca - Ed znajdował sprzedawcę internetowego, chcącego sprzedać jakiś towar. Następnie zdobywał bazę adresów mailowych, tworzył domenę in-ternetową, do której było odwołanie w rozsyłanym spamie. Kliknięcie na zamieszczonym w mailu linku przekiero-wywało odbiorcę na stronę sprzedawcy, a na tym przekierowaniu zarabiał Ed.

Jeśli odbiorca spamu kupił coś, Ed dostawał też swój udział od sprzedaży. W przypadku farmaceutyków bywało, że aż 50%. Do rozsyłania spamu Ed wykorzystywał botnety - sieci zainfekowanych komputerów, kontrolowane przez przestępców, wynajmujących je "na godziny" takim klientom jak Ed.

Skala odpowiedzi na spam to ułamek 1 procenta. Jednak Ed przypomina sobie jedną kampanię, która miała aż 30-proc. wskaźnik odpowiedzi. Był to produkt z gatunku dla dorosłych, dla koneserów - zdjęcia całkiem ubranej kobiety przekłuwającej balony.

Aż nadszedł dzień opamiętania. Chociaż - jak twierdzi, w ostatnim roku procederu zarobił 480 000 USD - Ed zrozumiał, że życie spamera ma swoją cenę. - "Trudno jest pójść do baru i zapoznanej dziewczynie powiedzieć, że zarabia się na reklamowaniu online pigułek powiększających penisa". Choć tłumaczył sobie, że spamowanie to nie jest okradanie ludzi, to jednak wykorzystywanie ludzi uzależnionych od leków męczyło go. - "Zauważyłem, że są ludzie, którzy co miesiąc brali inne lekarstwa, dużo lekarstw". W dodatku ze sprzedażą medykamentów online często wiążą się oszustwa. - "Dobrze, jeśli specyfik jest tylko rozcieńczony. Viagra bywa doprawiana amfetaminą, a inne pigułki są domowej roboty z podejrzanych laboratoriów z Chin czy Indii".

Teraz rola Eda polega na ostrzeganiu - napisał książkę "Inside the Spam Cartel: Trade Secrets from the Dark Side" - można ją sobie przejrzeć nahttp://books.google.com/ . Twierdzi teraz, że szybki internet z VoIP i przesyłaniem wideo to raj dla spamerów. A odbiorcy, na których można zarobić, zawsze się znajdą.