Jak przebić krzemowy sufit

W Stanach Zjednoczonych popularne jest powiedzenie - szczególnie w kręgach feministycznych - że ktoś (choć na ogół ten ktoś jest kobietą) uderzył głową w szklany sufit. Oznacza to, że magiczne - bądź całkiem przyziemne - siły sprzysięgły się nagle, by uniemożliwić owemu komuś dalsze wspinanie się po szczeblach zawodowej kariery.

W Stanach Zjednoczonych popularne jest powiedzenie - szczególnie w kręgach feministycznych - że ktoś (choć na ogół ten ktoś jest kobietą) uderzył głową w szklany sufit. Oznacza to, że magiczne - bądź całkiem przyziemne - siły sprzysięgły się nagle, by uniemożliwić owemu komuś dalsze wspinanie się po szczeblach zawodowej kariery.

Krzem - materiał, który był tworzywem Rewolucji Informacyjnej - w dotychczasowej "karierze zawodowej" wspinał się, dziękuję, zupełnie dobrze. Jak dobrze wiadomo z prawa Moore'a, co 18 miesięcy podwajała mu się pensja i musiał pracować o połowę mniej.

Ostatnio dalsze funkcjonowanie prawa Moore'a, które sprawdzało się zupełnie dobrze przez dziesięciolecia, podawane jest coraz głośniej w wątpliwość. Najpierw, w czerwcu, w tygodniku Nature Greg Timp i jego koledzy z Bell Labs oświadczyli, że miniaturyzacja ma swe naturalne granice i używany w chipach jako izolator dwutlenek krzemu przestanie izolować, jeśli jego warstwa stanie się cieńsza niż 4 atomy. Była to właściwie konkluzja optymistyczna, bo już wcześniej przewidywano, że układy scalone strzelą w krzemowy sufit za jakieś 6 lat. G. Timp dał im 12. Słowem, czujące komputery z duszą, o których pisał Ray Kurzweil, czy inteligentny kosmiczny pył Hansa Moraveca pozostaną tylko utopijnymi marzeniami wizjonerów...

Tymczasem po drugiej stronie kontynentu amerykańskiego, nie gdzie indziej, ale właśnie w samej Dolinie Krzemowej pojawili się zdrajcy krzemu, którzy w swojej nielojalności gotowi są posunąć się do zastąpienia go innymi materiałami. Spisek ten wykluwa się w laboratoriach słynnego Hewletta-Packarda, który tak wiele krzemowi zawdzięcza. Jeden z badaczy z HP, Stan Williams, wespół z kolegą chemikiem z Uniwersytetu Kalifornijskiego w Los Angeles, Jamesem Heathem, wymyślili sobie, że w przyszłości proste logiczne bramki będzie można konstruować z pojedynczych cząsteczek dziwnych związków organicznych zwanych rotaksanami (rotaxanes). Czyżby groziła zmiana nazwy Doliny na Rotaksanową? Jeśli im się uda, to prawo Moore'a, na jakiś przynajmniej czas, zostanie ocalone. J. Heath ocenia bowiem, że rotaksanowe procesory byłyby pk. 100 miliardów razy bardziej "scalone" niż Pentium.

Nie oszukujmy się, w grę wchodzą wielkie pieniądze. No bo jak przekonać nabywców komputerów, że nadal muszą kupować co trzy lata nowy model, jeśli, tak jak dzisiejsze samochody, te nowe modele będą się tylko różniły subtelnymi estetycznymi szczegółami? A poza tym bez dalszej miniaturyzacji nigdy może nam się nie uda zbudować maszyn, które rzeczywiście będą za nas myśleć, czuć i wierzyć. Pokusa jest tak wielka, że i ja zdecydowałem się ogłosić swą wizję przyszłości sztucznej inteligencji. Otóż, intuicja mówi mi, że w ciągu kilku najbliższych lat uczeni odkryją wreszcie precyzyjną definicję inteligencji i kiedy to uczynią, stanie się jasne, że krzem ma za mało rozumu, by stawać do konkurencji. Nowe, myślące maszyny, jak wykażą badania, będą mogły być konstruowane jedynie z materiałów, które pod koniec XX stulecia były powszechnie uważane za anachroniczny ślepy zaułek technologiczny. Z białek, lipidów i DNA, połączonych ze sobą w osobliwy system zasilany organicznym paliwem, które ulega utlenianiu w rozmaitych częściach maszyny, wyzwalając lokalnie niezbędną energię. Problem, w jaki sposób dostarczać na obrzeża maszyny niezbędny do tego celu tlen, zostanie w końcu pomysłowo rozwiązany - okaże się, że najwydajniejszą metodą jego dystrybucji jest użycie tajemniczego białka zwanego hemoglobiną i rozprowadzanie go w elastycznych rurach z organicznych materiałów.

Pomysł mój, dotąd, nie jest całkiem oryginalny, bowiem właśnie doniósł Business Week w numerze z 11 października 1999 r., intensywne prace nad dezoksyrybonukleinowym chipem podjął już profesor Michael Pirrung z Duke University. Myślę jednak, że mam jeszcze jedną szansę. Proponuję, by tak zaprojektować nowe komputery, aby mogły one same się powielać, dzieląc się swoim materiałem informacyjnym - powiedzmy, po jednym zestawie chromosomów z każdej z dwu maszyn. Wtedy już nie będziemy musieli dłużej się troszczyć o udoskonalanie ich konstrukcji. Te, które przeżyją, będą sprawne.