Inwestowanie w Polsce - fakt czy fikcja?

Zachodni inwestorzy bardzo poważnie rozważają problem inwestowania w Centralnej i Wschodniej Europie, a zwłaszcza w Polsce. Wielu z nich już założyło swe przedstawicielstwa, wiadomo też o kilku dużych przedsięwzięciach firm takich jak: Toyota, Procter & Gamble, Thomsen CSF, które inwestują kapitał w polskie przedsiębiorstwa, należące do państwa.

Zachodni inwestorzy bardzo poważnie rozważają problem inwestowania w Centralnej i Wschodniej Europie, a zwłaszcza w Polsce. Wielu z nich już założyło swe przedstawicielstwa, wiadomo też o kilku dużych przedsięwzięciach firm takich jak: Toyota, Procter & Gamble, Thomsen CSF, które inwestują kapitał w polskie przedsiębiorstwa, należące do państwa.

Generalnie jednak gdy dyrektor polskiej firmy planuje wzrost obrotów i rozgląda się za kapitałem gotowym do sfinansowania przedsięwzięcia, to przeważnie widzi wokół siebie pustkę. Prywatny kapitał jeszcze nie zainstalował się w Polsce na dobre. Nie znaczy to jednak, że nie jest on gotów na przyjście!

Co jest zasadniczym elementem kalkulacji przedsiębiorcy - inwestora?

Z punktu widzenia inwestora, Polska jest sumą wielu rynków dopiero budzących się do życia. Historia dostarcza nam dowodów na to, że największy sukces odnoszą ci, którzy weszli zdecydowanie na dopiero rodzący się rynek we wczesnej fazie jego rozwoju. Na poparcie tej tezy można podać wiele przykładów: sukces DEC i Data General na rynku minikomputerów; Tandem i systemy komputerowe odporne na uszkodzenia; sukces Amgen i Genetech w biotechnologii; Apple, Compaq i Dell na rynku komputerów osobistych; cała seria błyskawicznych karier firm software'owych jak Lotus, Aldus, Oracle, Progress i Microsoft.

Filozofia działania inwestora jest całkiem prosta. Jej podstawą jest przekonanie, że każdy rozwój ekonomiczny przebiega według krzywej podobnej do litery "S" (zob. rysunek). Na poziomej osi współrzędnych odłożono czas, zaś pionowa reprezentuje jakikolwiek parametr ekonomiczny: obrót, zysk, liczbę zatrudnionych, liczbę klientów, wielkość sprzedaży, itp. Wszystkie one podlegają prawu "krzywej S".

Zarówno przedsiębiorstwo, jak i cały kraj rozwijają się zgodnie z tą krzywą. Inwestorzy wiedzą o tym doskonale. Załóżmy, że staliśmy się właścicielami 10% udziałów w firmie znajdującej się na krzywej rozwojowej w punkcie A. Po włożeniu pewnej ilości pracy i pomysłowości - plus trochę dobrej rady ze strony znającego się na obrocie pieniądzem inwestora - firma po jakimś czasie przesunie się do punktu B, zyskując na wartości pięciokrotnie. Nasz 10-procentowy udział również ma teraz 5-krotnie większą wartość.

W tego rodzaju przedsięwzięciach, obarczonych z natury rzeczy stosunkowo wysokim ryzykiem, wielką rolę odgrywa czynnik czasu. Najwyższą stopę zysku uzyska ten, kto ze swoim wejściem do interesu utrafi w punkt C, w którym wartość pochodnej jest zbliżona do jedności. Począwszy od tego bowiem punktu rozpoczyna się szybki wzrost obrotów i przychodów, więc inwestor nie musi czekać zbyt długo na zwrot wkładu i jego pomnożenie.

Jak jednak można ocenić, w którym punkcie krzywej wzrostu znajduje się przedsięwzięcie? Niestety, nie ma na to sztywnych reguł. Poszczególni inwestorzy stosują rozmaite strategie rynkowe, zależne głównie od indywidualnej skłonności do ryzyka. Znaczna ich część woli poczekać, aż przedsiębiorstwo w widoczny sposób przesunie się poza punkt C, aż do punktu D, gdzie zysk jest mniejszy, lecz bardziej pewny.

Ryzykanci decydują się na wejście do interesu we wcześniejszej fazie, na ogół roztaczając przy tym opiekę nad firmą, by pomóc jej omijać niebezpieczeństwa i stymulować rozwój. Wczesne inwestowanie otwiera dodatkowe możliwości, wśród których naczelną jest oczywiście wyższa stopa zysku w stosunku do początkowego wkładu. W ten sposób inwestor zyskuje szansę na pokrycie strat wynikłych z innych ryzykownych przedsięwzięć, które spaliły na panewce (poważny inwestor nigdy nie wkłada całego kapitału w tylko jedno przedsięwzięcie). Tak więc kapitał wysokiego ryzyka to gra z losem polegająca na wczesnym inwestowaniu, niesieniu pomocy w budowaniu nowych wartości i konieczności odnoszenia spektakularnych sukcesów.

Jakie zastosowanie znajdują powyższe reguły w Polsce? Polska gospodarka, podobnie jak każda inna, składa się z bardzo wielu rynków, dopiero budzących się do życia, a każdy z nich powinien podlegać prawu "krzywej S". Dotyczy to również całej gospodarki kraju. Niestety, jest raczej oczywiste, że obecnie kraj jeszcze nie znalazł się w położeniu E, stanowiącym punkt wyjścia do wyraźnego przyspieszenia. Pewne doniesienia z Polski, na przykład te o wzroście bezrobocia czy nieodpowiedzialnych tendencjach wśród części przywództwa politycznego, powodują, że niektórzy inwestorzy w Ameryce w ogóle nie wierzą, by kraj ten miał szansę na dotarcie do magicznego punktu E. Zbyt wielka liczba ludzi niezadowolonych i zawistnych jest w stanie zadeptać płomień przedsiębiorczości i sukcesu.

Pierwsze ogniki polskiej przedsiębiorczości zostały już w Ameryce dostrzeżone. Niemniej, jest jasne, że Polska znajduje się na razie jeszcze na wstępnej, płaskiej części krzywej wzrostu. Trudno przewidzieć, kiedy rozpocznie się faza błyskawicznego rozwoju, niemniej wiara w jej nadejście jest dość rozpowszechniona w środowisku finansistów. Istnieje przekonanie, że trzeba bardzo uważnie obserwować ten kraj, by nie przegapić właściwego momentu i zacząć budować nowe, prężne firmy, których pracownicy nie baliby się ciężkiej pracy, z której mieliby godziwe zyski wraz z inwestorem, który również miałby z tego swój kawałek chleba.