Internet w pamięci

Jaki jest status ontologiczny pamięci w sieciach i jej trwałość? To pytanie, nad którym głowią się nieliczni jeszcze filozofowie Internetu.

Jaki jest status ontologiczny pamięci w sieciach i jej trwałość? To pytanie, nad którym głowią się nieliczni jeszcze filozofowie Internetu.

Temat ten poruszył Jarosław Badurek w eseju Wioska bez pamięci (CW nr 30/ 2001). Mamy już spory dorobek z dziedziny politologii, soc- jologii, psychologii Internetu, komunikacji sieciowej, a nawet teologii. Uboższa jest natomiast nasza refleksja filozoficzna. Wiele także pozostawia do życzenia wiedza o antropologii Internetu: kondycji człowieka w społeczeństwie informacyjnym. Tylko patrzeć, a pojawi się także etnologia Internetu, której celem będzie badanie reakcji kultur i sposobu percepcji przez nie informacji płynących z sieci. Dostępna u nas wiedza obejmuje prawie wyłącznie kultury zachodnie.

Dobrym punktem wyjścia do dociekań filozoficznych jest sformułowana przez McLuhana teoria mediów, którego wybór pism ukazał się niedawno na naszym rynku. Kanadyjski filozof odszedł jednak z tego świata w momencie, gdy wchodził do masowego użycia komputer osobisty. Istniał już wprawdzie Internet, ale na powszechnie dostępną "pajęczynę" przyszło nam czekać jeszcze kilkanaście lat. Uczeń McLuhana, Derrick de Kerkhove, dyrektor McLuhan Program na Uniwersytecie w Toronto, znany w Polsce z dwóch książek, Powłoka kultury (1997 r. ) i Inteligencja otwarta (2001 r.), adaptuje filozofię mediów swojego mistrza do epoki Internetu, multimediów i rzeczywistości wirtualnej.

Siedzi człowiek w sieci

Problem pamięci ludzkości jest w tym kontekście kluczowy. Jeśli komputer staje się przedłużeniem mózgu, czyli w istocie częścią człowieka, czy nie znaczy to więc, że kiedyś może się skończyć jego ewolucja i funkcje produkcji pamięci przejmie mnemotechnologia, która zatrze granice między światem wewnętrznym a zewnętrznym, medialnym a pozamedialnym. Człowiek przyszłości będzie traktował swój komputer jak zewnętrzny umysł. Już dziś, kiedy zdarzy się awaria komputera, czujemy się trochę tak, jakby ktoś nam wyłączył część naszej pamięci.

Wspomniani filozofowie są przekonani, że w jakiejś fazie rozwoju mnemotechnologii powstanie "mózg sieciowy", czyli kolektywna inteligencja. Zdaniem wspomnianego D. de Kerkhove'a, możemy już mówić o takiej inteligencji, ponieważ dzięki technikom informa- cyjno-komunikacyjnym grupa ludzi może działać i wykonywać zadanie, jakby była inteligentnym, samomonitorującym się organizmem, pracującym z jednym umysłem, a nie zbiorem niezależnych "agentów intelektualnych". Technika tak dalece wyprzedza możliwości adaptacyjne człowieka, że kolektywna inteligencja i smart communities są koniecznością, dziś bowiem człowiek jako jednostka stoi na drodze wzrostu efektywności komputera.

Człowiek symbiotyczny

W najnowszej pracy Inteligencja otwarta D. de Kerkhove mówi już o connected intelligence, przez co rozumie, najkrócej mówiąc, przyspieszoną multyplikację umysłu przez umysł. Taka inteligencja to spotkanie umysłów w sieciach komputerowych, dowartościowanie wkładu jednostki, uwolnienie jej od blokad narzucanych przez hierarchie polityczne czy kulturowe. Nie wiadomo tylko, czy za "pożyczki intelektualne" z sieci nie trzeba będzie płacić.

Wizje idą znacznie dalej: człowiek przyszłości będzie przedłużał własny system nerwowy i zleje się z otaczającym go światem. Dzięki tym ekstensjom będzie odczuwał kontakt z całym kosmosem bez wprowadzania się w nirwanę. Wyobraźnia podsuwa scenariusz przekształcania się światowej w globalny mózg, tak że powstanie autonomiczny, przetwarzający informacje system, w którym zbiorowa aktywność jednostek osiąga wyższy poziom intelektualny niż jednostka mogłaby osiągnąć samodzielnie. Ten "mózg" wchłonie wszystkie "komórki lokalne i narodowe" i będzie ewoluował jak mózg biologiczny, ucząc się i adaptując.

Staniemy się częścią superrozumu: neuronami planetarnego mózgu - prorokują wizjonerzy człowieka symbiotycznego.

Problemy te podejmuje także francuski uczony, Pierre Levy. Jego filozofię i antropologię Internetu przybliżył na tych łamach Edwin Bendyk (CW 23/1998). "Globalna pajęczyna to dla Levy'ego analogia mózgu, który jest przecież pajęczyną synaptycznych połączeń. W mózgu efektem międzyneuronalnej komunikacji są procesy myślowe, a wielu badaczy mózgu twierdzi, że również świadomość jest skutkiem tej komunikacji; (...) nastąpi zmiana jakościowa, czego skutkiem będzie powstanie nowego autonomicznego zjawiska, inteligencji zbiorowej. Inteligencja zbiorowa, czy inaczej superrozum rodzaju ludzkiego, to coś więcej niż tylko suma wiedzy poszczególnych osób. To całkowicie nowa jakość, efekt kolejnego etapu ewolucji homo sapiens" .

W ten oto sposób Internet ma się stać pamięcią globalnej wioski czy też planetarnym griotą, "kronikarzem globalnego plemienia".

Ale nie brak sceptyków, którzy obawiają się o przyszłość zbiorowej pamięci świata, z czego zdaje sobie sprawę Jarosław Badurek. Istnieje lęk przed powtórzeniem losu jednego z 7 cudów starożytnego świata biblioteki aleksandryjskiej - obrócenia w perzynę olbrzymich zasobów literatury helleńskiej, Czemu przypisuje się późniejsze mroki średniowiecza. Biblioteka jest odbudowywana, choć w innym kształcie. Może będzie jednym z cudów świata ponowoczesnego.

Uniknąć losu biblioteki aleksandryjskiej

Nasza cywilizacja za przyczyną nietrwałości nośników informacji ujawnia tendencję do tymczasowości i jednorazowości. Kultura jest zawsze potencjalnie zagrożona, jeśli zbiory są skoncentrowane. Ta obawa przyświecała twórcom Arpanetu. W czasie ostatniej tragedii Manhattanu poczta elektroniczna była ostatnim środkiem komunikacji, kiedy inne już zawiodły, choć nie ustrzegła się "tąpnięcia" na kilka godzin. Ale nie można powiedzieć, że była wystawiona na najgorszą próbę.

Zbiory elektroniczne są co prawda rozproszone na milionach serwerów, ale istnieje monopol nośnika, który nie jest wieczny, a w każdym razie mniej trwały od kamiennych tablic, glinianych tabliczek, papirusów czy nawet papieru, który może przetrwać kilkaset lat. Czy przerwałoby do dziś Prawo XII Tablic, gdyby nie było wykute w kamieniu?

Co zatem wymyślić, aby uniknąć tego niebezpieczeństwa. Pojawiają się różne idee, np. uczące się roboty (coś w rodzaju elektronicznych griotów). Kod binarny jest wprawdzie niezniszczalny, ale nietrwały jest sam nośnik, stąd pomysł, mało zresztą oryginalny, przechowywania danych na trwałych, odpornych na ogień i inne żywioły substratach. Eksperymentalnie zapisano już całą Księgę Rodzaju na 2" metalowym dysku, odczytywanym przez mikroskop optyczny. To jeszcze jeden przykład na to, że nowe to dobrze zapomniane stare, a każda pokonana bariera odsłania następne, trudniejsze do pokonania.

Społeczeństwo informacyjne przyszłości dzięki milionom megabajtów dostępnym za kliknięciem myszki postrzegamy jako społeczeństwo twórczości i wiedzy, czerpiące z globalnej pamięci. Arun Netravali, szef Laboratoriów Bella, prognozuje, że pokolenie dziś przychodzące na świat rozpocznie dorosłe życie w rzeczywistości, w której sieci inteligentne oplotą planetę niczym skóra. Czujniki rozmieszczone wszędzie będą przekazywać wszelkie informacje wprost do sieci, jak nerwy transmitujące informacje do mózgu swoistej noosfery samomonitorującego się globalnego organizmu. W okablowanym świecie możemy błyskawicznie uzyskać informacje z banków danych. Wynika z tego obfitość krzyżujących się inspiracji interdyscyplinarnych. Różne dziedziny wiedzy zapładniają się wzajemnie ideami i pomysłami. Kreatywność ogromnie wzrasta, tempo innowacji jest bardzo przyspieszone.

Ale jest i druga strona medalu. Żyjemy w wieku wiedzy, ale i ignorancji. Mówi się dzisiaj o barbarzyńcach, że mieli wiedzę przedrefleksyjną, ale dzisiejszy "dygitariat" (który wklepuje codziennie w klawiaturę tryliony bitów) to zapewne już ludzie z wiedzą postrefleksyjną. Wiedza refleksyjna już była - jej szczytem było odrodzenie i oświecenie.

Gdzie będzie wiedza

Zaryzykuję przewrotne stwierdzenie, że barbarzyńcy i dzicy to były na owe czasy społeczeństwa wiedzy. By przetrwać, musiały poznać cały dorobek swej kultury. Był czas kultury przedrefleksyjnej, która być może będzie kiedyś postrefleksyjna. Społeczeństwo informacyjne charakteryzuje coraz mniejsza porcja wiedzy przyswojonej przez jednostkę w relacji do ogólnej wiedzy; wiedza człowieka nowoczesnego i ponowoczesnego to wiedza zmaterializowana w wiedzy innych, narzędziach, książkach, encyklopediach, a także wysoko przetworzonych narzędziach i materiałach, którymi człowiek przednowoczesny nie dysponował. Neal Postman zwraca uwagę na ograniczenie naszej wiedzy, które można nazwać syndromem młotka i gwoździa: gdyby przed wynalezieniem bomby atomowej istniały komputery, to ludzie byliby przekonani, że bez nich bomby nie dałoby się skonstruować. Coraz mniej ludzi wierzy w to, że bez komputera można, mimo wszystko, wiele zrobić. Wraz z wymieraniem pokoleń "analogowych" i wzrastaniem pokoleń "dygitalnych" będzie przybywać komputerowych dzieci i sieciowych obywateli.

Będzie to społeczeństwo wiedzy praktycznej, ale niekoniecznie mądre; społeczeństwo szumu i chaosu informacyjnego, a nie uładzonej wiedzy. Noblista Arno Penzias powiada, że maszyna drukarska z ruchomymi czcionkami przejęła całą strukturę językową i użyczyła jej wszystkim, również tym, którzy nie mieli książek, stworzyła nowy obszar wiedzy. Dziś przenosimy na dyski i do sieci biblioteki i dzięki szperaczom możemy przetrząsać miliardy stron internetowych. Nie zmienia to jednak obrazu naszej wiedzy, nie uczymy młodzieży rozwiązywania problemów, a jedynie szukania odpowiedzi. Tymczasem uczenie się to sprawa społeczna. Wszystko to przepadnie, jeśli ludzie poprzestaną na kontaktach z komputerem.

Entuzjaści twierdzą, że komputer wszystko doskonali: edukację, religię, politykę, umysł, w końcu nas samych. Jednak komputer poprzez informacje, których nam dostarcza, nie jest w stanie odpowiedzieć na żadne z fundamentalnych pytań, które chcielibyśmy mu zadać: zwłaszcza na pytanie, co może uczynić nasze życie bardziej sensownym. Komputer odciąga nas od tego, co nas nurtuje: od wiedzy o nas samych.

Tracimy wgląd w proces tworzenia

Nie wiadomo - i wątpliwe, czy kiedykolwiek się dowiemy - ile naprawdę danych, informacji i wiedzy tekstowej, dźwiękowej, wizualnej, graficznej, zarejestrowanej na nośnikach materialnych, ma już postać cyfrową i jest częścią elektronicznej pamięci świata. Szacuje się, że 4-6%. A co z wiedzą i informacją ulotną, która nigdy nie będzie ucyfrowiona, chyba że mózg ludzki kiedyś zostanie podłączony do Internetu (i wtedy nie trzeba już będzie iść po rozum do głowy, bo będzie on w sieciach). Co z wiedzą i poznaniem emocjonalnym? Jakież dotkliwe straty ponosi kultura, której postać cyfrowa gubi proces twórczy. Na starych manuskryptach dzięki skreśleniom, glosom, dopiskom widać zmagania twórcze autora, dzięki czemu lepiej rozumiemy przesłanie dzieła. W komputerze wcześniejsze wersje są wymazywane.

Od informacji, jako dobra rzadkiego (data scarcity), przeszliśmy do zalewu informacji (data glut) i przeciążenia informacyjnego (information overload), co Pierre Levy w książce Cyberculture (1996 r.) nazywa "drugim potopem". Umberto Eco sądzi, że nadobfitość informacji może ją niszczyć. Z tego punktu widzenia różnica między sytuacją, kiedy dysponujemy milionami gigabajtów informacji na jakiś temat, a kiedy nie mamy jednego bitu, bywa żadna.

A jeśli w "pamięci świata" będzie 50% informacji wiedzy? Jak tym zarządzać, jeśli już dziś mamy kłopoty? Chaosem zarządzać się nie da, podlega prawom stochastyki, logice struktur dysypatywnych. Mózg odświeża i regeneruje zasoby pamięci: przetwarza je, niepotrzebne wymazuje. Internet nie ma takich zdolności - może kiedyś je nabędzie. Trudno sobie bowiem wyobrazić akcję sprzątania Internetu na wzór sprzątania świata. Jarosław Badurek powiada, że w krótkich odstępach czasu Internet po prostu znika, następuje cyfrowa amnezja, ale ta pamięć odradza się na nowo jak supernowa gwiazda. Jeśli znika, to znaczy, że nie tylko pozbywamy się śmietnika, ale także sezamu. Śmietnika też zresztą szkoda. Archeologowie wiedzą, jakie to cenne źródło poznawania umarłych cywilizacji. A cywilizacja Internetu być może kiedyś też się taka stanie...

Jeśli Internet co jakiś czas zanika, to znaczy, że pojęcie nowości staje się względne. Jeżeli coś się zmienia z tygodnia na tydzień, mamy wrażenie przestarzałości, zresztą jej cechy świadomie nadaje się produktom informatycznym. Każda następna minuta jest droższa od poprzedniej, każda też weryfikuje, co warta jest czyjaś praca, myśl twórcza, innowacyjność itp. Tego nie miały ludy przednowoczesne, w których tradycja zapewniała trwanie kultury "z pamięcią kształtu".

Pamięć jest wpisana w czas, i vice versa. Ehrefried Pfeiffer, redaktor pisma The Ecologist, śmiało wyrokuje, że nasza cywilizacja przerobiła tysiące lat ewolucji człowieka na papier. Parafrazując te słowa, można powiedzieć, że dziś przerabia je na taśmy, dyskietki, bity itp. Jeśli tak, to można by się pokusić o tezę, że recycling nie omija także czasu.

<hr>

Kazimierz Krzysztofek jest profesorem socjologii w Wyższej Szkole Psychologii Społecznej w Warszawie i Instytucie Kultury.


TOP 200