Informatyka czasu powodzi

W nawiązaniu do artykułu pana Ola Sawy pt. 'Informatyka czasu powodzi', który ukazał się w numerze 29/297 z dnia 18 sierpnia br., chciałbym wyrazić swój żal i rozczarowanie z powodu rażącej niekompetencji w tak dotąd cenionym przeze mnie piśmie, jakim jest Computerworld.

W nawiązaniu do artykułu pana Ola Sawy pt. 'Informatyka czasu powodzi', który ukazał się w numerze 29/297 z dnia 18 sierpnia br., chciałbym wyrazić swój żal i rozczarowanie z powodu rażącej niekompetencji w tak dotąd cenionym przeze mnie piśmie, jakim jest Computerworld.

Moje wzburzenie wynika z niesłychanie powierzchownego i niekompetentnego potraktowania tematu przez autora, które mogę złożyć chyba tylko na karb nieznajomości i braku rozeznania.

Artykuł, o którym mówię, opisywał m.in. sytuację powodziową i popowodziową w pionach informatycznych firm zagrożonych żywiołem (do tej części nie mam zastrzeżeń, tym bardziej iż większość cytowanych osób znam osobiście), problemem jest natomiast obiektywizm (w zasadzie jego brak) w części poświęconej ludziom Internetu niosącym pomoc powodzianom. Cytuję: ”...za murem worków z piaskiem przez wiele dni powodzi funkcjonowała opolska kawiarnia internetowa. W niej i w pobliskich Krapkowicach pracowali ludzie z Wolontariatu Internetowego...”, „... w opolskiej kawiarni spotkali się natomiast ci, którzy nieśli pomoc potrzebującym...”. Wszystko byłoby w porządku, wszak wszyscy w światku internetowym cenimy to, co serwis krapkowicki (Sonik & Sonik) zrobił dla powodzian, ale nie był on jedynym serwisem tego typu.

Niestety, tego już autor artykułu nie zauważył. Powiem więcej - na pewno nie był jedynym serwisem ściśle informacyjnym. Tak więc słowa: „... wiadomości z serwera Wolontariatu zasilały serwisy informacyjne wszystkich polskich gazet i rozgłośni...”, są po prostu naginaniem faktów. Rodzi się podstawowe pytanie, czy przypadkiem serwisy WWW nastawione na informacje lokalnie (a były takie) nie miały równie dużego, może nawet większego wpływu na obieg informacji, tak w samym Internecie, jak i poza nim. Gdyby tylko pan Sawa zechciał bardziej szczegółowo przygotować się do tematu, z pewnością dowiedziałby się m.in. iż serwis informacyjny największej dolnośląskiej stacji telewizyjnej TeDe zasilały wiadomości ze ściśle wrocławskich stron Wolontariatu Miejskiego (www.powodz.gnet.pl). Również strony, umożliwiające prawie na bieżąco śledzenie map zalanych obszarów, umknęły uwadze autora, nie wspominając już o listach dyskusyjnych, z których ludzie z całego świata dowiadywali się o bliskich zamieszkujących zagrożone tereny oraz mogli na bieżąco komentować to, co się działo w całej południowej Polsce.

Mam nadzieję, że taki stan rzeczy nie wypływa z lekceważącego podejścia ludzi z „suchej” Warszawy, a tylko braku możliwości odpowiednio częstego korzystania z Internetu. (...)

Jestem przekonany, iż jest to tylko niedopatrzenie, które doczeka się sprostowania, nie psując (jak dotąd) znakomitego wizerunku pisma Computerworld. Na koniec chciałbym dodać, iż nie jestem osobą obiektywną, gdyż sam z równym zaangażowaniem układałem worki na wałach, jak i służyłem swoją wiedzą ludziom z Wolontariatu Powodziowego przy Prezydencie Miasta Wrocławia.

Grzegorz Mogilewski

dyrektor Oddziału Wrocław

getin sp. z o.o.


TOP 200