Informatyka - Ludzka rzecz

Czy polskim przedsiębiorstwom i instytucjom udało się w dziedzinie informatyki dobrze zagospodarować ostatnie 10 lat i wykorzystać szanse stwarzane przez nowoczesne technologie? Myślę, że w szkolnej skali ocen właściwe byłoby cztery z minusem. "Z nadzieją na poprawę w następnym semestrze" - jak mawiają pedagodzy.

Czy polskim przedsiębiorstwom i instytucjom udało się w dziedzinie informatyki dobrze zagospodarować ostatnie 10 lat i wykorzystać szanse stwarzane przez nowoczesne technologie? Myślę, że w szkolnej skali ocen właściwe byłoby cztery z minusem. "Z nadzieją na poprawę w następnym semestrze" - jak mawiają pedagodzy.

Zapóźnienie technologiczne wobec rozwiniętych gospodarek zachodnich miało być atutem w nadrabianiu zaległości i dystansu dzielącego Polskę od tamtych rynków. Wydawało się, że brak "zamrożonych" inwestycji informatycznych z lat 70. i 80., złych nawyków i przyzwyczajeń ery wielkich komputerów to wystarczające argumenty, by w ramach koniecznej restrukturyzacji gospodarki od razu z rozmachem przystąpić do informatyzacji firm i jednostek administracji publicznej. Szybko okazało się, że w niektórych dziedzinach zapóźnienie, zamiast być sprzymierzeńcem informatyzacji, stało się jej wrogiem.

Główni uczestnicy rynku informatycznego - dostawcy i ich klienci - przez lata uskarżali się na zarządy przedsiębiorstw nieświadome korzyści płynących z umiejętnego wykorzystania komputerów. Brak wiedzy o tym, jak organizować duże przedsięwzięcia w administracji publicznej, spowodował, że udane projekty rządowe można policzyć na palcach jednej ręki. Na Zachodzie nad budową świadomości wśród kadry zarządzającej przedsiębiorstw i polityków przemysł informatyczny pracował od czterech dekad.

W roku 1990, na starcie nowoczesnej informatyzacji, w najlepszej sytuacji był przemysł. W tym sektorze były największe tradycje techniczne. W wielu przedsiębiorstwach państwowych pracowały zespoły zajmujące się przetwarzaniem danych, przekształcone później w autonomiczne działy informatyki. W niektórych gałęziach przemysłu od późnych lat 70. powszechnie wykorzystywano komputery do projektowania i sprawowania kontroli nad procesami produkcyjnymi.

Sektor finansowy dziesięć lat temu dopiero powstawał - nowe, duże banki komercyjne wydzielono z NBP, w spółki handlowe zostały przekształcone inne banki państwowe, zakładano pierwsze prywatne instytucje finansowe. Wraz z utworzeniem Giełdy Papierów Wartościowych rodził się rynek kapitałowy. Praktycznie od zera powstawał też sektor usług i handlu, bez doświadczeń i jakiegokolwiek zaplecza informatycznego wyniesionego z poprzedniej epoki.

Administracja publiczna pilnie potrzebowała wsparcia ze strony techniki do przeprowadzenia pierwszych, najbardziej naglących reform. Jeszcze pod koniec lat 80. zapadła decyzja o stworzeniu, gigantycznego jak na tamte czasy, systemu informatycznego do obsługi systemu podatkowego. Usprawnienie innych sfer działalności państwa m.in. polityki celnej, socjalnej, wymiaru sprawiedliwości też wymagało wykorzystania narzędzi informatycznych.

W każdej z tych dziedzin bilans zamknięcia dekady wygląda inaczej.

Instytucje finansowe, a zwłaszcza banki, należą do najlepiej zinformatyzowanych przedsiębiorstw w Polsce. Złożyło się na to kilka elementów, ale najważniejsze to: utrzymująca się przez długi czas dobra koniunktura na usługi finansowe i dostęp do know-how zachodnich banków inwestujących w Polsce. Mimo to prawie wszystkie banki z konieczności wybierały okrężną drogę informatyzacji.

Na początku lat 90. na rozwiniętych rynkach finansowych standardem były już systemy scentralizowane przechowujące w jednym, wspólnym repozytorium informacje potrzebne do obsługi klienta. W dużym uproszczeniu, stosowanie systemu centralnego powoduje, że klient banku może korzystać z usług w każdym oddziale i wszędzie dokonać tych samych operacji. Krajowe banki, najczęściej świadomie, odłożyły na później wdrożenie systemów centralnych, zadowalając się na początek przestarzałymi rozwiązaniami, tzw. systemami oddziałowymi.

Szybkie wdrożenie systemów scentralizowanych było dla młodych polskich banków zadaniem ponad siły. Na Zachodzie instytucje finansowe latami ewoluowały w kierunku centralnych aplikacji bankowych, rozkładając w czasie nie tylko związane z tym zmiany organizacyjne, ale również znaczące koszty. Zakup i wdrożenie systemu centralnego w średniej wielkości banku ogólnopolskim to wydatek kilkudziesięciu milionów dolarów. Trzeba było kilku lat, by banki były w stanie ponieść taki wysiłek organizacyjny i finansowy. Dodatkowo inwestycjom w systemy centralne nie sprzyjała "tragiczna" infrastruktura telekomunikacyjna na początku lat 90.

Bankierzy chętnie opowiadają o tym, jak ważnym narzędziem w walce o klienta stała się . Gdy przyjrzeć się obecnej ofercie banków, można dojść do wniosku, że jest jeszcze wiele miejsca dla zastosowań informatyki w sektorze finansowym. Owszem, banki oferują dzisiaj całodobowy dostęp do bankomatów, sprawnie działające centra obsługi telefonicznej, rachunki w Internecie. Nadal jest to bankowość, jaką znamy od pokoleń. De facto zmienia się tylko sposób, w jaki są wpłacane i wypłacane pieniądze. Zamiast elastycznych, personalizowanych usług, nadal natrafiamy na sztywne procedury banków.


TOP 200