Informatyczny węzeł

Problem roku 2000 uzmysłowił, jak bardzo każda dziedzina naszego życia zależy od informatyki.

Problem roku 2000 uzmysłowił, jak bardzo każda dziedzina naszego życia zależy od .

"O roku ów! Kto ciebie widział w naszym kraju! (...) Dotąd lubią starzy o tobie bajać, dotąd pieśń o tobie marzy, z dawna byłeś niebieskim objawiony cudem i poprzedzony głuchą wieścią między ludem" - być może takim właśnie mottem ze strof naszego wieszcza będą opatrywać swoje wspomnienia dzisiejsi informatycy, gdy kiedyś, w przyszłym wieku, znajdą się już na emeryturze. Pisać będą oczywiście o przygotowaniach do nadejścia roku 2000.

Naprawianie beztroski

Ubiegły rok był niepowtarzalny. Problem roku 2000 wszystkim uzmysłowił, jak bardzo zależymy od informatyki. Prawie każda dziedzina naszego życia może być dotknięta jego ewentualnymi skutkami. Dla wielu informatyków mijający rok był okresem, w którym większość czasu przeznaczyli właśnie na to, by tych skutków nie było. Naprawiali błędy popełnione wcześniej także przez informatyków. Może nie tyle błędy, co skutki beztroski i braku dalekowzrocznego patrzenia, bo gdyby przy budowie systemów przestrzegano inżynierskich reguł prawidłowego postępowania, naprawienie błędów byłoby szkolnym zadaniem.

Problem roku 2000 był niezmiernie interesującym zagadnieniem, bo - jak mało która sprawa - łączył w sobie aspekty technologiczne, biznesowe czy wreszcie zagadnienia psychologiczne. Był także kwestią wiary, bo informatycy podzielili się na tych, którzy zająwszy się poważnie sprawdzaniem własnych systemów, zlokalizowali zagrożenia i sami się przestraszyli, oraz tych, którzy do dnia dzisiejszego z obaw tych pierwszych się śmieją. Pocieszać się można jedynie, że stale przybywało neofitów.

Ograniczone zainteresowanie polityków

Rola polskiej administracji rządowej w przygotowaniach była bardzo ograniczona. Dopiero w tym roku w Ministerstwie Spraw Wewnętrznych i Administracji pojawił się koordynator zajmujący się problemem roku 2000. Pracował on aż do września, kiedy polityczne perturbacje spowodowały, że zniknął z horyzontu polskiej informatyki. Od tego czasu zakończyła działalność Rada Informatyki przy Premierze RP, zaś MSWiA w praktyce przestało zajmować się problemem.

Poszczególne resorty prowadziły przygotowania lepiej lub gorzej, wszystkie - co potwierdził niedawny raport Najwyższej Izby Kontroli - chcą zdążyć na ostatnią chwilę. Późny start do poważnych przygotowań i działanie bez postawienia sobie rozsądnego marginesu bezpieczeństwa charakteryzowały właściwie wszystkie państwowe firmy i instytucje. Wszyscy narzekali na resorty i ministerstwa, wskazując, że te wolały wybrać wygodniejszą funkcję kontroli, każąc na przykład wypełniać sążniste ankiety, przy zaniedbaniu rzeczywistej koordynacji działań.

Na przygotowania Polska wydała łącznie kilka miliardów złotych, lecz trudno ocenić, jak dużą część tej sumy stanowiły jedynie przyspieszone inwestycje, ile środków zaangażowano w tworzenie planów awaryjnych i inwentaryzację posiadanej infrastruktury teleinformatycznej - zadania, które każda firma i instytucja już dawno powinna wykonać. Niebawem przekonamy się, czy nasze zaangażowanie w problem roku 2000 było wystarczające.


TOP 200