Informatyczna niedola szpitala

Resort Zdrowia od trzech lat nie może porozumieć się z Bankiem Światowym w sprawie sfinansowania zakupu systemów dla szpitali. Dzisiaj chce, aby szpitale za nie zapłaciły same.

Resort Zdrowia od trzech lat nie może porozumieć się z Bankiem Światowym w sprawie sfinansowania zakupu systemów dla szpitali. Dzisiaj chce, aby szpitale za nie zapłaciły same.

Na systemy dla szpitali Ministerstwo Zdrowia i Opieki Społecznej (MZiOS) miało przeznaczyć - jak dowiedzieliśmy się nieoficjalnie - ok. 15 mln USD (po 50 tys. USD na każdy szpital mający ponad 200 łóżek). Systemy miały działać na komputerach IBM, których zakup w 1996 r. sfinansowano z pożyczki Banku Światowego. Kiedy komputery trafiły do Zakładów Opieki Zdrowotnej (ZOZ) i szpitali, okazało się, że nie ma do nich oprogramowania. Oprogramowania nie ma do tej pory i - jak mówią wtajemniczeni - są ZOZ-y, przechowujące sprzęt w piwnicach.

Spór z Bankiem Światowym toczy się o kwestie formalne. Strona polska mówi o "rygorystycznych" warunkach przetargowych, w których - zdaniem delegacji zagranicznych - powinny móc uczestniczyć wszystkie firmy, także te, które nie mają przedstawicielstwa w Polsce. Bank chce również, aby zakupiono gotowe aplikacje.

Spory proceduralne

"Sprawą nie interesowałem się do sierpnia. Wiem, że delegacje przyjeżdżają i rozmawiamy z ekspertami banku" - mówi Andrzej Strug, dyrektor departamentu informatyki Ministerstwa Zdrowia i Opieki Społecznej. "Sprawa nie jest jeszcze na tyle zaawansowana, aby mówić o szczegółach, ale liczymy na to, że oprogramowanie zostanie zakupione na początku przyszłego roku" - zapewnia Maria Stupkiewicz, zastępca dyrektora biura ds. zagranicznych programów pomocowych, odpowiedzialna za projekt, Banku Światowego. Jej zdaniem, Bank Światowy nie zgadza się, by same szpitale dokonywały zakupu oprogramowania.

Ministerstwo ma zamiar jedynie centralnie przeprowadzać wstępną selekcję firm, które miałyby dostarczać szpitalom systemy informatyczne. Jak sugeruje Andrzej Strug, takich firm mogłoby być 5 lub 6. W drugiej fazie przetargu dyrektor szpitala decydowałby, od kogo kupi konkretny program, po zapoznaniu się z ofertą na targach zorganizowanych przez resort. W pakiecie, do którego dopłaca MZiOS, miałyby znaleźć się dwie aplikacje - Apteka i Ruch Chorych. Za inne moduły szpitale miałyby zapłacić same (stanowi to ok. 25-30% wartości oprogramowania). Podstawowe aplikacje dla szpitala kosztują ok. 4 tys. zł. Aby kupić cały, zintegrowany system, trzeba zapłacić już 100-200 tys. zł. "Przedstawiciele Banku Światowego wstępnie zgodzili się na takie rozwiązanie, które po raz pierwszy zastosowano w Brazylii w przypadku aplikacji dla szkół" - mówi Andrzej Strug. Jednak ministerstwo szuka legalnego sposobu na takie sformułowanie umowy z bankiem, aby lokalne zakupy z pożyczonych od niego pieniędzy były możliwe.

Własne zakupy

Indagowani dyrektorzy polskich szpitali pozytywnie odnoszą się do pomysłu decydowania o wyborze aplikacji. Większość z nich sądzi jednak, że do chwili, kiedy ministerstwo zdecyduje się na dokonanie preselekcji, szpitale będą już miały podstawowe oprogramowanie, zakupione samodzielnie. Dzisiaj - jak podaje Anna Osińska, dyrektor ds. administracyjnych i pracowniczych Szpitala Położniczo-Ginekologicznego św. Zofii w Warszawie - podstawowego oprogramowania nie ma ok. 70% polskich szpitali. Te, w których istnieje, zadają pytanie, czy resort nie każe im wymienić posiadanego systemu na ministerialny.

"Takie obawy są całkowicie nieuzasadnione" - twierdzi Andrzej Strug, który zachęca dyrektorów do samodzielnego kupowania aplikacji. Niektórzy, jak Ewa Karpińska z warszawskiego Ośrodka Organizacji, Ekonomiki i Informatyki w Ochronie Zdrowia, obawiają się, że dokonanie właściwego wyboru systemu będzie dla wielu zbyt skomplikowane. "Szpitale chcą, aby resort załatwił za nich wszystko. To nonsens" - odpowiada Andrzej Strug.

Wstępna selekcja producentów - jak twierdzą dyrektorzy - może doprowadzić do zawoalowanej monopolizacji rynku. Skoro resort wybierze 5-6 firm, od których będzie można kupić Aptekę i Ruch Chorych, to jednocześnie da im monopol na bardziej intratne przetargi systemowe. "Jeśli podstawowe aplikacje kosztują 4 tys. zł, a cały system 200 tys. zł, to wiadomo o co toczy się gra" - mówi jeden z dyrektorów, zastrzegający sobie anonimowość. Jeśli w ministerialnym przetargu ktoś kupi aplikacje jednego producenta, to za dwa lata cały system będzie zamawiał również u niego. Co więcej, dopuszczenie do przetargu firm nie mających umocowania na polskim rynku, może oznaczać niepewność jego serwisowania. Wiele szpitali ma takie doświadczenia w przypadku sprzętu medycznego.


TOP 200