Informacja - dobro powszechne

Czy bibliotekarze będą musieli łamać prawo, aby wypełniać statutowe zadania bibliotek? Technologia informatyczna zmienia nie tylko sposób gromadzenia i przechowywania informacji, ale też prawne i ekonomiczne aspekty jej funkcjonowania.

Czy bibliotekarze będą musieli łamać prawo, aby wypełniać statutowe zadania bibliotek? Technologia informatyczna zmienia nie tylko sposób gromadzenia i przechowywania informacji, ale też prawne i ekonomiczne aspekty jej funkcjonowania.

Na jakich przesłankach będzie bazowała w przyszłości działalność bibliotek i ośrodków informacji naukowo-technicznej? Dzisiaj podstawową racją ich istnienia jest przekonanie, że informacja jest dobrem publicznym. Czy będzie jednak można utrzymać ten status w sytuacji, gdy informacja w coraz większym zakresie staje się komercyjnym towarem?

Polskie środowisko bibliotekarskie zaprząta sobie dziś głowę przede wszystkim ograniczeniami w dostępie do informacji, wynikającymi z niedostatecznych środków na zakup nowości. To także dla czytelników bariera najbardziej dokuczliwa. Kolejną przeszkodą w działalności polskich bibliotek, mającej zapewnić powszechny obieg informacji, jest brak odpowiedniej infrastruktury technicznej, chociażby dostępu do Internetu, dostatecznej liczby stanowisk komputerowych czy wewnętrznych sieci teleinformatycznych.

Jednak wiele bibliotek przekonało się już, że posiadanie nowoczesnych technologii nie jest panaceum na kłopoty związane z udostępnianiem zbiorów. Wprost przeciwnie, może się stać źródłem nowych problemów. Szczególnie w zakresie elektronicznych publikacji i źródeł informacji.

Problemy te będą się nasilały wraz z rozwojem elektronicznych technik informacyjnych. Komputerowe bazy danych, sieciowe zasoby informacyjne, wyszukiwarki i inne narzędzia informatyczne pozwalają na coraz większą efektywność gromadzenia i przetwarzania informacji. Wzrost technicznych możliwości obróbki i udostępniania informacji powoduje z jednej strony kłopoty z jej wartościowaniem (masowo dostępna informacja dewaluuje się), z drugiej zaś sprzyja tendencjom ograniczania na drodze prawnej dostępu do wartościowych danych, które zaczynają być traktowane jako dobro rynkowe. Zjawiska te stały się jednym z tematów obrad VI Krajowego Forum Informacji Naukowej i Technicznej w Katowicach.

Gwarancje i ograniczenia

Dostęp do informacji uważany jest w cywilizacji zachodnioeuropejskiej za jedną z podstawowych wolności i swobód obywatelskich. Prawo do niego wynika z powszechnie akceptowanego prawa do wolności wypowiedzi. Został on zadekretowany po II wojnie światowej w postaci wielu aktów prawnych o charakterze międzynarodowym. Do najważniejszych należą m.in. Europejska Konwencja Praw Człowieka, przyjęta przez Radę Europy, oraz Powszechna Deklaracja Praw Człowieka, uchwalona przez ONZ w 1948 r. W Polsce prawo dostępu do informacji jest zasadą konstytucyjną.

"Równolegle z rozwojem prawnych gwarancji dostępu do informacji - rozumianych jako prawo dostępu do treści i idei zawartych w dokumentach - następuje proces ograniczania tego prawa za sprawą pojawiających się nowych technik komunikacyjnych, będących nośnikami informacji" - twierdzi Dawid Kot z Instytutu Wynalazczości i Ochrony Własności Intelektualnej Uniwersytetu Jagiellońskiego. Wynika to z uwarunkowań ekonomicznych. Trzeba bowiem płacić za nośniki informacji.

Na ogół gazety czy książki nie są dostępne bezpłatnie. Aby obejrzeć program telewizyjny, też trzeba zapłacić za telewizor, a potem jeszcze uiścić abonament lub, w przypadku programów kodowanych, specjalną opłatę dostępową. Ograniczenia te są uznawane za naturalne i nie budzą większych sprzeciwów. Rekompensować je ma działalność bibliotek publicznych, które swe zbiory (także wideoteki i płytoteki) udostępniają bezpłatnie. Czy jednak będzie to możliwe również w przypadku wydawnictw elektronicznych, baz danych i sieciowych zasobów informacyjnych?

Istotnym zjawiskiem jest nasilająca się tendencja stosowania technicznych zabezpieczeń dostępu do informacji. Dotyczy to przede wszystkim programów komputerowych. Zabezpieczenia te blokują nie tylko możliwość kopiowania, ale także uniemożliwiają bez dokonania zapłaty zapoznanie się z programem. Podejmowane są próby wyposażenia w takie zabezpieczenia również sprzętu komputerowego. Prawnicy zastanawiają się, czy nie dochodzi w ten sposób do zbytniego naruszenia prawa dostępu do informacji. Co prawda samo prawo dostępu nie jest przez producentów kwestionowane, ale skorzystanie z niego staje się niemożliwe. Rozwiązanie tego problemu nie jest łatwe, gdyż łamanie tych zabezpieczeń jest zakazane, m.in. przez prawo autorskie.

Internauta jak telewidz

Wiele kłopotów nastręcza kwestia zachowania praw autorskich w zakresie wy- korzystywania informacji dostępnych w Internecie. "Chodzi przede wszystkim o problematykę tzw. czasowej reprodukcji" - wyjaśnia Dawid Kot. "Odczytanie informacji zaczerpniętej z sieci wymaga jej skopiowania przynajmniej do pamięci operacyjnej własnego komputera. Jeżeli uznać, że informacja w sieci podlega takim samym regułom prawa autorskiego, to już samo jej pobranie wymagałoby zgody autora" - dodaje. Zdaniem prawników, wprowadzenie licencji nie byłoby w tym przypadku wystarczające. Alternatywną propozycją jest uznanie, że pobranie informacji z sieci jest tożsame z odsłuchaniem utworu w programie radiowym czy obejrzeniem go w telewizyjnym.

Zdaniem Dawida Kota, autorzy i producenci elektronicznych zasobów informacyjnych zwracają i będą zwracać coraz większą uwagę na zagwarantowanie sobie prawnej ochrony ich produktów. Może to prowadzić do coraz częstszej kolizji interesów właściciela informacji i jej użytkowników. Działania praw- ne prowadzone są więc równolegle w dwóch kierunkach: wypracowania rozwiązań, które z jednej strony będą broniły interesów wytwórców informacji, z drugiej, pozwalały na zachowanie przez obywateli prawa dostępu do nich. Wydaje się, że bardzo znamienny pod tym względem może być rozwój sytuacji w Polsce. W parlamencie trwały niemalże równocześnie prace nad ustawą o powszechnym dostępie do informacji publicznej oraz ustawą o ochronie baz danych, rozwiązań w pewnym sensie przeciwstawnych.

Już dzisiaj wiele bibliotek uczelnianych musi łączyć się w konsorcja, by umożliwić studentom i pracownikom naukowym dostęp do baz bibliograficznych i pełnotekstowych baz czasopism naukowych. Pojedynczo żadna biblioteka nie byłaby w stanie udźwignąć obciążeń finansowych związanych z opłaceniem abonamentu za dostęp do nich. Biblioteki publiczne mają problemy z uzyskaniem licencji na udostępnianie wydawnictw elektronicznych. Przedmiotem sporu jest określenie ilości stanowisk, na które ma opiewać umowa. Niektóre firmy zastanawiają się, czy tworzone przez nie bazy danych lub odpłatne serwisy informacyjne mogą być udostępniane czytelnikom bibliotek publicznych bez żadnych ogra- niczeń i za darmo. Zdaniem Marka Matusiaka z Ośrodka Informacji Naukowej WAM, wydawcy elektronicznych publikacji mogą być coraz mniej zainteresowani udostępnianiem swoich prac poprzez publiczne biblioteki. Elektroniczna książka to nie tylko nowa jakość czytania, ale też i rozpowszechniania. Sieć daje duże możliwości dystrybucji elektronicznych utworów. Rozpowszechnianiem może zajmować się wiele różnych, rozproszonych podmiotów. Wydawnictwa chciałyby zarabiać na każdym pobraniu książki lub jej fragmentu ze swoich serwerów. Po co im biblioteka?

Bibliotekarz pod presją

W bibliotekach ograniczenia w dostępie do informacji mogą tworzyć także sami bibliotekarze. Zdaniem prof. Zbigniewa Żmigrodzkiego z Uniwersytetu Śląskiego, o charakterze gromadzonych zbiorów decydują często osobiste przekonania i upodobania poszczególnych bibliotekarzy. Decyzje o zakupie konkretnych książek podejmowane są także pod presją przekonań najbliższego otoczenia, opinii publicznej, panujących mód kulturalnych i intelektualnych. Może to prowadzić do negacji powinności zachowania obiektywizmu w doborze informacji. W ten sposób w zbiorach bibliotecznych może zabraknąć np. wydawnictw zawierających krytyki, polemiki lub dyskusje z autorami uznawanymi za niepodważalne autorytety. Prof. Zbigniew Żmigrodzki powołał się na przykład działalności bibliotek w Stanach Zjednoczonych, w której wyraźnie zauważalna jest presja "politycznej poprawności".

Narastające problemy związane z organizacją dostępu do informacji wywołują pytania o zasady kwalifikacji, wartościowania i oceny źródeł informacji. Tym bardziej że techniki komputerowe wciąż poszerzają zakres i liczbę danych, z których można korzystać. Bibliotekarze i pracownicy informacji naukowo-technicznej muszą permanentnie uczyć się metod posługiwania się nowymi technikami informacyjnymi i analizowania zawartości dostępnych zasobów informacyjnych, pod kątem oceny przydatności zawartej w nich wiedzy. Ciągłe zmiany nowego medium przekazu informacji uniemożliwiają stworzenie stałych, powszechnie akceptowanych reguł.

Zdaniem Aleksandra Radwańskiego z Uniwersytetu Wrocławskiego, bibliotekarze z krajów Unii Europejskiej czy Stanów Zjednoczonych działają w zupełnie innym otoczeniu, gdyż dysponują bogatymi zasobami cyfrowymi. W Polsce ciągle jeszcze pozostajemy na etapie dyskusji o infrastrukturze.


TOP 200