IFA 2014, czyli Polska rulez

Tegoroczne berlińskie Targi elektroniki powszechnego użytku (IFA) skojarzyły mi się jakoś z łódzkimi Film-Video-Foto (inne polskie akcenty – na końcu). Nie ze względu na skalę, bo ta jedna berlińska impreza ma powierzchnię jak wszystkie imprezy targowe w Polsce wzięte razem.

Chodzi mi raczej o pewną degradację w wyniku zdominowania przez wyroby drugorzędne. Na targach w Łodzi najwięcej jest stoisk z albumami i ramkami do zdjęć, głównie klasy odpustowej, i stoiska te są tam największe. W Berlinie zaś były to stoiska z wszelkiego rodzaju gadżetami do telefonów, tabletów i komputerów. Kiedyś większość tego wystawiano tam w pawilonach firm z Dalekiego Wschodu, a teraz rozeszło się to po całych targach. Jeszcze nie przytłacza, jak w Łodzi, ale kierunek jest widoczny aż nadto.

Na wspomnianą drugorzędność obraziłaby się pewnie włoska firma Cellularline, której produkty – słuchawki, etui, ładowarki, kable i nawet słuchawki ukryte w gustownych czapkach z włóczki – wyróżniały się kształtem, doborem kolorów i czymś nieuchwytnym w stylu, czego nikt poza Włochami zrobić nie potrafi.

Zobacz również:

Nie potrafią nawet bezkonkurencyjni technicznie bracia Sennheiser, którzy mieli na Targach świetne wystąpienie – przedstawili historię swej firmy, założonej przez ich dziadka w roku 1945. Nietanie przecież, mikrofony i słuchawki pod marką Sennheiser trafiają na cały świat, o czym świadczyli liczni dyskutanci, wśród których był Amerykanin, Niemiec, Chińczyk (nie z Szanghaju czy Pekinu, lecz z głębi kraju) i Kanadyjczyk projektujący urządzenia komunikacji głosowej dla pilotów Airbusów. Z aplauzem przepełnionej sali spotkało się stwierdzenie Sennheiserów, że ich firmy nie było i nie będzie na giełdzie, bo zamiast kursem własnych akcji wolą zajmować się projektowaniem nowych urządzeń i ich jakością.

Dużym zawodem był brak w tym roku osobnej hali z czytnikami książek elektronicznych. Stoiska z nimi były rozrzucone po różnych halach i czytniki owe całkowicie ginęły pośród reszty urządzeń.

Wyścig na cienkość telewizorów przeniósł się na klawiatury, a niektórym z nich niewiele brakowało do grubszego kartonu. Ale była też grubaśna klawiatura-monstrum dla graczy, z podświetlanymi kolorowo sekcjami i ośmioma klawiszami, na których można sobie zaprogramować aż 24 swoiste makroinstrukcje, czyli sekwencje działań wywoływanych jednym naciśnięciem. Komputer do tego też niczego sobie, bo z Core i7 TurboBoost, dwiema kartami graficznymi (1,5 GB każda), 32 GB pamięci i pięcioma terabajtami na dyskach HDD i SDD.

Wystąpienie braci Sennheiser odbyło się w nowo zbudowanej hali, którą – poza salami konferencyjnymi – w całości zaanektował Samsung, urządzając tam coś w rodzaju targów na Targach (powierzchniowo – cały łódzki Film-Video-Foto razy ileś tam). W osobnej sali miał Samsung stoiska ze swoim najnowszym telefonem i „mądrymi” zegarkami na rękę, które nawet mówią i słyszą. Kolejka chętnych do wejścia liczyła ponad 100 osób.

Jak co roku były też i dziwa, a pośród nich żarówka-głośnik, która gra i którą można sterować z nadajnika bluetooth, uzyskując kolorowe efekty świetlne. Były elektroniczne breloki do kluczy (pomagają znaleźć) i torby na laptopy z możliwością ich śledzenia w 140 krajach (po co?). Były lodówki z podwójnymi drzwiami (najpierw otwiera się te właściwe, a potem są jeszcze, też otwierane, dwie połówkowe ramy z pojemnikami i dopiero za nimi wnętrze). Pralki miały drzwi od krawędzi do krawędzi (jak to się trzyma?), a ich energooszczędne silniki miały wielkość jak jeszcze niedawno pompy wodne.

No i zapowiedziany akcent polski, a nawet dwa akcenty. Pierwszy to duże, nie ustępujące konkurentom, stoisko firmy Amica. Drugi wymaga krótkiego wstępu: wiele firm zorganizowało swe pawilony niczym labirynty, by gościa wciągnąć, ale nie ułatwiać mu wyjścia. Zatrzymałem się dłużej, gdzieś we właśnie tak urządzonej hali Grundiga. Ze dwa razy przeszła koło mnie wyróżniająca się strojem i zachowaniem para, ona i on, w średnim wieku. Gdy przechodzili trzeci już raz, dało się słyszeć pełne przerażenia: „Jasiu! My stąd, k...a, do końca życia nie wyjdziemy...”.


TOP 200