GOVTech Klub. Którędy do smart city?

Nie ma jednej ogólnej definicji, jakie powinno być miasto „inteligentne”. Miasta, które chcą być smart, muszą same zidentyfikować najważniejsze potrzeby – swoje i lokalnej społeczności. Taki wniosek płynie ze spotkania „GOVTech Klub – Smart City”, zorganizowanego przez redakcję „Computerworld”.

W błędzie jest ten, kto myśli, że inteligentne miasto zawsze musi być wysoce usieciowione i że działają w nim setki różnych czujników gromadzących mnóstwo informacji, w tym o samych mieszkańcach, które są następnie przetwarzane w potężnych centrach danych. Wbrew pozorom, idea „smart city” nie musi kojarzyć się z zawansowanymi, złożonymi procesami modernizacji miejskiej infrastruktury informatycznej. Być może nawet nie powinna. Dowodzą tego przykłady polskich miast, które coraz śmielej poczynają sobie na gruncie smart city.

Aby uzmysłowić sobie, w jakim stadium rozwoju jest dziś idea smart city, odwołajmy się do podziału zaproponowanego przez Boyda Cohena, badacza koncepcji. Według Cohena istnieją trzy podejścia do kwestii rozwoju inteligentnych miast. W fazie smart city 1.0 rozwój smart city napędzali dostawcy technologii, kreując popyt na swoje rozwiązania, chociaż nie zawsze ich zastosowanie było uzasadnione potrzebami mieszkańców. W fazie 2.0 nastąpiło odwrócenie ról – tu władze zwracały się do producentów z konkretnymi problemami do rozwiązania. Podejście smart city 3.0, najnowsze, zakłada natomiast aktywny udział społeczności w definiowaniu priorytetów rozwojowych i tworzeniu innowacyjnych rozwiązań.

Zobacz również:

I chociaż idea inteligentnych miast funkcjonuje już długo, wydaje się, że jeszcze nie wszyscy wyszli z cohenowskiej fazy 1.0, fazy zachłyśnięcia się nowoczesnymi technologiami. Ewa Jankowska, sekretarz miasta Świdnik, zauważa, że bycie smart jest modne, zwłaszcza w małych miastach, ale czasem niestety rozwiązania smart kupowane są po to, by władze mogły się nimi pochwalić. W praktyce produkty te albo okazują się niepotrzebne, albo trudno je wykorzystać. „Miasta powinny znać swoje potrzeby, dostosować do oczekiwań mieszkańców, dostosowywać je do przekroju społecznego. W małym mieście ludzie lubią czuć się bezpiecznie i mieć wszędzie blisko. Rozwiązania smart nie mogą być nadmierne i niepotrzebne” – ocenia Jankowska.

Bartosz Bartoszewicz, wiceprezydent Gdyni ds. jakości życia, przypomniał, że Gdynia to miasto – z racji swojego nadmorskiego położenia – o jednym z najwyższych wskaźników czystości powietrza w Polsce. Tymczasem, jak mówił, samorząd otrzymał propozycję kupna sieci czujników badających… jakość powietrza. Oferent w zapytany, czy zna lokalne potrzeby, odpowiedział, że oferuje swoje rozwiązanie w całym kraju. Z punktu widzenia lokalnych potrzeb taki zakup byłby, rzecz jasna, bez sensu. Dlatego właśnie, zdaniem Bartosza Bartoszewicza, rozwiązania ICT powinny być analizowane dwutorowo: czy ich zastosowanie przyniesie w dłuższej perspektywie oszczędności i odciąży budżet oraz czy będą miały wpływ na poprawę jakości życia mieszkańców.

Dopiero włączenie mieszkańców i przyjęcie modelu partycypacyjnego, przewidującego budżety partycypacyjne, zgłaszanie przez społeczność potrzeb i priorytetyzowanie ich, dają szansę realnego podniesienia jakości życia w miastach – przekonywał Jacek Szczepański, wiceprezes zarządu firmy Atende.

Smart city. Małe rzeczy, a cieszą

Kluczem do skutecznego wcielenia koncepcji smart city w życie jest więc przemyślana i odpowiedzialna strategia cyfryzacji, a także synergia samorządu, obywateli, technologii i biznesu. Droga do smart city liczy wiele etapów, obejmujących wdrożenia pozornie niewielkich i prostych, a w istocie ważnych z punktu widzenia potrzeb miasta i mieszkańców, projektów. Staromodne określenie o służebnej roli administracji samorządowej wobec mieszkańców można – a nawet warto – zastąpić mianem roli „usługodawczej”. Bo zadanie dla samorządu to szukanie rozwiązań dla bieżących problemów społeczności, a te rozwiązania coraz częściej przybierają formę nowych usług.

Inteligentne miasto musi kreować usługi publiczne, również cyfrowe, na najwyższym poziomie. Sam fakt adaptacji innowacyjnych produktów w obrębie infrastruktury miejskiej nie może być już powodem do dumy ani argumentem uprawniającym do używania miana „smart”. Podstawowe pytanie wynikające z wdrażania takich produktów powinno brzmieć: „W jaki sposób projekt przyczynił się do poprawy jakości życia mieszkańców?”.

GovTech Klub - Smart City

GovTech Klub - Smart City

Za wzór inteligentnego miasta można postawić Wiedeń. To nie tylko jedno z najbogatszych miast w Europie, którego mieszkańcy deklarują jeden z najwyższych poziomów zadowolenia z życia. Stolica Austrii to wzorcowy system komunikacji, w którym każdy obywatel ma pełną sprawność przemieszczania się, nawet jeżeli sam nie jest w pełni sprawny. Obszar transportowy i komunikacyjny to swoisty krwiobieg miasta, nie dziwi więc, że wiele projektów modernizacji – czy jak kto woli, digitalizacji – dotyczy właśnie tej sfery.

Przykładowo w Poznaniu w najbliższym czasie planowane jest zwirtualizowanie miejskiej karty transportowej, aby była dostępna w aplikacji mobilnej. „Wydaje się, że naturalnym kierunkiem rozwoju koncepcji smart city jest ograniczenie ruchu, zwłaszcza tych pojazdów, które emitują największą ilość spalin, przy jednoczesnej poprawie komunikacji mieszkańców” – uważa Michał Śmiechowicz, dyrektor Biura Rozwoju Gospodarczego i Współpracy Międzynarodowej w urzędzie miejskim w Łodzi.

O ile z punktu widzenia osób niepełnosprawnych smart city to dostosowanie przestrzeni miejskiej do ich fizycznego upośledzenia, o tyle dla innych grup społecznych, np. aktywnych fizycznie 30-latków, rodzin z dziećmi lub seniorów, oznacza to zupełnie coś innego. „Smart city to takie miasto, które inteligentnie zarządza wszystkim, czego używają mieszkańcy, i które korzysta z inteligencji mieszkańców” – mówił Michał Śmiechowicz. Wtórował mu Olaf Krynicki, dyrektor komunikacji z Samsung Electronics Polska. „Miasto inteligentne to takie, które wyprzedza nas w tym, co chcielibyśmy zrobić” – wskazywał. „Ważne, by elementy miejskiej infrastruktury komunikowały się ze sobą, a miasto następnie sprawnie komunikowało się z mieszkańcami”.

GovTech Klub - Smart City

GovTech Klub - Smart City

Smart city. Bariery finansowe

Przeszkodą w realizacji projektów smart city są, jak można się spodziewać, pieniądze. Większość samorządów dostrzega korzyści płynące z cyfryzacji infrastruktury i usług, ale część z nich nie może sobie na takie wydatki pozwolić. Jacek Szczepański przywołuje przykład czujników czystości powietrza – duże aglomeracje albo już kupiły takie sensory, albo rozpisują przetargi na ich zakup. Tymczasem w mniejszych miejscowościach sytuacja wygląda tak, że po zakupie mierników w kasie miasta nie będzie środków na dalsze działania zmierzające do poprawy jakości powietrza, np. modernizację urządzeń grzewczych.

Rozwiązaniem tego problemu może być współpraca jednostek samorządowych, tak jak jest np. w Trójmieście. Joanna Tobolewicz, pełnomocnik prezydenta Gdańska ds. energetyki, przypomina, że został tam utworzony obszar metropolitarny Gdańsk–Gdynia–Sopot, który skupia ponad 30 gmin. „Do wielu projektów aplikujemy razem, mając świadomość, że duże urzędy mają większe zasoby kadrowe i łatwiej im zatrudnić specjalistów. To duża korzyść dla mniejszych urzędów – dużemu podmiotowi łatwiej coś wynegocjować niż jednej małej gminie” – podkreśla Joanna Tobolewicz.

Nie można zapominać też o Unii Europejskiej. „W Gdańsku te najbardziej innowacyjne rozwiązania są realizowane wtedy, gdy znajdziemy odpowiedniego partnera i współfinansowanie. Ze środków gminnych nie stać nas na takie rozwiązania” – mówi przedstawicielka Gdańska. „Ale dzięki temu, że wygrywamy konkursy na dofinansowane ze środków unijnych, mamy pieniądze na technologie” – dodaje.

Smart city. Zapanować nad danymi

W rozważaniach nad smart city nie da się uniknąć kwestii przetwarzania informacji. Istotą digitalizacji jest coraz większa liczba urządzeń, które gromadzą i transmitują dane. Technologia pozwala też samym mieszkańcom odbierać informacje z różnych źródeł, czy to za pośrednictwem aplikacji mobilnych w smartfonach, czy poprzez rozwiązania digital signage. Dotyczy to zarówno warstwy usług komercyjnych, czyli wszelkiego rodzaju punktów usługowych, jak i publicznych, reprezentowanych przez placówki administracji itp. „Chcielibyśmy w przyszłości mieć miejską chmurę, do której spływają wszystkie dane, i w ten sposób zarządzać miastem oraz podejmować decyzje o mieście na podstawie ich analizy. Na razie przyglądamy się, jak to się odbywa w Warszawie” – mówi Michał Łakomski, pełnomocnik prezydenta Poznania ds. smart city.

Jak tę masę danych ogarnąć? Na przykład tworząc alianse. „Nie jesteśmy w stanie, jako samorząd, zrobić wszystkiego sami” – mówi Michał Łakomski. W razie problemów z wytworzeniem określonych kompetencji przydatnych do efektywnego zarządzania danym obszarem trzeba podjąć współpracę ze specjalistami z sektora biznesu. W obszarze zabezpieczania danych kluczową rolę odgrywają już służby, samorządy i inne instytucje publiczne. „Nie ma możliwości zabezpieczenia się przed niewłaściwym wykorzystaniem gromadzonych danych bez ingerencji państwa” – dodał Dariusz Janik, country manager w firmie Hitachi Vantara.

Trzeba jednak pamiętać, że o ile dostawca może uzupełnić lukę kompetencyjną, dostarczając rozwiązania i technologię, o tyle na pewno nie załatwi sprawy smart city za samorząd. „O tym, co jest użyteczne, decyduje samorząd albo sami mieszkańcy. Gdy ta praca zostanie wykonana, a problemy zidentyfikowane, otwiera się pole do popisu dla dostawcy” – zaznaczył Jacek Szczepański z Atende.

No i nie warto gromadzić danych na siłę, ale najpierw zadać sobie pytanie, co chce się osiągnąć, a później – jakie dane są do tego potrzebne.


TOP 200