Finaliści Golden Softies

"Jest rzeczą prawie niemożliwą do wyobrażenia skala fundamentalnych przemian, jakie zaszły w Europie w ciągu dwu ostatnich lat... Powstanie Ekonomicznej Strefy Europejskiej, jednorodnego organizmu gospodarczego po zniesieniu barier celnych na początku roku 1993 uczyni z Europy największy i najważniejszy rynek świata" - to właśnie duch, który oficjalnie przyświecał jednej z najbardziej prestiżowych imprez CeBIT-u, wystawie SOFTWARE IN EUROPA.

"Jest rzeczą prawie niemożliwą do wyobrażenia skala fundamentalnych przemian, jakie zaszły w Europie w ciągu dwu ostatnich lat... Powstanie Ekonomicznej Strefy Europejskiej, jednorodnego organizmu gospodarczego po zniesieniu barier celnych na początku roku 1993 uczyni z Europy największy i najważniejszy rynek świata" - to właśnie duch, który oficjalnie przyświecał jednej z najbardziej prestiżowych imprez CeBIT-u, wystawie SOFTWARE IN EUROPA.

Jak widać, duch ten jest niejednoznaczny. Czy jest to duch Europy sięgającej od Atlantyku po Ural, jak sugeruje pierwsza część cytatu, czy też Europy kończącej się na linii Odry, jak by wynikało z drugiej części? Sądząc z tego, co można było zobaczyć na wystawie, Europa zrobiłaby błąd, gdyby się zatrzymała na Odrze. Reprezentanci tej na razie gorszej jej części dowiedli bowiem, że w tych dziedzinach, gdzie myślenie jest głównym tworzywem - taką właśnie dziedziną jest oprogramowanie - potrafią robić wartościowe rzeczy, zaskakujące swą świeżością Zachód, który chyba nieco nadmiernie dał się wdrożyć w zunifikowane ścieżki myślenia.

Trudno jednak pozbyć się wrażenia, że ta bardzo dobrze pomyślana i zorganizowana impreza zostawiła po sobie pewien niedosyt. Biorąc pod uwagę ogrom potencjału uczestników - od Lizbony po Władywostok - można się było spodziewać czegoś więcej. Czy rzeczywiście programiści w tej części świata rzadko miewają dobre pomysły, czy też coś szwankowało w mechanizmach selekcji? Chyba jednak to ostatnie, skoro prawie co drugi program, prezentowany w pawilonie 15, nie wychodził poza sztampę "kompleksowej" obsługi biura czy specjalizowanej bazy danych. I nic tu nie zmieni sztuczne rozproszenie tematyczne, dokonane przez autorów katalogu wystawy, które miało zapewne zbudować wrażenie wielkiej rozmaitości.

Tak więc interesujące propozycje stanowiły raczej rodzynki w cieście niż regułę. Ma to tę dobrą stronę, że dzięki małej liczbie dało się je wyłowić i zaprezentować; gdyby na wystawie były same interesujące rzeczy, nie starczyłoby miesiąca na ich poznanie i zrelacjonowanie.

Gadatliwe komputery

Możliwe są dwa podejścia do realizacji TTS (Text-To-Speech), czyli cyfrowego przetwarzania tekstu na mowę artykułowaną. Pierwsze polega na w pełni sztucznej syntezie ludzkiego głosu - odpowiedni program analizuje słowo, określa zawarte w nim głoski, a następnie buduje z tych głosek pełne słowo i egzekwuje jego "wymówienie" przez układ cyfrowo-analogowy, wyposażony w tor akustyczny. Zbudowany na tej zasadzie program musi być wyposażony w bibliotekę głosek (fonemów), spotykanych w danym języku.

Druga metoda jest koncepcyjnie prostsza - na dysku jest zapisany w kodzie binarnym autentyczny głos lektora, wymawiającego kolejno wszystkie słowa należące do danego języka. Odczytywanie tekstu ogranicza się w tym przypadku do odnalezienia słowa w słowniku, a następnie wyekspediowania jego binarnego zapisu do kanału akustycznego.

Pierwsza metoda jest bardziej "naukowa" (stoją za nią bardzo żmudne badania) i trudniejsza do realizacji. Jej zaleta to uniwersalność (program jest w stanie wymówić absolutnie każde słowo) i stosunkowo niewielki obszar pamięci masowej, niezbędnej do działania. W drugiej metodzie program potrafi wymówić tylko te słowa, które figurują w słowniku i zostały nagrane przez lektora. Poważną wadą binarno-akustycznego słownika jest fakt, że zajmuje on ogromną ilość pamięci dyskowej. Przewaga drugiej metody nad pierwszą jest wyraźniejsza, naturalna artykulacja, pozbawiona trudnej do uniknięcia sztuczności syntetyzowanego głosu.

Węgierska firma Nikol Electronics poszła pierwszą drogą, prezentując dość niezwykły pakiet programów (wraz z uzupełniającym hardware'em), w których ważnym elementem jest synteza mowy. Pakiet zawiera program rezydentny MxVOX, dzięki któremu komputer może zacząć mówić pracując z dowolnym programem (tylko w trybie tekstowym). GraphoVox to mówiący edytor tekstu. Do nauki języka może posłużyć ParoLearn, który nauczy wszystkiego łącznie z wymową. Vortar jest gadającym słownikiem. ReadText współpracuje ze skanerem i programem rozpoznającym pismo. Z jego pomocą można przeczytać na głos tekst zapisany na kartce papieru. Osoby z zacięciem badawczym mają możliwość prowadzenia własnych prac nad syntezą głosu za pomocą programu PhonoVox. W dodatku, niektóre programy udostępniono w wersji źródłowej, dzięki czemu programiści Pascala i asemblera mogą włączać gadające procedury do własnych programów.

Drugą metodę realizacji TTS - cyfrowy zapis autentycznego głosu ludzkiego - wybrali Bułgarzy z firmy OGY. Oferowany przez niego komputerowy, zdolny do mówienia kurs języka angielskiego CALLS dla adeptów bułgarsko-, rosyjsko- i niemieckojęzycznych (w przygotowaniu jest wersja polska i arabska) obejmuje 300 lekcji w ramach 1000 najbardziej podstawowych słów. Program zajmuje 100 MB pamięci, do pracy niezbędne jest 60 MB na twardym dysku. Trzeba jednak przyznać, że jakość dźwięku jest znacznie lepsza niż w pakiecie węgierskim.

O krok dalej poszła amerykańska firma DRAGON, która zaprezentowała sprawnie działające oprogramowanie do rozpoznawania mowy (w języku niemieckim i angielskim). Kompletne zestawy, oparte na PC AT486, wyposażone również w TTS oraz w skaner z analizą tekstu (zestaw oparty na notebooku ma tylko TTS), są przeznaczone dla osób upośledzonych. Systemy te, sterowane głosem, pełnią wiele funkcji mających na celu udostępnienie niepełnosprawnym dobrodziejstw płynących z możliwości komputera - na przykład, można zażądać, by komputer przeczytał na głos podsuniętą pod skaner książkę, albo przetłumaczył ją na alfabet Braille'a odczytywany ręcznie na specjalnym pulpicie. W ten sam sposób można przeczytać lub usłyszeć np. gazetę elektroniczną. Głos jest syntetyczny, ale bardzo dobrej jakości, znacznie lepszy niż w programie węgierskim.

Nasi ludzie w Europie

Polskie oferty, prezentowane przez MALKOM (edytor QR-Tekst), InfoService (edytor TAG) i SuperMemo World (program edukacyjny SuperMemo), sprawiały na tle konkurencji bardzo przyzwoite wrażenie. O dziwo, polskie edytory tekstu wywoływały całkiem spore zainteresowanie, pojawili się nawet chętni do podjęcia się ich dystrybucji na terenie Niemiec. Są też propozycje przygotowania innych wersji językowych, np. czeskiej. Bardzo duże zainteresowanie wywoływało SuperMemo, intrygując swoją niekonwencjonalnością i nieco tajemniczymi możliwościami. Prawdopodobnie wszystkie trzy firmy mają szansę na interesujące kontrakty.

Konkurentem TAG-a był węgierski edytor tekstu ProTex, zbudowany mniej więcej na wzór ChiWritera, lecz przewyższający go kilkoma funkcjami. Między innymi, pozwala on oglądać na ekranie dołączoną grafikę, a także "podkradać" i włączać do tekstu ekrany przygotowane przez inne programy.

Bułgarzy z firmy Interprogramma pokazali bardzo porządny program wspomagania projektowania inżynierskiego GrafCAD. Ciekawostką jest strategia tej software'owej firmy, działającej na jeszcze trudniejszym rynku niż polski. Otóż firma nie przejmuje się nielegalnym kopiowaniem, nawet uważa je za formę reklamy, natomiast kładzie duży nacisk na włączanie do produktu narzędzi specjalizowanych dla poszczególnych odbiorców. Dzięki temu, jak twierdzą, liczba nielegalnych kopii pozostaje na poziomie 20%.

Generalnie trzeba przyznać, że wysoki poziom opracowań bułgarskich stanowił ogromne zaskoczenie.

Wydaje się, że interesujące efekty może przynieść wzajemna współpraca niektórych firm z dawnego bloku wschodniego. Na przykład, węgierskie i bułgarskie programy do syntezy mowy dadzą się skutecznie połączyć z polskimi edytorami, słownikami oraz programami edukacyjnymi.

Firmowane przez Rosyjskie Towarzystwo Fizyczne programy edukacyjne do nauki fizyki i podstaw elektroniki rażą mnóstwem błędów językowych, ale zawierają bardzo wiele treści.

Osobną, choć niewielką grupę stanowiły programy służące do obliczeń inżynierskich. Włoska firma Softing zaprezentowała program do analizy struktur mechanicznych metodą elementu skońconego MacSAP, przeznaczony dla Macintosha. Jak to z Macintoshami bywa, program ma niezwykle rozbudowany interfejs użytkownika, posunięty aż po interakcyjne budowanie na ekranie konstrukcji trójwymiarowych. Silnym atutem tej oferty jest również możliwość prowadzenia analizy nieliniowej. Oczywiście, dostępne są wszelkie typy analizy: statyczna, dynamiczna, modalna i impulsowa. Wyniki obliczeń można przedstawiać w dowolnych rzutach i skalach, mając do dyspozycji możliwość animacji, rysowania map izolinii wartości parametrów, pre- i postprocesory danych, itp.

Moskiewska prywatna firma Planeta-Kompleks, założona przez pracowników naukowych politechniki, przedstawiła zgrabny program do obliczania poziomu hałasu w pomieszczeniach zamkniętych. Za jego pomocą można zaprojektować np. optymalny rozkład wykładzin i ekranów tłumiących, które mogą zamienić hałaśliwą halę fabryczną w całkiem przytulne miejsce. W dobie mody na ergonomię program okazał się celnym strzałem, budzącym zainteresowanie ludzi zawodowo związanych z tym problemem.

Z kolei naukowcy z kilku uniwersytetów francuskich, zgrupowani wokół firmy CosyTec, reklamują język programowania o nazwie CHIP. Oparty o strukturę Prologu, z wbudowanymi elementami sztucznej inteligencji, CHIP jest szczególnie przystosowany do opisywania procesów o wielkiej skali złożoności. W opinii twórców jest to język piątej generacji - może to opinia nieco przesadna, ale, jak się okazuje, język ten ma już 40-letnią tradycję, a w jego opracowaniu brały udział poważne ośrodki i autorytety.

Standard czy wielość?

Informatyka jest z natury rzeczy wyjątkowo podatna na standaryzację. Z czysto technicznego punktu widzenia byłoby nawet pożądane, by istniała tylko jedna obowiązująca wszystkich rodzina komputerów, jeden system operacyjny, jednolite oprogramowanie sieciowe. O ileż byłoby mniej kłopotów natury technicznej, gdyby wszyscy używali tego samego, absolutnie doskonałego systemu CAD, języka czwartej generacji, itp. Z punktu widzenia konsumenta byłoby to jednak niepożądane, bo nie byłoby konkurencji.

Tendencję do ujednolicania wszystkiego, co tylko możliwe, CeBIT weryfikuje raczej in minus. O, dziwo, nadal powstają nowe języki bazowe, systemy CAD, edytory, itp. Dominacja gigantów takich, jak , Oracle czy Progress nie odbiera, jak się okazuje, pola manewru niewielkim, odważnym firmom. Rynek narzędzi do tworzenia aplikacji nadal jest żywy - i bardzo dobrze.

We wnioskach z pierwszych targów CeBIT z szerszym udziałem Europy Wschodniej trzeba zapisać uwagę o dobrze rokującym na przyszłość dobrym poziomie produktów pochodzących z tej części świata. Wydaje się, że właśnie software aplikacyjny jest terenem, na którym powinniśmy szukać swojej szansy. Jest to ten obszar działalności, na którym najbardziej liczą się pomysłowość i umiejętności, zaś wsparcie sprzętem i kapitałem nie jest aż tak bardzo niezbędne. Jak się okazuje, nadal można zrobić np. dobry edytor i wzbudzić nim zainteresowanie. Najlepiej jednak, gdy produktowi towarzyszy jakiś pozainformatyczny ładunek intelektualny, dla którego program stanowi jedynie platformę. Przykładem takiej właśnie taktyki mogą być programy z emisją głosu, rosyjskie programy edukacyjne, a także - last but not least - polskie SuperMemo.


TOP 200