Europa goni nowoczesność

Kraje kandydujące do Unii Europejskiej dzielą się na te, które poważnie potraktowały plan Europe+ i można je chwalić za osiągnięcia, oraz te, które go zlekceważyły. Polska jest, niestety, w tej drugiej grupie.

Kraje kandydujące do Unii Europejskiej dzielą się na te, które poważnie potraktowały plan Europe+ i można je chwalić za osiągnięcia, oraz te, które go zlekceważyły. Polska jest, niestety, w tej drugiej grupie.

Rozmowy o społeczeństwie informacyjnym są nudne jak flaki z olejem, zwłaszcza gdy zasiadają doń ministrowie z krajów takich jak Polska, w których koszt dostępu do Internetu przewyższa o rząd wielkości unijne standardy. Panowie ministrowie pokłonią się wzajemnie, pochylą spracowane czoła nad dokumentami zawczasu przygotowanymi przez urzędników Komisji Europejskiej i umówią się na następne rendez-vous za dwa lata.

Cyfrowy podział Europy

Komisja Europejska niepokoi się, że Europie grozi "cyfrowy podział" (digital divide). Pechowo się składa, że będzie przebiegał wzdłuż granic obecnej Unii i krajów kandydackich. Aby temu zaradzić, UE proponuje rządom tychże państw wzmożenie zainteresowania rozwojem teleinformatyki, a szczególnie kosztami dostępu do Internetu. Jest to konkluzja z oficjalnego raportu ministerialnej konferencji poświęconej rozwojowi społeczeństwa informacyjnego, która rozpoczęła się 3 czerwca w Lublanie, stolicy Słowenii.

Na projekty IST (Information Society Technologies) Unia Europejska nie będzie skąpiła pieniędzy. Kandydaci mogą spodziewać się dofinansowania nie tylko ze środków PHARE, ale również Banku Światowego, Europejskiego Banku Inwestycyjnego oraz Europejskiego Banku Odbudowy i Rozwoju (EBOiR). Wiceprezesem EBOiR jest Hanna Gronkiewicz-Waltz, była prezes Narodowego Banku Polskiego, zaś dyrektorem na Europę Środkową - Jan Krzysztof Bielecki, były premier.

Jajko czy kura

W ocenie Komisji Europejskiej większość krajów kandydackich uchwaliła Prawo telekomunikacyjne zgodnie z unijnymi standardami. Gorzej jest z absorpcją unijnych dyrektyw w sprawie handlu elektronicznego, bo takimi ustawami może się pochwalić tylko połowa kandydatów. Nie jest źle z rozwojem infrastruktury telekomunikacyjnej. Widać wzrost upowszechnienia telefonii, zwłaszcza komórkowej. Niestety, telefony komórkowe - wbrew buńczucznym zapowiedziom koncernów telekomunikacyjnych - jeszcze długo nie zastąpią miedzianej linii w dostępie do Internetu.

Raport nie stwierdza korelacji między posiadaniem w domu linii telefonicznej a dostępem do Internetu. Ba! Nie ma też związku między regularnym korzystaniem z sieci a deklarowanym dostępem do niej z domu. Prawdopodobnie wiele osób - szczególnie młodszych - korzysta z Internetu w szkole lub we wszelkiego rodzaju klubach czy kafejkach internetowych.

"Dalszy rozwój gospodarki elektronicznej zależy przede wszystkim od zwiększenia liczby internautów" - twierdzą unijni urzędnicy. Komisja Europejska nazywa to syndromem jajka i kury. Aby przedsiębiorcy zdecydowali się traktować Internet jako skuteczny środek marketingu, muszą się pojawić klienci. Ci zaś się pojawią, gdy polepszy się tzw. content (treść) w językach narodowych, a przede wszystkim spadną koszty dostępu do Internetu.

Tutaj wciąż nie wykorzystaną szansą są nowsze - chociaż wprowadzone na rynek przed wielu laty - technologie. Modem analogowy mógłby w końcu zostać wyparty przez ISDN, modemy xDSL, dostęp radiowy czy telewizję kablową - stosunkowo najtańsze z wymienionych rozwiązań.

Elektroniczny rząd - pieśń przyszłości

Administracje krajów kandydujących do Unii Europejskiej nie radzą sobie z wykorzystywaniem Internetu do kontaktów z obywatelami. Estońskie rozwiązania, gdzie na posiedzenia rządu urzędnicy przychodzą z notebookami, czy też łotewskie znaki drogowe z oznaczeniem najbliższego miejsca z dostępem do Internetu, nie przekładają się na bardziej praktyczne zastosowania. Nadal nie można składać elektronicznie zeznań podatkowych, występować o dowód osobisty, prawo jazdy czy paszport.

Najlepiej to widać na przykładzie Polski. Rządowe i samorządowe strony internetowe kipią od informacji. Cóż z tego, kiedy za pomocą Internetu trudno załatwić jakąkolwiek sprawę. Ani poprzedni, ani obecny rząd nie wyszedł w tej sferze poza deklaracje. Program ePolska nie jest realizowany. Wszyscy czekają na nowego ministra ds. informatyzacji jak na zbawcę. Już dzisiaj wiadomo że z walki o ten urząd zrezygnował minister Lech Nikolski. Na placu boju pozostał właściwie prof. Michał Kleiber, minister nauki. I to on przewodniczy delegacji rządowej na konferencji w Lublanie.

Czym będzie się chwalił? Zapowiedzią, że wkrótce będzie lepiej?