EnFace: Witold Kilijański...

... przez wiele lat menedżer w firmie Teta, w 2003 r. wspólnie z grupą współpracowników założył Controlling Systems, której jest prezesem.

... przez wiele lat menedżer w firmie Teta, w 2003 r. wspólnie z grupą współpracowników założył Controlling Systems, której jest prezesem.

O transferze technologii

EnFace: Witold Kilijański...

Witold Kilijański

Mam wrażenie, że w Polsce wiedza płynie głównie od firm technologicznych do uczelni, a nie w drugą stronę. Nasi ambitni twórcy nauki nie dostrzegają, że drążenie problemów sztucznej inteligencji czy próba stworzenia bazy danych lepszej niż rynkowa często nie mają sensu. Polska informatyka może się dobrze rozwijać - i rozwija się - w obszarze aplikacji. Mamy dużo prężnych firm, które tworzą ciekawe oprogramowanie w nowoczesnych technologiach. Robimy to na światowym poziomie, branża zaś jest kompletnie wolna, nie ma ceł, nie ma zapór, w tym zatem - aplikacyjnym - kierunku należy rozwijać polską naukę. Przetwarzanie jednych książek w inne raczej nie zmieni tego stanu…

O braku potrzeby posiadania kompleksów

Gdy byłem jeszcze Bardzo Ważnym Dyrektorem, chyba w 2002 r., wybraliśmy się wraz z kolegą na konferencję partnerów Microsoftu, zabawiając po drodze w Dolinie Krzemowej. Dzięki kontaktom osobistym mieliśmy szansę przyjrzeć się z bliska pracy amerykańskich firm technologicznych. I wtedy dotarło do nas, że nie jest prawdą, że od Wielkiego Świata dzieli nas przepaść technologiczna, której nie można przeskoczyć ze względu na brak nowoczesnych narzędzi - zwłaszcza w dziedzinie rozwoju oprogramowania. Zrozumiałem, że nawet w pojedynkę można wiele zrobić i po ośmiu latach pracy na etacie zaczęła dojrzewać we mnie myśl, aby pójść na swoje. Czytałem wówczas także inspirującą książkę "Koncentruj się" Ala Riesa o potrzebie skupienia uwagi firmy na jednej dziedzinie i rozwijania właśnie w niej kompetencji. Pomyślałem, że fajnie byłoby pracować w takiej skoncentrowanej, niszowej firmie.

O firmie idealnej

Niezbyt sformalizowana, niezbyt ograniczona własnymi procedurami, niszowa, efektywnie działająca. Wydaje się, że górna granica to 50-100 pracowników.

O zaskoczeniach po przejściu na swoje

Pozytywne. Sądziłem, że psychicznie nie dam sobie rady ze świadomością braku stabilnych, pewnych środków utrzymania. Okazało się, że to znacznie "przyjemniejsze" zmartwienie niż obawa przed utratą pracy w warunkach recesji na rynku, z którą w tym samym czasie żyło wielu naszych znajomych. Na początku zwyczajnie nie było nas stać, aby zatrudnić nas samych, dziewięciu współzałożycieli firmy. Pierwsze dwa lata były bardzo trudne, ale dziś wiemy, że było warto. Byłem przekonany, że "na swoim" będę miał znacznie więcej stresów, a tymczasem miałem ich mniej. I wcześniej, i później martwiłem się o to, że konkurenci wygryzą firmę z rynku, jej produktów nie uda się sprzedać, a jeśli nawet, to klienci za nie nie zapłacą. W takiej małej firmie nie musiałem jednak tak bardzo przejmować się polityką personalną, relacjami międzyludzkimi, korporacyjną dyplomacją - to była duża ulga.

Negatywne. Trochę zaskoczyła, a trochę rozbawiła mnie sytuacja milknących telefonów. Serdeczne powitanie, rozmowa i nagle konsternacja: ach, Pan już nie pracuje dla Tety... zawieszenie głosu, a potem cisza przez wiele miesięcy. Łatwo było przekonać się, co są warte różne więzi. No i początki, firma rozwijała się tak, jak zakładaliśmy, ale wszystko trwało znacznie dłużej, niż sądziliśmy. Ktoś wyjechał, ktoś nie miał czasu i nie podpisał umowy, coś się odwlekło. Na początku, gdy jest mało pieniędzy, a dużo pracy, to bardzo stresujące.


TOP 200