Dyktat wielkich zwierząt

Producenci oprogramowania są jak dinozaury. Środowisko, w którym egzystują, zachęca do osiągania ogromnych rozmiarów.

Producenci oprogramowania są jak dinozaury. Środowisko, w którym egzystują, zachęca do osiągania ogromnych rozmiarów.

Im większa jest firma dostarczająca oprogramowanie, tym bardziej bezpiecznie czuje się szef działu informatyki, który je zamówił. I nie chodzi o to, że informatyczni decydenci są szczęśliwsi w świecie, w którym królują lewiatany. W rzeczywistości większość z nich ma dość nieustannych cykli uaktualnień, pochłaniających mnóstwo czasu związanego z utrzymaniem aplikacji czy podpisywaniem kolejnych umów na usługi wsparcia technicznego oferowanych przez największe firmy. Niemniej duży dostawca gwarantuje dłuższą "żywotność" produktów i pakiet, który można lepiej i szybciej integrować niż nawet najlepsze w swojej kategorii aplikacje produkowane przez mniejsze firmy.

Bestie rozdają karty w tym biznesie nie dlatego że są lepsze, szybsze czy bardziej wydajne niż ich mniejsi konkurenci. Dzieje się tak, ponieważ oferują rozwiązanie niektórych - choć z pewnością nie wszystkich - problemów związanych z integracją, przed jakimi staje osoba odpowiedzialna za informatykę w każdej organizacji. Właśnie dlatego szefowie działów informatyki będą nadal karmić duże bestie i głodzić te mniejsze. Jedyny segment rynku, który będzie miał równie dużo pożywienia, to usługodawcy oferujący aplikacje, w których cenę będą wliczone usługi integracyjne i dostosowujące rozwiązania do specyficznych potrzeb klientów. To właśnie hiperkonsolidacja rynku.

Ekonomia skali

Jeśli usługi Web nie spełnią pokładanych w nich nadziei - a wiele wskazuje na to, że nie spełnią - integracja pozostanie dużym problemem, podnoszącym całkowite koszty i poziom złożoności IT. Zwrot w kierunku outsourcingu będzie się nasilał, w miarę jak coraz więcej firm zacznie zdawać sobie sprawę, że ich działy informatyki nie potrafią poradzić sobie z tym kłopotem samodzielnie. Usługi Web nadal będą ściśle kontrolowane przez garstkę wielkich producentów oprogramowania, którzy nie będą dostrzegać żadnych korzyści wynikających ze zmiany sytuacji. Rozwiązanie problemu pozwoliłoby przecież klientom decydować się na mniejszą i bardziej elastyczną konkurencję.

Problemu integracji nie rozwiąże także oprogramowanie open source. Niemniej będzie napędzać dalsze obniżki cen w wybranych obszarach. Wydaje się, że do 2010 r. ruch open source może np. spowodować znaczące obniżki cen kosztownych obecnie baz danych, takich jak Oracle czy DB2.

Mniejsi dostawcy zwrócą się ku modelowi open source, ponieważ pozwoli im to na zmniejszenie kosztów związanych z marketingiem. Zamiast przeznaczać od 15 do 50% przychodów na sprzedaż, po prostu z nich zrezygnują. Wykorzystując dobrą opinię w środowisku, zbudują bazę użytkowników i zaczną zarabiać na dodatkach i usługach. Jeśli open source na dobre zagości w wielkich korporacjach, może się okazać, że pojawi się technologia integracyjna, która będzie skutecznie konkurować z dzisiejszym modelem usług Web. Jest to jednak mało prawdopodobne ze względu na złożoność problemu. No, chyba że pojawi się ktoś posiadający niezbędne umiejętności technologiczne i zdolności przywódcze na miarę Linusa Torvaldsa, żeby nadzorować takie wysiłki.

W efekcie szefowie działów informatyki największych firm nadal będą odczuwać niewygody związane z przestarzałym modelem kupowania, instalowania i utrzymywania oprogramowania. Mniejsza liczba większych dostawców oznacza wyższe ceny, mniej możliwości wyboru, większe koszty zmiany technologii i wzrastające przywiązanie do jednego producenta oprogramowania.

Istnieje model, w którym dinozaury będą zagrożone wyginięciem: dostawcy musieliby oferować aplikacje jako specjalizowane, w wysokim stopniu konfigurowalne komponenty, które automatycznie są aktualizowane i zapewniają integrację - zero wysiłku, zero kosztów - z dowolnymi systemami. Przedsiębiorstwa płaciłyby za nie tylko wówczas, gdy byłyby one faktycznie wykorzystywane przez pracowników. Prawdopodobieństwo urzeczywistnienia tej wizji przed 2010 r. jest jednak małe.

Decydują o tym względy ekonomiczne. Ceny akcji firm dobrowolnie pozbywających się ogromnych, płaconych z góry kwot za oprogramowanie na rzecz kwartalnych opłat zmieniających się od stopnia ich wykorzystania spadły na łeb na szyję. Tymczasem duzi dostawcy zainwestowali zbyt dużo w status quo, żeby ułatwiać życie mniejszym konkurentom. Dla klientów oznacza to pozostawanie zakładnikami.

Zakładnicy

Osoby odpowiedzialne za informatykę w przedsiębiorstwach nienawidzą obowiązującego modelu kupowania i sprzedawania złożonych systemów typu ERP czy CRM. Problem polega na tym, że koszty integracji spadają w całości na klienta. Mniejsi dostawcy zwykle oferują więcej możliwości niż ich więksi konkurenci, jednak ze względu na to, że wciąż brak standardowej technologii pozwalającej łączyć oprogramowanie różnych producentów, decyzja o zakupie systemu od względnie małej firmy jest obarczona większym ryzykiem.

Według firmy analitycznej Forrester Research przyjęcie strategii korzystania z systemów najlepszych w swojej kategorii, ale pochodzących od różnych dostawców pochłania znacznie więcej środków na instalację i zabiera nawet do 37% więcej czasu na dostosowanie i testowanie rozwiązania. Kłopoty te są znacznie mniejsze, jeśli podejmie się decyzję o zakupie wielkiego zintegrowanego pakietu od jednego dostawcy.

W rok 2002 Gartner przeprowadził ankietę, która objęła 600 firm - posiadaczy oprogramowania CRM. Wynikało z niej, że średnio 42% zakupionych licencji nie było w ogóle wykorzystywanych. Mimo to firmy ponosiły za nie opłaty związane z usługami wsparcia i utrzymania. Pomimo tego typu strat, klienci pakietów dla przedsiębiorstw są skazani na wielkich producentów oprogramowania. Zmiana dostawcy jest na tyle kosztowna, że pomysł jej przeprowadzenia mało komu przychodzi w ogóle do głowy. Zaledwie 2% firm decyduje się na to z własnej woli - twierdzą analitycy Meta Group.


TOP 200