Dowody za pięć dwunasta

Chociaż system informatyczny na potrzeby wydawania nowych dowodów osobistych powstawał w ostatniej chwili, projekt nie zakończył się klęską, którą przepowiadało wielu specjalistów. Można raczej mówić o drobnych, acz kłopotliwych błędach w oprogramowaniu. Poważnym kłopotem jest brak transmisji danych online, ale i to jest problem tymczasowy, zważywszy że wymiana dowodów ma trwać jeszcze 7 lat.

Chociaż system informatyczny na potrzeby wydawania nowych dowodów osobistych powstawał w ostatniej chwili, projekt nie zakończył się klęską, którą przepowiadało wielu specjalistów. Można raczej mówić o drobnych, acz kłopotliwych błędach w oprogramowaniu. Poważnym kłopotem jest brak transmisji danych online, ale i to jest problem tymczasowy, zważywszy że wymiana dowodów ma trwać jeszcze 7 lat.

Nadchodzi kres zmartwień, że stary dowód osobis- ty rozpada się w rękach i wkrótce straci cechy dokumentu tożsamości. Można bowiem już składać wniosek o nowy dowód, który wyglądem będzie przypominał kar-tę kredytową ze zdjęciem i to podobno nie do podrobienia (ponad 40 zabezpieczeń!). Jeś- li wierzyć przedstawicielom MSWiA, będzie jedną z najnowocześniejszych kart identyfikacyjnych w Europie. Ci, którzy w pierwszych dniach nowego wieku wybrali się do urzędu gminy po nowy dokument, musieli wykazać się cierpliwością. Urzędnicy wprawdzie dwoją się i troją, ale i tak widać, że dopiero uczą się obsługi nowego sprzętu komputerowego i programu do przyjmowania wniosków. Obsługa jednej osoby zajmuje prawie pół godziny. Po nabraniu przez urzędników wprawy, powinna trwać ok. 15 minut - takie są założenia projektu.

Bóle porodowe

Obywatela nie interesuje obowiązująca w urzędzie proce- dura wystawiania nowego dokumentu tożsamości. Z jego punktu widzenia system powinien być sprawny. Po pięciu dniach od wpłynięcia wniosku, zostanie wezwany do urzędu, by złożyć wzór podpisu na formularzu. Natomiast nowy dowód powinien otrzymać - zgodnie z założeniem usta-wowym - maksymalnie po 30 dniach od złożenia wniosku. Nie słyszy więc utyskiwań na wiele niedociągnięć w oprogramowaniu systemu czy logis- tyce przedsięwzięcia. Aby poznać opinie użytkowników, zadzwoniliśmy do kilkudziesięciu gmin. Przeważa zdumienie, że jednak ten system działa, chociaż większość z pytanych osób jeszcze miesiąc temu miała co do tego spore obawy.

Aplikacja jest prosta, niektórzy mówią, że wręcz prymitywna - teoretycznie urzędnik nie może się pomylić. Mimo to samorządowcy narzekają na brak dokładnych instrukcji postępowania, przez co wiele rzeczy robi się metodą prób i błędów. Wynika to ze zbyt krótkiego szkolenia przeprowadzonego w grudniu ub.r. (raptem 3 godz.) oraz instalacji systemu w ostatniej chwili. W niektórych małych urzędach pracownicy do tej pory w ogóle nie mieli okazji obsługiwać komputerów! Doskwiera im brak bezpośredniej opieki informatycznej. Mogą liczyć jedynie na specjalny telefon serwisowy. Nic dziwnego, że pierwszego dnia w gorącej linii odebrano ok. 700 telefonów.

Z Gdyni pytają, dlaczego nie działa skaner przy włączo- nej drukarce. W Inowrocławiu szwankuje karta administratora. W Kosowie Lackim są kłopoty z kluczami systemowymi. W Wejherowie narzekają na zbyt małą liczbę szkoleń. Wydłużył się czas obsługi. Z Krakowa sygnalizują brak liter narodowych w pisowni nazwisk oraz że niemożność wydania dowodu osobie wcześniej nie zameldowanej. We Włocławku pojawiły się problemy z przyjmowaniem wniosków od bezdomnych.

Gdańsk, Katowice, Tychy, a także inne miasta, nie mogły prawidłowo zapisać wypełnionych wniosków na dyskietkach (otrzymując przyjazny komunikat Invalid Blob handle in record), które na razie służą do przekazywania danych do Centrum Personalizacji Dokumentów w Warszawie. Okazało się, że pojemność dyskietki wystarcza co najwyżej na zapisanie 50 wniosków. Nie byłoby w tym nic dziwnego, gdyby nie fakt, że system nie prosił o wymianę dyskietki na czystą, tylko usuwał wcześniej zapisane na niej informacje. W ten sposób np. w Tychach zamiast 54 wniosków, zapisano tylko 4.

Taki sposób przekazywania danych irytuje urzędników. Gmina płaci z własnego budżetu za kuriera, który przewozi dyskietki do wojewódzkiego ośrodka informatyki Terenowego Banku Danych. Ośrodek ten w tzw. planie awaryjnym zajmuje się transmisją danych do Warszawy z wykorzystaniem sieci PESEL-NET. Dyskietki nie są zabezpieczone - nie ma pewności, że po drodze nie ulegną uszkodzeniu...

Wykonawcy systemu zakładali, że informacje będą przekazywane do Warszawy dzięki usługom jednego z operatorów komórkowych. Oferta Polskiej Telefonii Cyfrowej, operato- ra sieci Era GSM, przez konsorcjum Drukarni Skarbowej i węgierskiej firmy MultiPolaris nie została zaakceptowana. Nie powiodły się rozmowy z Polkomtelem (Plus GSM). Wreszcie konsorcjum porozumiało się z PTK Centertel (sieć Idea), ale minie kilka tygodni, zanim system teletransmisji ruszy w całym kraju. "Idea nie obejmuje swoim zasięgiem jedynie ok. 100 urzędów gminnych, ale są to prawie wyłącznie miejscowości, w których dziennie składany jest śred- nio zaledwie jeden czy kilka wniosków o wydanie dowodu osobistego" - mówi Andrzej Płatek, dyrektor Drukarni Skarbowej. W gminach tych wykorzystane zostaną łącza Telekomunikacji Polskiej SA lub zapadnie decyzja o rozbudowie sieci Idea.

Na łapu-capu

Po raz pierwszy o konieczności przygotowania nowych dowodów osobistych usłyszeliśmy w 1993 r. Ówczesne Ministerstwo Spraw Wewnętrznych przyjęło optymistyczny termin 1 stycznia 1994 r., by w końcu przesunąć operację na koniec 1995 r. Potem następne ekipy wyznaczały termin na począ- tek 1999 r., dalej na 1 stycznia 2000 r., wreszcie 1 stycznia 2001 r. Przesunięcia kolejnych terminów tłumaczono zwykle albo brakiem pieniędzy, albo nie tą co potrzeba technologią lub nieznajomością standardów Unii Europejskiej. Nie planowano przetargu - mówiło się o zleceniu z wolnej ręki. Ostatecznie wiosną 2000 r. - tym razem zgodnie z ustawą o zamówieniach publicznych - MSWiA wybrało wspomniane konsorcjum, które otrzymało osiem miesięcy na budowę aplikacji i zainstalowanie sprzętu w 2500 gminach. Na początku sporo cennego czasu zabrało poradzenie sobie z protestami głównego przegranego w przetargu - Państwowej Wytwórni Papierów Wartościowych. I jak to zwykle bywa, gwałtowne przyspieszenie - rzut na taśmę - miało miejsce w grudniu ub.r.

"Teraz to jakoś pójdzie. Udało się. Ale wiem, że nie należy tak robić" - wyznaje Kazimierz Ferenc, wiceminister MSWiA, odpowiedzialny za ten projekt. Jego zdaniem pośpiech spowodował przyjęcie założenia minimalizującego ryzyko niepowodzenia przedsięwzięcia, że należy każdą gminę, bez względu na stopień jej informatyzacji, wyposażyć w odpowiedni sprzęt komputerowy, zwłaszcza że ok. 700 gmin nie korzystało dotychczas z komputerów. W ten sposób spełnił się jeszcze jeden cel projektu. Powstała jednolita sieć informatyczna w administracji publicznej do wykorzystania w sytuacjach kryzysowych.

Rozwiązanie to okazuje się dość kłopotliwe dla tych gmin, które nie szczędziły pieniędzy na rozwój informatyki. Mają one bowiem własne systemy ewidencji ludności, na ogół homologowane przez MSWiA. Systemy te dostarczane są przez różnych dostawców, zaś uwzględniwszy mnogość dostępnych wersji tych programów, w gminach pracuje łącznie ok. 60 różnych rozwiązań. W nowym systemie wydawania dowodów nie udostępniono interfejsu pozwalającego na dołączenie systemów samorządowych (świetnie to oddaje stosunki między władzą centralną a samorządową). Stanowiska pracy będące końców-kami systemu wydawania dowodów osobistych są więc "ciałem obcym" wprowadzonym do gmin. "Jeszcze w tym roku będzie realizowana integracja z lokalnymi rozwiązaniami stosowanymi przez poszczególne gminy" - zapewnia jednak Andrzej Płatek.

Na razie samorządowcy boją się sytuacji, że każde zadanie zlecone gminom będzie obsługiwał oddzielny system komputerowy, narzucony przez centrum. Już obecnie urzędnicy zajmujący się dowodami osobistymi muszą korzystać z dwóch komputerów: do jednego wprowadzają dane z wniosków, w drugim (gminnym) sprawdzają ich prawdziwość. Wkrótce dojdą komputery ewidencji kierowców i pojazdów. Centrum tłumaczy się koniecznością zapewnie-nia bezpieczeństwa danych, któremu najlepiej służy "galwaniczne" oddzielenie sieci komputerowych i wyraźne określenie, jaki sprzęt będzie się zajmował przetwarzaniem danych.

Tymczasem Kazimierz Ferenc twierdzi, że nic nie stoi na przeszkodzie, by gminy wykorzystały komputery na własne potrzeby, np. do ewidencji ludności. "Świetnie! Tylko proszę o oficjalne stanowisko ministra na piśmie, że możemy instalować na nich własne programy" - skomentował to jeden z samorządowych informatyków. Inni są zdziwieni słowami ministra, ponieważ sprzęt do wydawania dowodów jest bardzo mocno zabezpieczony kluczami systemowymi, które uniemożliwiają samodzielne wgranie jakiegokolwiek programu. Toteż znowu bez oficjalnej wykładni nie można się spodziewać, żeby serwis konsorcjum, czyli Terenowe Banki Danych, zgodził się udostępniać komputery pod inne oprogramowanie.

A jest to sprzęt wysokiej klasy: silny komputer PC (Hewlett-Packard) wyposażony w drukarkę i skaner. Przeciętnie komputer przypada na 15 tys. mieszkańców. Działają one w 3 różnych konfiguracjach w zestawieniu z serwerem (pod kontrolą Windows NT), w zależności od wielkości gminy. Łącznie zainstalowano ponad 4 tys. zestawów.

Poprawki z marszu

"Aplikacja została zrealizowana ściśle według specyfikacji przedstawionej przez MSWiA" - mówi Andrzej Płatek. Tymczasem w aplikacji obsługiwanej przez urzędników gminnych można było znaleźć błędy świadczące o braku dostatecznego testowania systemu - np. trudność we wprowadzeniu adresu z wielocyfrowym nu-merem domu i mieszkania (121/302). Zarówno Kazimierz Ferenc, jak i Andrzej Płatek przyczynę tego upatrują w tempie przygotowywania aplikacji. W Holandii podobny projekt trwał dwa lata, podczas gdy u nas toczył się 4 razy szybciej.

"Już w styczniu będzie dostępna druga wersja aplikacji, w której zostaną usunięte błędy dostrzeżone w pierwszych dniach jej funkcjonowania" - wyjaśnia Andrzej Płatek. Kolejna pojawi się za ok. 2 miesiące.

Spójrzmy na procedurę wydawania dowodu od strony urzędnika. Najpierw wprowadza on dane z wniosku złożonego przez obywatela. Dane te drukuje się na specjalnym formularzu, dołącza zdjęcie dostarczone przez petenta i skanuje. Elektroniczna wersja tak sporządzonego formularza jest przesyłana do Centrum Personalizacji, znajdującego się w gestii MSWiA. Na karty przygotowane przez Drukarnię Skarbową w procesie "grawerowania" w Centrum Personalizacji nanoszone są dane osobowe. Gotowe dowody docierają później pocztą spec- jalną do właściwej gminy. Niestety, stanowiska kompute- rowe nie zostały wyposażone w kamerę cyfrową, która pozwoliłaby ujednolicić format otrzymywanych zdjęć (jak to zostało zrobione na Węgrzech).

Dane docierające do Centrum Personalizacji są konfrontowane z zawartością bazy PESEL, w której przechowywane są informacje o każdym obywatelu Polski. Jeśli zostaną stwierdzone niezgodności (wskutek wprowadzenia błędnych danych przez urzędnika lub nieprawidłową zawartość rekordu w PESEL), dowód nie może zostać wydrukowany. Do gminy kierowane jest pismo, którego celem jest ujednolicenie zawartości baz danych. "Docelowa integracja systemu z lokalnymi bazami danych miałaby umożliwić i wymusić synchronizację online zawartości tych baz z PESEL-em" - mówi Andrzej Płatek. Procedura ta zweryfikuje ostatecznie jakość danych, znajdujących się obecnie w centralnej bazie ewidencji ludności.

Dane otrzymywane z nowego systemu są uwierzytelniane dzięki różnemu poziomowi zabezpieczeń. Klucze sprzętowe (w postaci m.in. kart procesorowych) pozwalają stwierdzić, że dany wniosek został wy-pełniony przez konkretnego urzędnika. Jeśli nie znajduje się on na liście urzędników uprawnionych, zgłoszenie zostanie odrzucone.

"W perspektywie roku, 2 lat do nowego dowodu osobistego zapewne zostanie wprowadzony procesor. Pozwoli to na umieszczanie w nim danych, które się zmieniają - stanu cywilnego czy adresu zamieszkania" - twierdzi Andrzej Płatek. Wymagać to będzie modyfikacji przepisów, tak aby na dokumentach można było umieszczać informacje niewidoczne dla ich posiadacza, bądź też uruchomienia w urzędach stanowisk pozwalających każdemu na odczytanie tych danych z pamięci karty.

Opłata za wydawanie dowodów (30 zł) ma pokryć koszty budowy i funkcjonowania systemu. "Konsorcjum płacimy w formie zakupu czystych kart poliwęglanowych 19 zł za sztukę" - tłumaczy Kazimierz Ferenc. "Reszta to koszty transmisji i utrzymania Centrum Personalizacji".

Być albo nie być dla PESEL-NET

Dla samorządów nie są jasne kryteria wyboru GSM jako technologii teletransmisji, zwłaszcza że powszechnie przyjmuje się, iż w projekcie ewidencji pojazdów i kierowców MSWiA miałoby się zdecydować na VSAT (twórcy systemu tłumaczą się, że tylko wybór GSM pozwalał zbudować sieć wystarczająco szybko). Co w takim razie stanie się z rządową siecią PESEL-NET?

"Chcemy wykorzystać konkurencję na rynku. W strategii MSWiA nie leży budowanie własnej sieci" - odpowiada Kazimierz Ferenc. Oznacza to, że ministerstwo stawia na usługi zewnętrzne w zakresie transmisji danych. Woli kupować usługi niż rozwijać własną PESEL-NET. "Żaden odpowiedzialny minister na moim miejscu nie może powiedzieć, że skończy budowę PESEL-NET w 2004 r." - tłumaczy Kazimierz Ferenc. "Rozwój techniki jest zbyt szybki i lepiej zawierzyć rynkowi" - dodaje.

Zdaniem ministra, nie dojdzie do sytuacji, w której w systemach wydawania dowodów oraz ewidencji pojazdów i kierowców mogłyby być wykorzystane różne rozwiązania. Wkrótce zostanie ogłoszony przetarg na CEPiK i okaże się, jaka technologia transmisji danych jest najlepsza.


TOP 200