Cyber-gmina czy dobra gmina

Nie chciałbym, aby moja gmina budowała mi jakiekolwiek społeczeństwo, również informacyjne. Życzyłbym sobie natomiast, aby reprezentujący mnie we władzach przedstawiciele czynili wszystko, by zapewnić mnie i moim najbliższym godne warunki życia, uwzględniające dzisiaj również i cyfrowe techniki przekazu. Nie wiem tylko, czy dostęp do Internetu powinienem otrzymać już teraz, czy dopiero po utwardzeniu dróg na osiedlu i doprowadzeniu do mojej działki kanalizacji.

Nie chciałbym, aby moja gmina budowała mi jakiekolwiek społeczeństwo, również informacyjne. Życzyłbym sobie natomiast, aby reprezentujący mnie we władzach przedstawiciele czynili wszystko, by zapewnić mnie i moim najbliższym godne warunki życia, uwzględniające dzisiaj również i cyfrowe techniki przekazu. Nie wiem tylko, czy dostęp do Internetu powinienem otrzymać już teraz, czy dopiero po utwardzeniu dróg na osiedlu i doprowadzeniu do mojej działki kanalizacji.

Z różnych gremiów i środowisk w naszym kraju płyną postulaty budowy społeczeństwa informacyjnego. Obradujący w 1998 r. II Kongres Informatyki Polskiej zakończył się uchwaleniem Paktu na rzecz budowy Społeczeństwa Informacyjnego. Uczestnicy ubiegłorocznej III Konferencji Miasta w Internecie wystosowali do premiera RP apel o przygotowanie przez rząd narodowego programu budowy cywilizacji informacyjnej. Publicyści wciąż przedstawiają wizje cyfrowej przyszłości w kategoriach polskiej racji stanu. Pod adresem organów administracji publicznej wszystkich szczebli padają z różnych stron zarzuty o brak należytego zainteresowania i niską świadomość wagi przedsięwzięcia.

Z głową w chmurach

Autorom projektów Cyber-Polski wydaje się, że swoimi inicjatywami zmobilizują przedstawicieli władzy do większej aktywności i skuteczności w działaniach na rzecz rozwoju nowoczesnych technik komunikacyjnych. Dalekosiężne wizje i strategie mają pobudzać wyobraźnię i wyzwalać ambicje dołączenia do grona najbardziej rozwiniętych technologicznie państw świata. W rzeczywistości odnoszą skutek odwrotny, gdyż zapatrzeni w przyszłość urzędnicy i politycy zapominają niejednokrotnie o teraźniejszości, która jest decydująca dla kształtu przyszłych wydarzeń. Często są usprawiedliwieniem dla tych, którzy po prostu nie chcą wywiązywać się w chwili obecnej ze swych podstawowych, wyraźnie określonych i od dawna znanych zadań i powinności.

Zgodnie z Ustawą o samorządzie gminnym z 1990 r., zadaniem gminy jest zaspokajanie zbiorowych potrzeb wspólnoty samorządowej. Gmina ma troszczyć się przede wszystkim o zapewnienie jak najlepszych warunków życia swoim mieszkańcom. W samorządach, które będą przestrzegały tej zasady, będą umiały patrzeć perspektywicznie i realnie oceniać sytuację, problematyka społeczeństwa informacyjnego pojawi się nieuchronnie jako wyzwanie, z którym trzeba będzie się zmierzyć. Nie pod presją ideową czy administracyjną, lecz w kontekście rzeczywistych potrzeb i oczekiwań miejscowej społeczności. Jedyne, czego powinniśmy oczekiwać od administracji samorządowej, to to, by tu i teraz dobrze spełniała swoje powinności wobec obywateli.

Udział samorządu terytorialnego w sprostaniu wymogom cywilizacji zdominowanej przez środki przekazu cyf-rowego nie wymaga odwoływania się do programów budowy społeczeństwa informacyjnego. Zabieg taki niejednokrotnie może nawet fałszować obraz sytuacji, sugerując, że dotychczasowe przesłanki działania tracą rację bytu wobec nowych zadań. Tymczasem najważniejszy motyw, którym powinny kierować się władze lokalne w tej sytuacji, to przypisana im na dzisiaj misja i funkcja społeczna. Jeżeli będą ją należycie spełniały, kwestia cywilizacji informacyjnej pojawi się w naturalny sposób w kręgu ich zainteresowań jako wynik oddziaływania aktualnej rzeczywistości społecznej, cywilizacyjnej, ekonomicznej czy kulturowej.

Strony na pokaz

Obecnie jedna trzecia polskich gmin i miast ma swoje strony w Internecie. Ich mieszkańcom i tak nie przynosi to specjalnego pożytku. Większość lokalnych serwisów WWW skierowana jest do odbiorców zewnętrznych - turystów, inwestorów, gości hotelowych. Sieć służy przede wszystkim do zaprezentowania się innym - zareklamowania walorów turys-tycznych i atrakcji kulturalnych oraz ukazania możliwości inwestowania i prowadzenia działalności gospodarczej. Ponadto serwisy prowadzone są w dużej części przez pasjonatów amatorów lub przygotowywane na podstawie materiałów promocyjnych przez firmy komercyjne. Miejscowy obywatel nie znajdzie tu interesujących go informacji o wysokości uchwalonych podatków i opłat targowych, planach zagospodarowania przestrzennego sąsiedniej ulicy, przewidywanym rozmieszczeniu szkół podstawowych, terminie rozpoczęcia remontu mostu i planowanych tras objazdów czy warunkach przystąpienia do przetargu na obsługę parkingu nad rzeką.

Tylko nieliczne serwisy miejskie umiejętnie łączą funkcje promocyjne z obsługą mieszkańców. Na stronach samorządowych Szczecina, Łodzi, Wrocławia, Krakowa, Gdańska czy Poznania można znaleźć teksty uchwał rady miejskiej, opisy sposobów załatwiania poszczególnych spraw w urzędzie, informacje o corocznym budżecie i sposobach podziału pub-licznych pieniędzy, projekty najbliższych inwestycji i przedsięwzięć komunalnych. Kontakty z magistratem ułatwiają wykazy wymaganych w konkretnej sprawie dokumentów oraz w niektórych przypadkach gotowe formularze wniosków i podań, które można ściągnąć na komputer i wypełnić w domu. Wykorzystanie interaktywnych możliwości Internetu należy jednak jeszcze do rzadkości. Inicjatywa skarbnika Szczecina, by poprzez pocztę elektroniczną na bieżąco zbierać od mieszkańców opinie o projekcie budżetu oraz uwagi na temat jego wykonania, wciąż uchodzi w środowiskach samorządowych za pionierską.

Informacja pod kluczem

Część urzędów administracji lokalnej, głównie w dużych miastach, stosuje w swojej działalności komputerowe systemy informacji przestrzennej. W powiązaniu z odpowiednimi bazami danych umożliwiają one zobrazowanie różnych aspektów funkcjonowania gminy za pomocą map cyfrowych. Indywidualny członek społeczności lokalnej nie może z nich jednak skorzystać, gdyż dostęp do nich mają jedynie urzędnicy gminni. Na stronach wzorcowego pod wieloma względami serwisu miejskiego Szczecina można obejrzeć przykładowe możliwości zastosowania map cyfrowych, ale nie można posłużyć się nimi do zebrania potrzebnych aktualnie danych. Przed podjęciem decyzji o osiedleniu się w danej dzielnicy warto byłoby ocenić jej perspektywy rozwoju, sprawdzając np. stan infrastruktury komunalnej, przekrój demograficzny czy planowane inwestycje. Dzisiaj odpowiedzi na tego typu pytania można uzyskać tylko w ratuszu, często po wcześniejszym złożeniu umotywowanego podania.

Mimo coraz doskonalszych technik komunikacyjnych, wiele informacji potrzebnych członkom społeczności lokalnej wciąż trzymanych jest przez urzędników pod kluczem. Aby np. dowiedzieć się, że projektowany dom powinien mieć dwuspadowy dach, bo tak przewiduje miejscowy plan zagospodarowania przestrzennego, trzeba złożyć w urzędzie stosowny wniosek o podanie warunków zabudowy. Z drugiej strony, urzędy nie do końca wierzą w rzetelność posiadanych przez siebie danych i wymagają potwierdzenia ich przez obywateli. Do wniosku o pozwolenie na budowę musi być dołączone oświadczenie elektrowni o możliwości skorzystania z energii elektrycznej, chociaż umiejscowienie stacji trafo o odpowiedniej mocy zostało już ustalone w zatwierdzonym wcześniej przez gminę projekcie infrastruktury komunalnej osiedla. Do obsługi interesantów coraz częściej używane są komputerowe systemy wspomagające z elektronicznym obiegiem dokumentów i dostępem do komputerowych rejestrów i baz danych. Dla członków społeczności lokalnej pożytek z ich wykorzystania jest jednak tylko pośredni, pod warunkiem że równolegle z wprowadzeniem komputerów następują zmiany organizacyjne poprawiające obsługę obywateli. Inaczej technika cyfrowa, również i w tym przypadku, staje się głównie nieefektywnym narzędziem pracy urzędnika.

Mniej słów, więcej czynów

Plany dalszego zastosowania techniki komputerowej w działalności samorządowej muszą uwzględniać przede wszystkim znikomą dostępność w naszym kraju Internetu. Tylko ok. 6% Polaków ma możliwość korzystania z sieci, w znacznej mierze w pracy. Ponadto przeciętny polski internauta mieszka w dużym mieście i ma ponadprzeciętne dochody. Wszelkie, najbardziej ambitne plany i zamierzenia stracą sens, jeżeli nie będzie miał kto z nich korzystać.

W obliczu gwałtownie rosnącego znaczenia elektronicznych narzędzi komunikacji społecznej prowadzenia działalności gospodarczej czy sprawowania polityki, pokonanie bariery dostępu to, naturalną koleją rzeczy, podstawowe zadanie władz samorządowych. Ich powinnością jest przede wszystkim stworzenie społecznościom lokalnym możliwości korzystania z wszelkich dobrodziejstw nowych technologii. Celem tych zabiegów nie może być jednak samo nadążanie za rozwojem techniki, lecz wykorzystanie jej do zapewnienia mieszkańcom wysokiego poziomu życia i dobrej jakości usług publicznych. Społeczeństwo informacyjne nie jest celem samym w sobie, lecz sposobem na osiągnięcie dobrobytu regionu - mówił na tegorocznej konferencji Problematyka społeczeństwa informacyjnego w strategiach rozwoju województw Patrick Sullivan z Walijskiej Agencji Rozwoju. Wszelkie projekty z tego zakresu muszą, według niego, wynikać z ogólnej wizji rozwoju regionu i mieć w efekcie pozytywny wpływ na rozwój ekonomiczny, socjalny czy kulturalny. Muszą być rozwijane z myślą o korzyściach dla ludzi.

Technologie informatyczne i dostępne za ich pośrednictwem zasoby informacyjne muszą być traktowane, tak jak każda część infrastruktury komunalnej, ułatwiającej obywatelom gminy życie, pracę, naukę, działalność gospodarczą, spędzanie wolnego czasu, tak jak kanalizacja, wodociągi, drogi, szpitale, szkoły, biblioteki, placówki kulturalne. Rolą samorządów powinno być budowanie komunalnej infrastruktury telekomunikacyjno-informacyjnej, która będzie z jednej strony zawierała publicznie użyteczne zbiory informacji, aplikacji i usług cyfrowych, z drugiej - umożliwiała korzystanie z nich poprzez odpowiednie środki techniczne.

Internet w Polsce rozwija się dzisiaj głównie dzięki aktywności środowisk naukowych i działalności komercyjnych dostawców usług. To za mało, by stał się ogólnodostępnym dobrem publicznym. Sytuacji nie zmienią również inicjatywy, takie jak raszyńska Wirtualna gmina czy wałbrzyskie Cyber Skills, będące w gruncie rzeczy efektem strategii marketingowych firm komputerowych lub umiejętnego zabiegania o zagraniczne środki pomocowe i realizowane przez niezależne od struktur samorządowych fundacje. Bez odpowiednich działań ze strony władz, w tym również władz samorządowych, technika komputerowa nie przyczyni się w wystarczającym stopniu do aktywizacji ekonomicznej i cywilizacyjnej naszego kraju. Potrzebne jest rzeczywiste zaangażowanie, m.in. legislacyjne i finansowe, na różnych szczeblach administracji publicznej, wynikające z przemyślanej, realistycznej wizji rozwoju gminy, powiatu, województwa, całego kraju, a nie odwołujące się do pustych haseł społeczeństwa informacyjnego.

--------------------------------------------------------------------------------

Andrzej Gontarz jest kierownikiem Ośrodka Dokumentacji Centrum Sztuki Współczesnej w Warszawie.


TOP 200